Ursus znaczy… Tomek

DSCN9757Moje dzieci są zgodne co do tego, że czas wolny nie jest mi potrzebny. Są w tym tak zgodne, że nawet się dogadały kto kiedy ten czas zabiera, a kiedy współdzielą. Tomasz zwany w domu Ursusem stara się spać gdy jego starszy brat je, stara się być cicho gdy brat śpi, ale jednocześnie wie, że jeśli bratu udało się zapaść w dzienną drzemkę, to jest idealny czas by on wstał i dostał co swoje. A kiedy już zaczyna brać co swoje, to mógłby godzinami, tak gdzieś dwiema, czasem trzema. Tym niemniej wszystkie moje dzieci akurat śpią. Biorąc pod uwagę tendencję, stan ten może potrwać kwadransik, ale być może będę miała szczęście i uda mi się wpis ukończyć i opublikować zanim będę go musiała porzucić w czeluści pulpitu.

Nie wszyscy wiedzą, ale 12 czerwca urodziłam Tomasza zwanego Ursusem. Nie piszę, że przyszedł na świat, bo gdyby to od niego zależało, to z pewnością kilka dni by posiedział jeszcze. Ale udało się urodzić go 12-ego jako i jego starszy brat i jego mamusia, czyli ja. W innych miesiącach wprawdzie, ale jednak dwunastka to bardzo DSCN9779udana liczba, z unią się przecież kojarzy. Bardzo nie chciałam rodzić w piątek 13-ego, bo przesądy są różne. Zresztą miałam na sali trójkę dzieci z piątku i wszystkie musiały zostać w szpitalu nieskończenie długo z powodu chorób uleczalnych lub trwałych lub w oczekiwaniu na ogląd specjalisty. Bałam się też porodu w weekend, bo wiadomo- nie jestem przesądna, ale dziecko urodzone w weekend może być leniwe. Zresztą w weekend rodzi tyle osób, że mogło się nie trafić miejsce- w weekend ze szpitala wypędzali matki chorych dzieci, bo nie mieli miejsc dla położnic. Ja osobiście urodziłam się w weekend i wiem jaka bym była gdybym mogła choć chwilę poleżeć. A jeśli większość społeczeństwa rodzi się w weekend, to wiemy dlaczego społeczeństwo jest leniwe.

W moim przypadku było tak, że 10-ego rano podałam dziecku starszemu ostatnią dawkę antybiotyku, ale to wcale nie oznaczało, że można zacząć rodzić, bo dziadkowie, którzy mieli przejąć nad dzieckiem opiekę byli chorzy. Dobrze, że nie zaciskałam udek czekając na ich wyzdrowienie, bo chorzy pozostawali jeszcze ponad tydzień po porodzie a ja wiadomo- stresowałabym się. I jeszcze ten weekend i trzynasty i jakiś mundial… 11-ego byłam aktywna, kupiłam sobie jak co dzień truskawki, ale zjadłam tylko połowę, drugiej nie zdążyłam. Starałam się tego dnia nie siadać za dużo, a wczesnym wieczorem napiłam się coli- wprawdzie widziałam w internecie metody na colę z olejem rycynowym jako wywołanie porodu, ale postanowiłam ograniczyć się do samej coli, pobudzić nieco Ursusa i zobaczyć co z tego będzie. Wszak poprzedni poród  wywołała Fanta. Tylko firanki nie powiesiłam. Wyprana DSCN9326suszyła się kilka dni, a Mąż wracał taki padnięty z pracy, że się nie domagałam wieszania a i sama nie szarżowałam, bo to przypał urodzić na skutek powieszenia firanki. Są romantyczniejsze opcje… Nie było nam jednak dane skorzystać z tej najromantyczniejszej, bo kiedy o północy wyszłam przed klatkę celem wyrzucenia śmieci, nagle niespodziewanie odeszły mi wody. Nie wiedziałam jak to jest, bo poprzednio poszły na leżąco podczas porodu w szpitalu, a tu tak. Nie wiedziałam nawet, że odejście wód jest gwarancją zostania przyjętą na porodówkę, którą sobie wybrałam jako najlepszą i umiejscowioną najbardziej po drodze dla Męża. Leżałam sobie dokładnie w połowie drogi między domem aDSCN9807 jego pracą i mogłam nasłuchiwać pociągów, którymi jeździł. Także do mnie. Mąż chciał siedzieć u mnie cały czas, ale ja nie byłam w stanie siedzieć. A porodówka, którą sobie wybrałam słynęła z odsyłania i braku miejsc.

