Taryfa ulgowa

DSCN4877Znów nie jestem w stanie zrobić nic sensowniejszego od siedzenia i pisania. Mogłabym jeszcze leżeć z książką, którą wczoraj wieczorem zaczęłam gdy nie byłam w stanie nawet siedzieć, ale póki mogę siedzieć, to siedzę. Jeszcze będę dziś musiała dużo leżeć. Jestem nieco przytłoczona sytuacją, w której nie mogę zaplanować sobie czasu. Wczoraj planowałam na popołudnie szycie dresiku i kończenie czapeczki dla synka, ale kiedy poszłam po synka, to wróciłam wyczerpana do granic możliwości i do konieczności leżenia. Tłumaczy mnie jedynie to, że rano dreptałam do lekarza 1,5km w jedną stronę, ale to było rano, a potem czułam się nieźle, więc tak naprawdę nie tłumaczy mnie nic. Tym niemniej ciąża to cudowny czas. Mam taryfę ulgową, tyję dość powoli (wczorajszy pomiar wagi i to z pełnym pęcherzem tchnął mnie optymizmem) i w ogóle nie boli mnie głowa. Nie wiem nawet czy lepsza jest taryfa ulgowa, czy brak bóli głowy. Wzięłabym nawet i stałe bóle pleców (oczywiście w połączeniu z taryfą ulgową) za gwarancję braku bóli głowy.

Wczoraj u pani doktor dostałam całą siatę „prezentów”. Oni to nazwali prezentami, ale naprawdę są to próbki sudokremu, próbka płynu do kąpieli i ulotki o wózkach. Ja tam na wózkach już się znam i mnie ulotki nie przekonają. DSCN4791Przy okazji czytelnikom, których temat interesuje, a którzy się nie znają mogę wyznać, że nie polecam x-landera. Ma w prawdzie bardzo dobry serwis i jest polski, ale w spacerówce za mało miejsca na zadek, a po dwóch latach szyny, na które nasunięta jest buda się wyrobiły i z każdym zdjęciem pałąka zsuwa się buda. Ponadto nóżki śpioszka zwisają, a przy pochylonym oparciu wózek słabo trzyma równowagę. No nie polecam. Ale za to jest ładny, to mu przyznam. A nowe serie są jeszcze ładniejsze. Polecam za to hiszpański Nomad. Jest lekki i ma miejsce na nóżki, tylko hamulca nie używamy, bo raz jak zaciągnęłam, to nie mogłam podnieść. Ale jest dobry mimo braku hamulca. Tylko kółka do niego masakrycznie drogie, a nam już druga para przednich prawie poszła na gdańskich chodnikach. Wracając do kwestii prezentów, to jak się synek urodził, to w szpitalu dali mi niebieskie pudełko też z prezentami i teraz mnie spamują mimo upływu lat i dziś właśnie spytali, „czy Stanisław ma problemy w przedszkolu”. Ę? A w kwestii samej pani doktor, to jakkolwiek jest miła i daje skierowania na darmowe badania, to tęsknię za naszym doktorem, który pokazywał naszego małego Ursusa i mi na osobnym ekranie i Mężowi na tym samym ekranie na który on (doktor) patrzył. Tutaj Ursusa ogląda tylko pani doktor, a ja nawet wydruku nie dostaję. Tym niemniej, Ursus, nawet nieoglądany, ma się dobrze i powoli zaczyna wymierzać prawdziwe kopniaki a nie tylko smagnięcio-przesunięcia. I waży podobno 2200. Ale opieka państwowej pani doktor to jednak fajna rzecz, bo idzie się 1,5 kilometra zamiast jechać prawie 7 km i nic się nie płaci, więc ma się poczucie bycia pod opieką państwa.

