Księżniczka z ziarenkiem chleba

DSCN6672Ponieważ zeszłoroczny wpis o wtorkach po Wielkiejnocy cieszy się dużym powodzeniem, to mimo iż nie chce mi się wcale*, opiszę Wam tegoroczny wtorek co by Ci którzy wtorkami są zainteresowani, mogli się dowiedzieć jak to tym razem było.

Wiadomym jest, że musieliśmy pójść na forty. W 2011 byliśmy tam wczesnym popołudniem, w 2012 wieczorem o zmierzchu, zaś w 2013 znów raczej rano, więc powstała nowa tradycja chodzenia w kratkę, a że Polacy lubią tradycje, to idealnym wyjściem było teraz znów znaleźć się na miejscu wieczorem. I znów poszło z nami tylko jedno dziecko, chociaż dzieci mamy już dwoje. Wtorek po Wielkiejnocy to jednak nie tylko forty, więc należy wspomnieć, co działo się wcześniej. A wcześniej się działo, bo nocowaliśmy na wsi i do miasta musieliśmy się jakoś dostać.

DSCN6710Jakoś tak bezmyślnie, lecz zupełnie zgodnie uznaliśmy, że dzień jest idealny na zmianę opon. Było to absurdalne. Dzień zaplanowanej randki, jedno z naszych 5 najważniejszych świąt w roku- idealnym na zmianę opon? Zapakowaliśmy opony, podjechaliśmy do spożywczaka po produkty brakujące do ‚śniadania na trawie’, które następnie zjedliśmy, a potem znaleźliśmy się w tej niefortunnej oponiarni. Ostatnia zmiana opon kosztowała 15 złotych, więc uznaliśmy, że stać nas na ten luksus i że nie opyla się kręcić samemu tymi śrubkami, zwłaszcza, że nie tylko zajmuje to czas, ale i przednie koła nie chcą same schodzić ze swoich osi po odkręceniu. No i ja, która zawsze uwielbiałam kręcenie śrubkami, nie mogę tego robić z tym brzuszyskiem, bo jeszcze urodzę, więc nie moglibyśmy kręcić na zmianę i sobie pomagać. Do oponiarni dotarliśmy w wielkim korku. My akurat korek ominęliśmy sobie tylko znanym objazdem i nie staliśmy w nim ani minuty, ale ominięcie korka wywołało poczucie, że dotrzeć było ciężko, więc trzeba już zostać. Zaoferowano nam czekanie 40 minut, więc uznaliśmy, że po 55 minutach opuścimy przybytek. Myliliśmy się bardzo. Czekanie było miłe, bo był i cień i słońce i ławka do siedzenia i prowiant mieliśmy i opony do wspinania się i ogólnie atrakcje dziecięce do zabawy i do obserwacji i nawet opony do ułożenia legowiska dla mnie były, a legowisko złożone z dwóch opon do siedzenia i trzech do opierania było pierwszorzędne. Problemem było tylko pilnowanie kolejki, które nie pozwoliło w pełni wykorzystać czasu oczekiwania.

DSCN6769Nasza oponiarnia jest ekstra. W chwilach gdy nie zmienialiśmy opon na swoim podwórku, to od zawsze korzystaliśmy wyłącznie z jej usług i nigdy się nie zawiedliśmy. Pragnę to podkreślić żeby nie było, że krytykuję. Dzięki dobremu nastawieniu i wczoraj było nieźle. Ale naczekaliśmy się a nic nie osiągnęliśmy! Okazało się, że jedno z naszych kół jest rozpłatane, zresztą wiadomo po czym i nadaje się na złom, czyli do wsadzenia sobie pod zadek jako siedzisko. A nie wyglądało, wyszło dopiero przy zdjęciu z felgi celem ponownego założenia żeby grało i żeby nie uciekło przypadkiem powietrze za chwilę…Panowie dzwonili po kolegach i magazynach szukając dla nas opony, a my czekaliśmy. Po dwóch godzinach od przybycia odjechaliśmy stamtąd ubożsi o 25 złotych i z zimowymi kołami na przedniej osi i dopiero wtedy się zaskoczyliśmy, jakim cudem udało nam się być zgodnymi w tak absurdalnej idei.

