Gdzie są grzechy?

DSCN5748Akurat jestem w doskonałej formie*, bo bardzo się dziś umartwiam i nie piję nic dobrego, co skutkuje tym, że Ursus też nie dostaje nic dobrego i chyba się stłamsił, bo nawet kopniaczków nie wymierza. Jego kopniaczki nie są jeszcze bardzo precyzyjne, ale potrafią rozkopać cały brzuch. W związku z powyższym nie mam za bardzo jak się nad sobą poużalać, gdyż niewiele mi dolega. Moim głównym problemem jest, że czasem w nocy budzę się na plecach i nie mam jak przekręcić się na bok jako ten biedny żuczek, bo przekręt bardzo boli, więc leżę na tych plecach i nie śpię. A na plecy trafiam ponieważ brzuch jest już tak wielki, że z boku na plecy go ciągnie grawitacja. Mam też problemy bardziej egzystencjalne, ale w tej chwili rozważam fizjologię.

Żeby zamknąć temat mój, gdyż ten wpis akurat nie jest o mnie (wszak ja i grzechy?) chciałam jeszcze dodać, że jutro znów udaję się do dentysty. Czytelnicy nie wiedzą, ale co ciążę umiera mi jakiś jeden ząb i to w związku z tym się udaję. Nie wiedzą także czytelnicy, że tydzień temu już u dentysty byłam i odtąd prawie mnie nie boli i że ja nie mam szkorbutu tylko ten ząb co to umierał tak bolał. ADSCN5786le nie jest to wcale istotne. Istotny jest jeden z aspektów udawania się do dentysty, gdyż robię to sama! Jadę do innego miasta samochodem bez pilota! Bywałam wprawdzie bez pilota w Sopocie, jeździłam ze wsi do Kościerzyny sama, załatwiałam Lanosowe przeglądy (ale to na terenie miasta), a do dentysty jadę sama i to całe 35 kilometrów! Dentysta jest tak dobry, że warto. Tydzień temu już taką jazdę odbyłam i czuję się jak bohaterka. Bohaterstwo umniejsza mi jedynie to, że siedzę w Lanosie jak sardynka, bo trasa jest trudna, pełna świateł i kamer nad tymi światłami, a podobno kamery fotografują w tył przejazd na pomarańczowym. Na trasie takiej jaką mamy na wieś mogę się ewentualnie wygiąć w tył i koncentrować mniej, zwłaszcza, że w drodze na wieś zawsze mam pilota obok, ale na trasie trudnej i pełnej świateł muszę siedzieć w pozycji skupionej a pozycja skupiona nie pozwala brzuchowi odetchnąć i brzuch, który nie może odetchnąć zaczyna wówczas dziki taniec, co mimo zachowania pozycji skupionej utrudnia skupienie. Niestety, trzeba jeździć, bo jestem chwilowo naszym jedynym kierowcą (tak, stłamsiłam Męża i nawet gdy prowadzi w lesie, to dalej tłamszę…). Boję się jednak, że Ursus rozkopie mi sadełko na boki i chociaż przytyłam w tej ciąży bardzo mało, to po porodzie będę bardzo szeroka.

DSCN5785Dość jednak o mnie i o Ursusie. Chciałam zadedykować ten wpis naszemu pięciolatkowi, zwanemu też trzylatkiem i od pewnego czasu występującemu na blogu jako Synek**. Synek jest rezolutny i nierzadko zaskakuje. Robi miłe rzeczy i mówi fajnie. Czasami po prostu powtarza zasłyszane zdania i to wystarczy. Innym razem wykazuje się pamięcią. Wie, że ma pamięć zaskakującą. Czasem zaskakuje umiejętnością, z którą się ukrywał. Niedawno wstał z drzemki i przyszedł, a na stole leżały jabłka. Uznał, że są jego i postanowił się podzielić podając każdemu z obecnych po kawałku.

DSCN6104Niedawno także byliśmy u chrześniaka na urodzinach i była tam zabawka, którą synek zna z telewizji, więc był bardzo ucieszony. Wczoraj w telewizorze zobaczył inną zabawkę, którą także się tam bawił i rzekł, że i on ma takie coś u ___. <- tu pada imię chrześniaka.