DSCN4000Inną kwestią jest stówka z zeszłego lata z Wdzydz. Jak pamiętacie, znaleźliśmy wówczas stówkę i przelaliśmy ją Caritasowi (to znaczy ją wydaliśmy, a przelaliśmy stówkę z konta). Jednak nie jesteśmy takimi frajerami, za jakich nas wówczas uznano, bo teraz ta stówka do nas wraca. Nie cała, ale wraca, bo wczoraj sprytnie rozliczyłam się z fiskusem i doniosłam fiskusowi o stówce i oni nam za nią zmniejszą podatek. Pierwszy raz też udało się nam odliczyć od podatku całego synka (wcześniej raz nie miał pełnego roku, a rok temu nasz podatek był za mały i odliczyliśmy tylko 250 złotych), więc wkrótce nasze konto się zazieleni od obfitego zwrotu podatku. Tak naprawdę to konto Męża. To na konto Męża przychodzą wszystkie pieniądze a wspólne konto, do którego mam dostęp jest czasem tak puste, że nie mam czym zapłacić za wow! w Subie. Wczoraj na przykład miałam 5 złotych w portfelu i 2,62 na koncie i nie dla mnie był Sub chociaż tuż obok przechodziłam. Dziś za to skorzystałam z oktawy i zjadłam ulubioną wędlinkę, bo to grzech nie zjeść mięska w piątek oktawy. Kupiłam też dla Męża białą kiełbaskę, bo ta świąteczna już się skończyła, a on tak lubi. Pani specjalnie zamówiła więcej takiej specjalnej świątecznej, co to jest lepsza, bo ludzie lubią po Świętach poprawić. Zamierzam też w końcu upiec ten wegetariański pasztet, którego nie upiekłam sobie na Święta. Z powodu jego braku nie miałam co jeść i musiałam sobie całą niedzielę (kolacja) i cały poniedziałek kłaść pomidor na masło, bo szyneczki było tylko tyle co dla synka, a serka topionego nie było. Do takiego zaniedbania doszło oczywiście z powodu braku siły na ten pasztet i z powodu wielkich kolejek po mięso. Ale głodowałam oczywiście tylko ja. Mąż miał sałatkę i kiełbaski, a synek szyneczkę i ogórki.  Wiem nieoficjalnie od pani z Suba, że promocja na wow! ma potrwać do końca czerwca, więc nawet zdążymy z Ursusem pójść na pierwszy spacer do porządnej restauracji😀 Ciekawa również jestem, czy truskawki dobrze robią diecie matki karmiącej, bo nigdy nie próbowałam truskawek w diecie matki karmiącej, a przecież czerwiec to miesiąc truskawek. Mamy co prawda cały zamrażalnik mrożonych, ale one nawet w koktajlu nie są tak dobre jak te hiszpańskie, a co dopiero porównywać je z polskimi świeżymi z Kaszub. Kwestia tegorocznych truskawek niemal spędza mi sen z powiek.

DSCN5080O tym, że termin porodu się zbliża informują różne zwiastuny. Głównym są sny o porodzie przedwczesnym. Innym jest moja narastająca niezdarność. Gdy wyparzam butelkę, parzę się cała. Gdy leję wrzątek z czajnika, połowa leci obok. A dziś to nawet kubełek z mielonymi migdałami mi spadł i są wszędzie, a pochylić się tak ciężko. Ale za to w ogóle nie puchnę. W poprzedniej ciąży na tym etapie to już musiałam przestać nosić obrączkę, co stało się przyczyną jej zgubienia, a teraz noszę w najlepsze. Ale najbardziej o nadchodzącym porodzie świadczą pogarszające się warunki sanitarne. Jeszcze do niedawna ciekło nam z piecyka na potęgę. Piecyk został wymieniony za grube pieniądze, ale ciekną wszystkie krany. Z prysznica woda ucieka kranem, a spod umywalki wykapuje. Umywalkę osobiście naprawiłam kilka tygodni temu, bo była zapchana i kapie chyba od tego czasu. Oczywiście poza skojarzeniem z odchodzeniem wód to całe to kapanie nijak ma się do zwiastowania porodu, ale w naszym konkretnym przypadku bardzo upodabnia to sytuację do tej sprzed trzech lat- wtedy akurat żyliśmy na wsi i zapchało się szambo, więc zmywaliśmy naczynia do garnka, który się wynosiło i w ogóle mieliśmy ciężko.

PS. Można u nas przy hali kupić czeską czekoladę studencką, 3 rodzaje, w tym taką z wiśniami. Można. A ja wiem, że jest pyszna, bo jak P. był ostatnio w Czechach, to mi taką przywiózł. I co z tego, że można, jak ja orzeszków nie mogę? I gdzie ta taryfa ulgowa? Jak jadę tramwajem, to też muszę skasować pełny bilet, bo jestem za stara by korzystać z ulgi studenckiej. I tak szczęście, że jestem dość gruba by siedzieć. Ale nie za bardzo jeżdżę tramwajami, bo nie dość, że się nie opłaca finansowo, to mam za daleko do tramwaju i już dochodząc na przystanek bym się zmęczyła, a jeszcze jechać? Chciałam zauważyć, że mimo tego niedopasowania jestem dość fajna by mnie kochać, ale gdy ostatnio padło pytanie „kto nas kocha?”, synek, który jest rezolutny, odpowiedział „mama”. Więc ja nie jestem do kochania, ja jestem tutaj  od kochania. Ot, cała taryfa ulgowa.

Reklamy

One Response to Taryfa ulgowa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s