Potem był obiad, a potem jechaliśmy do miasta i ścigaliśmy samochód Jasia Fasoli. Akurat się taki znalazł przed nami a jego obecność bardzo cieszyła synka, który Jasia ubóstwia i dopóki się dawało, to goniliśmy za nim, ale potem on wyprzedził kilku na raz, a ja nie miałam dość odwagi na wyprzedzenie kilku na raz i synek zniechęcony zasnął, a my jechaliśmy dalej i wtedy okazało się, że prześladuje nas pech. Jechaliśmy żwawo szukając fajnego miejsca na mini-postój z napijaniem się wody przez kierowcę. Miejsce miało być zacienione co by synek się nie zgrzał kiedy auto stanie. W jednej wsi, w której jest fotoradar, stały mendy czyli panowie policjanci. Ale ponieważ tam jest fotoradar, aDSCN6807my poszukiwaliśmy przystawajki, to jechałam żółwią 50-tką i nie musiałam się stresować. Nie rozumiem tylko dlaczego tam stali skoro jest fotoradar. To jak masło maślane, bo stali niemal tuż obok owego fotoradaru, chociaż wieś krótka nie jest. Potem jechaliśmy przez las i wówczas Mąż zadał znamienne w moim stanie pytanie: „to co, zajeżdżamy do tych prostytutek?„. Chodziło oczywiście o zjazd w przesiekę leśną, ale każda taka przesieka zajęta jest w sezonie przez jakąś biedną dziewczynę.

Uznaliśmy, że kierowca wytrzyma bez wody jeszcze kwadrans i że przejedziemy jeszcze trochę kilometrów zanim staniemy i że może do tego czasu wstanie synek i też zazna postoju. Jechaliśmy tak sobie przez ostre zakręty, gdzie elektroniczna tablica nakazuje jechać maksymalnie 70. Ja zaczynałam ten odcinek 80-tką, ale właśnie zwalniałam, bo zakręty są naprawdę ostre a i Mąż lubi jak się przestrzega przepisów. I wychodząc z jednego zakrętu zobaczyliśmy kolejnych policjantów i oni machali! Osobiście przypuszczam, że machali bo kierowali ruchem po jakimś wypadku, ale najbardziej na świecie nie znosimy przejeżdżać obok panów władz** nawet gdy wszystko gra, więc impulsywnie zjechałam w prawo, a następnie szybko zawróciłam i w piskiem opon uciekłam stamtąd ile ciśnienia w prawej nodze. Nikt nie ruszył w pościg za nami, ale na wszelki wypadek szukaliśmy pierwszego lepszego zjazdu z głównej drogi i taki znaleźliśmy. Droga powiodła nas do Szymbarku. Tam pod lasem napiłam się w końcu wody i odczekaliśmy chwilę, bo nie wiedzieliśmy, że można przez Szymbark do Gdańska dotrzeć i tylko 8 kilometrów nadłożyć, więc zamierzaliśmy stawić sytuacji czoła.

DSCN6811Po króciutkim mini-popasie wyruszyliśmy w podróż czoła-stawiającą. Plan był by w razie zatrzymania twierdzić, że to nie oni nas spłoszyli tylko przypomniało się nam o niezakręconym gazie w domku. Plan na miarę ciężarnej i jej ociężałego umysłu. Ruszanie z piskiem opon przecież na pewno podbiega pod jakiś paragraf a i czas był za krótki by do domku i z powrotem obrócić. Zapięłam pas, czego normalnie nie robię, bo mnie ściska i jechałam pomalutku powolutku. W miejscu ucieczki nie było ani jednego przedstawiciela władzy, ale minęliśmy dwa wozy strażackie, więc może faktycznie ruchem kierowano a może to w ogóle kto innym tym ruchem wówczas kierował. Wiedząc jednak, że pogoda taka ładna, że od przedstawicieli władzy aż się roi, jechałam ostrożnie pomalutku powolutku i zapasana całą niemal trasę aż tu nagle po kilkunastu kilometrach zauważyłam, że… jadę bez świateł! Bardzo to przeżyłam, bo gdyby jakiś przedstawiciel władzy gdzieś po drodze był i to zobaczył, to na nic zdałby mi się zapięty pas i przestrzeżona prędkość.

