Rap o życiu

DSCN0110Tak naprawdę nie będzie tu rapu lecz raport. Użyłam sobie słowa’ rap’ jako skrótu żeby było sympatyczniej. Żyjemy i mamy się dobrze i o tym będzie tu teraz.

Najlepiej ma się Ursus. Ursus śpi akurat, ale jest gotów do konwersacji. Co jakiś czas mówi „mamusiu wstałbym, co Ty na to?”. Wtedy ja mu mówię „śpij synku, tyle życia przed Tobą”, a on odpowiada „dobrze, zastanowię się” i gdy się zastanowi, znów pyta. Zasnął zaledwie kwadransik temu [w chwili pisania tego, bo wiadomo-jak ma się tyle dzieci co ja, to wpis nie powstaje ot tak i nie jest to subiektywne odczucie, Ursus sypia mało. Ponadto Ursus nie zrobił dziś pobudki w nocy. Na co dzień robi- JEDNĄ. Zarówno brak pobudki jak i ta jedna pobudka to bardzo specyficzne określenia, które maja wywoływać zazdrość osób postronnych. W praktyce sypiam po 4 godziny, a jak dobrze pójdzie to i 4 i pół. Po prostu kładziemy się spać po drugiej, a wstajemy… no ja i Ursus wstajemy po siódmej. I to wstajemy konkretnie. Z łóżka i na nogi. Na co dzień budzimy się (najpierw on, potem ja) koło czwartej-piątej. Parafrazując cytat znanego lenia „obie szóste są w nocy”*, więc w myśl tejże parafrazy dzisiejsza pobudka tuż po szóstej nie była już w nocy.

Z drugiego końca najlepszości: najgorzej ma się Lania. Jak wiadomo włożyliśmy w nią tysiąc pięćset sto dziewięćset (a dokładnie 2090) tuż przed porodem, mechanicy zrobili sabotaż i mimo włożenia ogromnej kwoty stan zdrowia Lanii pogorszył się zamiast polepszyć. Był plan, że do porodu pojedziemy taksówką, ale to się nie godzi bulić za taksówkę w nocy na odcinku 4 kilometrów. Poza tym na wypadek gdyby nie przyjęli na wybranej porodówce, to trzeba byłoby bulić znowu od nowa za DSCN0104wejście do taksówki i kolejnych 8 kilometrów. Poza tym starszy synek na swój poród pojechał Lanią, więc i młodszemu się należało. Po powrocie z porodu nie ruszaliśmy Lanii, ale gdy Mąż miał urodziny uznaliśmy, że trzeba przedsięwziąć kroki. Zapakowaliśmy tyle dzieci ile weszło (na szczęście weszły wszystkie) w samochód i pojechaliśmy na wieś świętować. Na wsi poszliśmy do znajomego mechanika, którego znamy z kościoła** i któremu ufamy i zapytaliśmy go, co dolega naszej Lanii, a on powiedział, że możemy nią jeszcze trochę pojeździć. I od czasu gdy tak powiedział nic nie szurało, nie skrzypiało, Lania jeździła jak dawniej. Aż do niedzieli. W niedzielę znów zaszurała a byliśmy akurat na wsi. Szurała tylko chwilami i jazda do znajomego mechanika w chwili nieszurania mijała się z celem, ale pojechaliśmy i Lania akurat zaszurała i mechanik od razu wiedział, co jej jest. Umówiliśmy się na sobotę, ale nie wiadomo, czy dojedziemy do celu, bo w drodze do miasta Lania zaczęła także skrzypieć. Każde wciśnięcie sprzęgła było dla mnie takim bólem jak płacz niemowlęcia, któremu nie można zaradzić. Tyle że płaczowi niemowlęcia akurat zaradzić umiem. Starałam się jak najmniej biegów zmieniać, ale pewnie i tak wcisnęłam sprzęgło setki razy, a każde wciśniecie bolało i mnie i Lanię. Gdyby mechanik nam nie powiedział, że to sprzęgło, to umierałabym ze strachu, a tak to tylko się spociłam i to też może bardziej z ciepła niż ze stresu.