Jak już zażyłam pierwszego prysznica, to z trudem przekąsiłam jakąś kanapkę (na wypadek gdybym rodziła wiele godzin i zaczęło mnie ssać z głodu) i zabrałam się za pakowanie torby do szpitala, bo ja toreb do szpitala nie pakuję miesiąc wcześniej ani nawet tydzień wcześniej tylko wtedy gdy idę do szpitala i nie świadczy to wcale o niezorganizowaniu tylko o zdrowym rozsądku, a nie tam jakieś Reisefieber. W międzyczasie musiałam zażywać kolejnych prysznicy, chyba mi pomagały, ale nie wiem w czym. Zażywałam ich intuicyjnie. Zadzwoniłam też poinformować swoją mamę, że będzie musiała następnego dnia wziąć wolne i bidulka aż do świtu oka nie zmrużyła. Potem Mąż poszedł zbudzić Babcię, żeby przyszła czuwać nad śpiącym starszym synem, gdyż Babcia tak głęboko spała, że żadnego z trzech telefonów nie odebrała. Ale za to potem pewnie już nie pospała. I pojechaliśmy. W tej sytuacji wyjątkowo oddałam kluczyki do Lanii Mężowi, który drogę znał, bo 4 dni wcześniej ją przećwiczyliśmy (ale nie specjalnie celem jazdy na poród tylko po drodze nad morze). O 1:49 zajechaliśmy na pusty DSCN9654 (2)parking przyszpitalny. Sen z powiek w ciąży spędzała mi myśl o pełnym parkingu- kolega kiedyś dostał mandat za stanięcie pod szpitalem celem porodu, ale mu anulowali na drodze wyjątku, więc ta nocna pora, która sprawiła, że był pusty to taki kamień z serca albo sen na powieki. Skurcze były tak często, że nie byłam w stanie ich zliczyć. Na izbie przyjęć do lady przypięto karteczkę o treści „prosimy nie opierać się o pulpit”, co było świetnym żartem biorąc pod uwagę taki przykładowy mój stan. Przyjęto mnie oczywiście i spytawszy o DSCN9982wady wzroku i ulubionego dentystę usadzono na wózku i zawieziono jak Jasia Fasolę na miejsce. Przedtem podpisałam jeszcze zgody na wszystko. Na studentów, kamery, marketing i komornika. Może jakbym nie miała samych skurczy, to bym nie wszystko podpisała, ale cóż było robić?

Niedawno odkryłam, że na pewnym blogu, gdzie był opis porodu sprzed roku w tym samym szpitalu, opis ten został okrojony o pewne informacje o personelu. Nie wiem, czy to znaczy, że tak należy i czy ja powinnam pominąć, ale przecież piszę akurat same superlatywy, więc przecież mogę. Na tamtym blogu wówczas przeczytałam o położnym Kubie i bardzo mnie to DSCN9329cieszyło i śmieszyło, no bo jakże to tak? Położny? Ale akurat położny Kuba był na swoim miejscu, był o wiele subtelniejszy od położnej z Kościerzyny i jego instrukcje parcia były i estetyczniejsze i lepsze i na moje pytania odpowiadał bardzo zadowalająco. Na przykład gdy miałam pełne rozwarcie i spytałam ile to jeszcze potrwa, to odrzekł, że zależy od tego jak efektywne będą skurcze czy coś tam podobnego. O 2:55 wyparłam Ursusa, który ważył 4100. Porodem jestem zachwycona. I był całkiem naturalny. W wielkim bólu między odpowiedzią na pytanie o wadę wzroku a podpisem pod zgodą na studentów pytałam o znieczulenie, ale nie miałam dość świeżych wyników badania krwi (w ów czwartek bym pewnie szła badać gdybym nie urodziła, a bardzo nie chciałam iść). Zresztą gdybym wiedziała, że nie będę rodzić do wieczora ani nawet DSCN9311do rana, to bym nie pytała. Taka chwila słabości. Nie musieli mi tez podawać oksytocyny. Jednej pani, która w piątek 13-ego urodziła i to w 45 minut urodziła od początku do końca, co było przedmiotem mojej zazdrości, to podali oksytocynę, co zniwelowało moją zazdrość.