A DSCN6829potem nadszedł wieczór, synek poszedł na kolację do babć, a my udaliśmy się pieszo (rozważaliśmy samochód, ale ja miałam dość prowadzenia na cały dzień) w nasze miejsce. Mieliśmy dobre picie w butelce po wodzie mineralnej i dobre jedzenie w torebce od chipsów (akurat torebka zawierała oryginalną zawartość***). I było całkiem niczego sobie romantycznie. Ja ani za Chiny ani za overlocka nie jestem w stanie sobie przypomnieć o czym rozmawialiśmy, ale Mąż twierdzi, że romantycznie było, a on się na tym zna. Ja pamiętam tylko, że przyznałam się iż nie przypuszczałam że się tak fajnie w życiu ustawię. Bo obecnie to mam fajnie, nawet mimo zgagi, pęcherza, kręgosłupa i drętwiejącej nóżki, które żyć nie dają.

Potem jeszcze mieliśmy w planie oglądanie Jane Eyre**** na diwidi, ale zabrakło sił. Ledwo wsadziłam sobie poduszkę między nogi*****, to zasnęłam.

Minionej nocy zaś śnił mi się mendowóz pełen mend (4 ich było), które nas odnalazły i przesłuchiwały na temat ucieczki na ich widok. Sen poniekąd mniej szkodliwy niż sen o przedwczesnym porodzie, ale jednak nie najmilszy. Zwłaszcza, że nie mieliśmy spójnej wersji, bo mendy znalazły nas nagle. Znaczy panowie policjanci oczywiście.

 DSCN6856*To nie jest tak, że nie chce mi się z lenistwa. Akurat tym razem nie chce mi się ze zgagi. Mam zgagę, bo utknęło mi ziarenko chleba w gardle i powoduje, że połykam powietrze. I drażni. Przeszkadza! Jestem księżniczką z ziarenkiem chleba!

**Raz żeby nie jechać koło panów władz musieliśmy uciekać w las, z którego nie mogliśmy potem znaleźć wyjazdu, przez co straciliśmy umówioną wizytę u dentysty, na którą pędziliśmy, ale wtedy mandacik byłby murowany. Innym razem uciekaliśmy w ciemną noc przed tablicą, która wskazywała, że niby my jedziemy 80, chociaż jechaliśmy najwyżej 60, a można było 50. A raz, kiedy jeszcze myślałam, że panowie władze są dobre, to wiadomo jak się to dla mnie skończyło.

***Chipsy były bez tłuszczu, dla diabetyka. Dokładnie takie jakie niemal rok temu zjadł nam Maurycy Teo w ogóle nie dzieląc się! Ale niech się Maurycy nie czepia, bo pamiętamy, że latem odkupił, tyle że w innym smaku.

****Całe życie marzyłam o przeczytaniu Dziwnych losów Jane Eyre, a potem kilka razy je przeczytałam. Ja się w zasadzie na Jane Eyre wychowałam. A potem nie poszliśmy na film do kina, bo miałam dwumiesięczne dziecko na piersi, ale potem, rok temu, Mąż kupił diwidi i od tego czasu nie było dość romantycznie ani dość mało zmęczenie by to zobaczyć.

*****To nowe odkrycie, stosowane w poprzedniej ciąży bez powodu, tylko dlatego, ze tak napisali w gazecie. Teraz wkładam świadomie i dzięki temu udo górne nie opada aż tak na udo dolne, a kręgosłup lepiej odpoczywa.

Reklamy

4 Responses to Księżniczka z ziarenkiem chleba

  1. Iwona says:

    Jaki śliczny brzucho!!! 🙂

  2. Goria says:

    Och ty piracie! 🙂 Bardzo ładnie ci w tych kolorach. 🙂

    • cytrynna says:

      Dziękuję, ta bluza to moja główna odzież ciążowa, Mąż mi kupił i schował do zapasów i musiałam bardzo się domagać by dostać ją zanim wytyję i zanim zima przeminie, ale jak widać ciągle się dopinam a i po zimie dobrze służy:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s