DSCN9834Niewiele lepiej miały się koła Lanii, ale wczoraj poprawiliśmy ich byt o jakieś 100%. Mianowicie od maja jeździliśmy na dwóch zimowych kołach z przodu. Stało się tak dlatego, że chłopaki w oponiarni w maju stwierdzili, iż jedno z naszych kół ma się źle, a oni nie mieli akurat kół dla nas. Koło miało się źle po zeszłomajowych przygodach z Gajkami. Tydzień później chłopaki mieli koła, ale my nie zdążyliśmy do nich przed 17 z powodu korka z mieście, który omijaliśmy, ale omijanie też trwa. Podczas omijania owego korka znów padło auto (co kosztowało nas 1540 z tych 2090). Kolejnego weekendu nasze auto zostało w warsztacie, a jeszcze kolejnego oni znów nie mieli kół, bo sprzedali, gdyż długo nie nadjeżdżaliśmy. I tak się to ciągnęło. Tuż przed porodem nie bywaliśmy w Kościerzynie, bo ja tak bardzo chciałam urodzić w Gdańsku i mieć porównanie, że bałam się, że ze strachu zacznę rodzić w Kościerzynie i nie urodzę w Gdańsku i nie będę miała porównania. W środę (6 dni temu) zadzwoniłam do chłopaków spytać o koła, ale oni znów nie mieli. Pomyślałam wtedy, że sama kupię. Kupiłam sama koła z 2010 roku z 7-milimetrowym bieżnikiem i igiełkami nawet jeszcze (!) i kazałam kurierowi wieźć je na wieś. W piąteczek byliśmy na wsi i plażowaliśmy nad jeziorem czekając na telefon kuriera, ale zamiast tego zadzwoniła babcia, do której zadzwoniła sąsiadka, że był kurier i się żalił, że ma paczkę, ale nie ma telefonu do nas. Ów ‚kurier’ miał jeszcze wrócić o 14:30. Skończyliśmy plażing i poszliśmy do domu. Tam obieraliśmy kartofelki czekając, ale nikt nie przyjeżdżał. Zdążyłam przerobić kartofelki na kopytka (pyszne!) gdy ktoś przyjechał. Ale nie był to kurier, oj nie. Był to poczciwy starszy pan listonosz z poczty polskiej. Mówił, że był już dwa razy i że przyjechał, bo nie chciał nas do miasta ciągać. Aż miałam ochotę dać napiwek za tą jego uprzejmość, ale na szczęście jesteśmy tak skąpi, że nie dałam. Otóż wyobraźcie sobie, że na karteczce przymocowanej do paczki jak wół był MÓJ NUMER TELEFONU!!!!

DSCN0065

Z kolei w sobotę w oponiarni padał deszcz i kolejki były duże, bo co robić w deszczu jeśli nie zmieniać opon (w lipcu?)? Więc my tylko zostawiliśmy im nasze opony i nasze felgi. Korzystając z pustego bagażnika jaki nigdy nie bywa (bo zawsze jedzie wózek_co_najmniej_jeden) chcieliśmy kupić w Lidlu duuuuużo wody, ale w Lidlu nie było wody wcale! W przyszłości miało się okazać, że to dlatego, że Lidl się zamykał i nie robił już dostaw.

DSCN9873W niedzielę byliśmy na wycieczce w lesie. Odczepiliśmy koła od naszych dwóch wózków terenowych i budy też odczepiliśmy i udało się je upchnąć do bagażnika a bagażnik wprawdzie nie zamknąć, ale przymknąć***. Dzięki temu mieliśmy w lesie dwa terenowe wózki. Tydzień temu mieliśmy jeden terenowy i parasolkę i chociaż oba były beżowe i wyglądały razem dizajnersko, to parasolka się nie sprawdziła w lesie. Ale pakowanie dwóch terenówek w jeden bagażnik też nie jest fajne.