A potem dopiero zaczęły się kłopoty. Dostałam napadu kaszlu i wystraszyłam wszystkie współpołożnice, więc się nie zaprzyjaźniłyśmy jak to zwykle w takich sytuacjach bywa (one ze sobą się pozaprzyjaźniały). Napady kaszlu bardzo szkodziły też moim szwom. Ale mimo, że się nie zaprzyjaźniłyśmy, to dziewczęta wychodząc w piątek zostawiły mi Cosmopolitan, którego ja wychodząc już nikomu nie zostawiłam, lecz wzięłam do domu. Cosmopolitan to taka ukradkiem zdobywana pornografia dla gimnazjalistów z czasów przed Tuskiem. Teraz, za Tuska, młodzież ma lepszy dostęp do pornografii.

Mama przywiozła mi dżem gruszkowy z domu (miała przywieźć jakiś) i ten dżem świetnie robił kanapki i jeszcze lepiej słodził herbatę, ale to akurat nie jest problem. Miała mi mama przywieźć w piątek laktator z domu, ale nie dotarła, bo najpierw jej padł telefon, a potem kuzynka przywiozła jej ładowarkę do tego telefonu, a że akurat był mecz i grała Hiszpania, a kuzynce towarzyszył jej hiszpański chłopiec, to zostali na mecz a ja laktatora nie dostałam, co tak zbulwersowało Męża, który aż chciał jechać w tę i z powrotem z Sopotu by mi dostarczyć. Mama chciała gości ugościć moim Sheridan’sem, który dostałam na urodziny, ale nie zdążyłam wypić, bo zaszłam w ciążę (Sheridan’s to ten jeden alkohol na ziemi, który bym wypiła. Drugim jest Malibu, ale w sumie tylko w wersji tak rozmlecznionej, że już się do alkoholi nie zalicza, a trzecim wiśniówka też rozcieńczona sowicie kompotem z wiśni). Szczęściem Sheridan’s stał dobrze ukryty w szafie z bluzkami i mogłam alkoholowe zapędy skierować do szafki w kuchni, gdzie stała wiśniówka- alkohol znacznie tańszy😀 Tak oto odbyło się Tomaszowe pępkowe. Mój Mąż i jego teściowa dogadywali się różnie, a ja dostawałam informacje od obojga stron i bardzo dobrze się bawiłam.
DSCN9273
W sobotę rano podczas pobierania krwi Tomasz zwany Ursusem ulał krwią i został mi odebrany celem obserwacji aż do wieczora a marzenie o wyjściu w sobotę prysło. Próbowałam skorzystać z okazji i poczytać, ale zasypiałam. Mąż mi przywiózł laktator, co uratowało sytuację, bo co tu robić gdy nawał, a dziecko na obserwacji? Dziecko głodzono cały dzień, pod wieczór podano mu glukozę, a o siódmej 15 mililitrów mleka modyfikowanego. Bardziej bulwersuje mnie to, że 15, bo i starszy syn w szpitalu dostał jedną porcję sztucznego. Podawano mu i smoczek. A najbardziej bulwersuje mnie to, że gdy o siódmej  zmieniła się zmiana, to przy dzieciach najpierw nikogo nie było, a potem gdy szłam do łazienki i usłyszałam płacz z oddziału noworodkowego i poszłam tam, to dalej nikogo nie było a płakał właśnie Tomasz zwany Ursusem*. Wtedy z nim zostałam, ale gdy podałam głodnemu dziecku kolejne 10, to zostałam ofuknięta przez położną. Wkrótce jednak przyszła pani doktor i okazało się, że Ursusine wyniki krwi są dobre, więc oddano mi synka i pozwolono go karmić nawet mlekiem matki, ale ze smoka. Przygotowałam mu na noc 240ml i wszystko wyżłopał. Jednak spokojnie zasnął dopiero rano, po porannym pobraniu krwi, gdy podałam mu mleko matki tak jak należy. Niedzielny poranny obchód był koło 14, bo wcześniej rodziło się dużo wcześniaków, a lekarz był jeden i przyjmował wcześniaki na OIOM. Na niedzielnym porannym obchodzie zapadła decyzja, że w niedzielę wyjdziemy, ale dopiero koło 19, bo wypisy trwają długo.