Innym przykładem rezolutności jest, że kiedy siedziałam sobie na krześle i myłam samochód (!), podszedł do czystej już tablicy rejestracyjnej i myśląc, że nie słyszę, odczytał sobie półgłosem znaki z tejże tablicy. Na co dzień uparcie odmawia odczytywania znaków cyferkowych wygodnym „mamo mów”. A przecież pokazał wyraźnie, że zna znaczki.

Z kolei ulubionym filmem synka jest Jaś Fasola w każdej postaci. „Wakacje Jasia Fasoli” oglądamy każdego weekendu co najmniej raz, a czasem więcej. Synek zawsze opowiada, co się wydarzy za chwilę. Prawdopodobnie zapewnia mu to poczucie bezpieczeństwa. Mamy także komplet serialu i tego dotyczy kolejna anegdotka. Synek ma oczywiście swój ulubiony odcinek, a niektóre odcinki widzieliśmy dopiero raz***. I gdy włączaliśmy pewien odcinek po raz drugi, synek rzekł, że „biały krzyż”. Wiemy, że krzyż jest dla niego ważny, więc się za bardzo nie przejęliśmy. Odcinek leciał, a na końcu odcinka zrobiono zdjęcie starym aparatem i w kadrze ukazał się krzyż aparatowego fokusa, zaś synek powtórzył „biały krzyż”. Wtedy dopiero zrozumieliśmy i byliśmy w szoczku.

DSCN5885Inny przypadek synka, to taki, że jedliśmy śniadanie na trawie, ale z uwagi na deszcz jedliśmy je pod daszkiem. Przyszedł do nas biedny i porzucony pies, ale nie od razu wiedzieliśmy, że jest biedny i niczyj. Pies był stary i posłuszny. Kręcił się w pobliżu i patrzył prosząco, ale szynka nam zeszła szybko, a inne pokarmy nie były psie. No i nie od razu wiedzieliśmy, czy nie jest czyjś i czy właściciel się nie oburzy za karmienie jego psa, więc nie karmiliśmy. Zresztą szkoda szynki dla psa. Przecież nie dla psa kiełbasa. Powiedziałam psu zgodnie z prawdą, że nie mamy jedzenia dla niego, a synek co jakiś czas bardzo miłym tonem mówił psu to samo, co w jego wydaniu brzmiało „nie mamy jedzenia piesku”.

Dwa dni temu synek rzekł wieczorem, że ludzie grzeszą. Bardzo go to ucieszyło, powtarzał zdanie wielokrotnie. Odsyłał mnie także bym szła „do grzechów”. Mąż przypuszczał nawet, że może synek śle mnie do spowiedzi. Wczoraj zaczął się synek zastanawiać, gdzie są grzechy, dziś zaś, gdy leżeliśmy (on, jego sześciu najlepszych przyjaciół i ja z Ursusem) i długo długo zasypiał, udzielił mi odpowiedzi na wczorajsze pytanie. Sam do niej doszedł i mi powiedział. Otóż grzechy są w kościele!

*Byłam, kiedy zaczynałam pisać. Ursus wie, że tata wraca i już pociąga za kręgosłup a ja zaczynam zwijać się. Tym sposobem Mąż widuje mnie tylko wykończoną po nocy albo zmęczoną wieczorem. Nikt mnie nie widział przez tą chwilę, gdy czułam się dobrze. Dzięki temu mogę uchodzić za biedną sierotkę, o którą należy dbać, ale nawet ja jestem w stanie zmęczyć się ciągłym statusem biednej.

**Oczywiście synek nie jest synkiem po to by nas lepiej kamuflować, bo jak wytrawni czytelnicy widzą, w starych wpisach synek  ma imię, a kto miał znaleźć, ten już dał radę, lecz po to, aby wyszukiwarki nas nie reklamowały, bo synek ma akurat bardzo modne imię.

***Mąż je widział, ale dawno temu. I to stąd zaczerpnął mój Mąż pomysł jeżdżenia po rondzie w kółko. A myślałam, że jest Mąż oryginalny.

DSCN5873

Reklamy

2 Responses to Gdzie są grzechy?

  1. Goria says:

    🙂 uśmiechnęłam się z jego stwierdzenia 🙂 dzieciaki są czasem niesamowite w takim odkrywaniu 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s