DSCN9530Jeśli chodzi o Męża, to on ma się średnio. Dziś na przykład spotkał się z kumplem z młodości i przyniósł do domu prezenty dla dzieci. Wczoraj za to wrócił do domu tak późno, że już spałam, a to dlatego, że ktoś wypadł z eskalemki i eskalemki nie jeździły. Mąż przyjechał do domu ekskluzywnym pociągiem Ienspity****. Mąż był tak dobry, że jak już przyszedł, to nie zbudził mnie od razu tylko dopiero gdy kolacja była gotowa. Dziś za to ja mu zrobiłam kolację i to na ciepło. I jutro też! Kupiłam składniki na dobre jedzenia. Ponadto wyobraźcie sobie Męża, który po drodze do pracy ma Almę, czyli sklep z herbatami dla żon. Alma jest tak naprawdę nie po drodze, bo Mąż chodzi inną drogą, a ja jestem skromna i jeśli akurat nie schnę, to nie kłopoczę go tymi herbatami. I wyobraźcie sobie, że Mąż dzwoni i mówi, że idzie do bankomatu w Almie i pyta, jakie herbaty mi kupić! Toż to uśmiech losu i koła fortuny dla mnie! Ponadto telewizja znów puszcza ulubiony serial Męża o skejtach. Puszcza go w ilości 3 odcinki raz na 13 dni, ale to wystarcza. Nagrywamy i oglądamy. I znów czujemy się młodo.

Jeśli chodzi o starszego syna, to i on ma się niezgorzej. W bólach i wielkim pruciu uszyłam mu kocyk z Dżordżem i sypia pod nim. Ciekawski Dżordż był moją ulubioną bajką a i syn lubił, ale prawie wszystkie odcinki zniknęły w Jutuba, a te co są, znamy już na pamięć. Poza tym syn starszy ostatnio miał fajnie, bo spędziliśmy na wsi 3 i pół dniowy weekend, czyli najdłuższy od zeszłego sierpnia chyba. Syn wyspał się za wsze czasy, bo chociaż rano zrywa go słoneczko, to popołudniami spał bardzo bardzo dużo. A wieczorami bawił się zamkami Lego i o dziwo robił to nadspodziewanie umiejętnie (mniej umiejętnie bawi się samochodami Lego). I bardzo lubi swojego młodszego blaciszka, zwłaszcza lubi budzić. Lubi go też wozić wózkiem, co bywa bardzo stresujące, bo nie pozwala sobie pomóc. I z wielką radością chodzi z nami do przychodni, którą nazywa szpitalem. Sam nie lubił chodzić do lekarza, ale teraz mówi bratu tonem mentora, że „idziemy do pani doktol blaciszku”. Śpiewa z nami i nie tylko z nami piosenki Paktofoniki „ulotek jak ulotka, o popacz, uuu podoba mi się tu”.DSCN0093

A jeśli chodzi o mnie, to zjadłabym coś smakowitego, ale Ursus ma zupełnie inny gust niż ja w kwestii tego, co smakowite. Najbardziej to zjadłabym pizzę, później marcypanka, a popiłabym koktajlem z truskawek. Z tego wszystkiego to Ursus akceptuje truskawki, ale bez koktajlu. A truskawki się kończą i są już tak brzydkie, że fatalnie się je obrabia. Kiedy mam głoda i pragnę czegoś smakowitego, idę do kuchni i kroję sobie jabłko na ćwiartki, a ćwiartki na pół jeszcze, żeby mi na dłużej starczyło. Mam nawet ulubioną odmianę jabłek, ale i one się właśnie kończą, być może dzisiaj się skończyły. Ponadto spotkało mnie ogromne nieszczęście, bo solniczka spadła mi dziś i stłukła ucho ulubionego kubka. Był to jeden z dwóch ulubionych kubków, ale pierwszy ma od niedawna wyszczerbiony brzeg, bo się wyszczerbił. Poza tym umiem już karmić dziecko niesione w chuście, umiem nawet iść, karmić, podtrzymywać główkę i popychać wózek terenowy jeśli trzeba, bo na przykład grozi deszczem i trzeba. Mało tego, umiem popychać parasolkę jedną ręką i wjeżdżać na chodniki, gdy w chuście mam obciążenie, ale to już bez jednoczesnego karmienia. Zasmucam się, bo dizajnerskie dresiki dla starszego syna rozłażą się w szwach- eksperci mówią, że to dlatego, że igła, która je szyła, powinna była być cienka. U mnie szyły dwie igły i nie były zbyt cienkie. A takie dizajnerskie te dresiki, z kieszonkami z pociętej bluzki H&Mu.