DSCN9339Ponieważ niektóre dzieci śpią już podejrzanie długo, to muszę się pospieszyć zanim znów wstaną, zatem krótko: od niedzieli sobie egzystujemy w domu. Kupujemy adaptery do Maxi Cosi na nasz X-lander, kupiliśmy chustę, kupiliśmy lusterko na zagłówek do podglądania Tomasza. Stać nas na to wszystko, bo kupujemy akonto becikowego. W ogóle to Maxi Cosi to jakiś ekstra wynalazek. Nasz starszy syn przejeździł swoje niemowlęctwo nielegalnie w gondoli** na tylnym siedzeniu ze mną obok, bo wymagał ciągłego pocieszania. Nasz młodszy syn siada w Maxi Cosi i całą drogę jedzie zadowolony i śpi. Wczoraj, w ostatnim możliwym terminie zalegalizowaliśmy Tomasza w  urzędzie, a urząd dał nam ręcznik dla niego i list z gratulacjami i wydrukowanym podpisem prezydenta miasta. Tomasz sypia raz lepiej raz gorzej. W sumie to jak śpi, to jest gwarancja, że dwie lub trzy godziny pośpi, problem w tym, że nie zawsze cisza i zamknięte oczy oznaczają, że śpi. Starszy brat nazywa go blaciszkiem i dużo głaszcze, czasem bardzo intensywnie, czasem nawet budząc. Czasem podchodzi do niego po to tylko, by klepnąć po głowie i powiedzieć ‚pa’. Ale także mówi mu, ze wszystko będzie dobrze. Starszy brat asystował dziś przy kąpieli młodszego pokazując mu siatkę na motyle, aż w końcu chlapnął ten starszy tego młodszego siatką w twarz. Starszy brat potrafi mówić przy nim szeptem a pół metra od niego krzyczeć głośno. Starszy brat niechętnie dzieli się swoimi kocykami, ale na szczęście Tomasz ma dwa swoje, a wkrótce będzie miał i trzeci, bo mu szyję z minky, ale to DSCN9334trudniejsze niż myślałam. Tomasz jeszcze nie ma swojego ojca chrzestnego, więc póki co troszczy się o niego ojciec chrzestny starszego syna, który 3 dni temu skołował nam łóżeczko. Moje plecy chwilami ledwo się trzymają kręgosłupa, lub też kręgosłup ledwo się trzyma w całości. Tomasz, kiedy wstaje, to można mieć pewność, że dwie lub cztery godziny nie pośpi, bo będzie jadł, odbijał, jadł do oporu, ulewał, jadł, odbijał i tak dalej aż się zmęczy. Może się w przerwach kłaść na chwilę, ale raczej niechętnie, bo na rękach lepiej, a na tych rękach właśnie plecy odpadają. Chusta się nie sprawdza w takich momentach, bo chociaż motam ją już szybko i sprawnie, to Tomasz lubi się upewnić, że pierś jest na swoim miejscu. Tym niemniej dwa uśpienia w chuście mam już na koncie od wtorku, w tym jedno podczas gotowania zupy! Ponadto po nawale okazało się, że nie przytyłam w tej ciąży ani kilograma!!! I tylko trochę niewyspana jestem.

*Z tego zdania jasno wynika, że nie spędziłam dnia przy dziecku jak by to większość mamuś zrobiła, ale po pierwsze byłam po porodzie i trochę padałam a musiałam laktować nadmiary a jeszcze tam się fatalnie siedziało, a po drugie oni obserwowali,  a ja ze swoim zapachem prawdziwego mleka bym go tylko drażniła, o!

**Posiadaliśmy wysoko gwiazdkowy fotelik o niewdzięcznej nazwie Strata, ale dziecko w nim zwijało się w kulkę zamiast siedzieć ergonomicznie.

Reklamy

6 Responses to Ursus znaczy… Tomek

  1. iwonadg says:

    Gratuluję Wam zdrowego syneczka 🙂
    A na Twój kręgosłup może pomogłaby terapia metodą Dorna? W rodzinnej wiosce męża jest jedna pani, która leczy tą metodą – słyszeliśmy wiele ciekawych, bardzo pozytywnych historii uzdrowienia 🙂

    • Dzięki. Moje plecy to bolą wysiłkowo, potem jeszcze wracają do siebie. Ale jakbym mogła uzdrowić swojego inwalidę, żeby pracował na siedząco i mógł prowadzić samochód… Poczytam później co to i czy da się w pobliżu.

  2. Goria says:

    Gratuluję zdrowego synka!!! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s