*W oryginale leń powiedział „obie pierwsze są w nocy”.

**Tak naprawdę znamy go z poprzedniej awarii Lanii w 2012, ale potem zaczęliśmy się witać z kościele, chociaż nawet ja, nie wiedziałam kto to. A potem, tuż po porodzie miałam sen, w którym przyśniło mi się, że facet z kościoła to mechanik i gdy do niego pojechaliśmy to się okazało, że owszem. Sen się spełnił!

***Potem Mąż odkrył, że jak się kładzie wózki w poziomie piętrowo to mieszczą się lepiej. Układanie ich obok siebie było moim pomysłem i było gorsze. A jeszcze potem Mąż wprowadził praktykę chowania jednego terenowego wózka na przednie siedzenie i sadzania jednego z rodziców do tyłu między foteliki. Jest to ogromnie wygodne jeśli chodzi o wyjmowanie wózków i znośnie wygodne jeśli chodzi o podróże. Jest to też budujące jeśli chodzi o trzecie dziecko w przyszłości i przyszłość Lanii jako naszego środka transportu. Mąż jest bardzo dobry jeśli chodzi o planowanie, robienie udogodnień i myślenie logiczne. Bardzo się taki Mąż sprawdza.

****Tak mówi starszy syn, a co jak co, ale na pociągach on się zna!

Reklamy

4 Responses to Rap o życiu

  1. Maurycy Teo says:

    No widzisz, jednak da się napisać notkę w lipcu, zamieścić ją w sierpniu tak, żeby była zamieszczona w lipcu i do tego nikt się nie jorgnie! Komputer mi podkreśla „jorgnie”, ale to jest prawdziwe słowo, które naprawdę było w jakimś filmie, a w internecie też go jest pełno, na przykład tak: „Powiem że jestem z 3ciej liceum z humana, nikt się nie jorgnie”.

    Co do wożenia dzieci w liczbie trzech w małym samochodzie – też mieliśmy podobne pomysły. Przy czym i u nas jedno z rodziców jest nieprzyzwoicie chude, a drugie moderate i to moderate może prowadzić, a to nieprzyzwoite jechać między fotelikami. Ale ja jako myślący mąż logiczny i planujący postanowiłem jednak postawić na pewniejszy środek transportu. Dzięki temu w naszej sześciobiegowej Alhambrze jeżdżą w tej chwili cztery zimowe koła, a mimo tego dzieci mieszczą się też bezbłędnie, póki co dwoje a trzecie z mamą z przodu, ale koła nie przeszkadzają, więc póki co to pewnie się z pięć wózków zmieści albo i więcej…

    Ulotki ulotne jak ulotka to chyba mój ulubiony numer hip-hopowy i jeden z powodów, dla których nie trawimy z Żoną hip-hopu, przynajmniej aktualnie, bo kiedyś Żona słuchała, a ja nigdy.

    To na dziś tyle. A ta przesyłka to jednak na wieś przyjechała, czy do Gdańska, bo nie załapałem do końca…

    • cytrynna says:

      Że niby u nas TEŻ ktoś jest chudy a ktoś moderaty? I kto u nas jest taki i co to w ogóle znaczy? U nas między foteliki mieści się każdy, ale ja akurat jestem lepsza i jako kierowca i jako ktoś spomiędzy fotelików, bo ja się wdzięczniej ciesze uśmiechami dzieci a ktoś inny to mi kopyta wysuwa prosto w dźwignię zmiany biegów. Ale w taki sposób wozimy się tylko po wsiach.
      Piotr się cieszy na myśl o tym, że to może on jest moderaty (jak TY!)

      A przesyłka zajechała na wieś jako i miała, ale gdyby pocztonosz nas nie zastał, to by ja umieścił na poczcie w Kościerzynie i to byłby klops. To miał na myśli mówiąc „ciągać do miasta”. Mieliśmy tez inna przygode z przesyłką na linii miasto-wieś ale to w następnym odcinku, może we wrześniu na sierpień.

  2. Pingback: Wespół w zespół | Świat misiów, stworzeń i pobratyŃców

  3. Pingback: Keep calm and watch wanilaski | Świat misiów, stworzeń i pobratyŃców

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s