O środkowym palcu

DSCN9311Mam taki problem, że internet pojawia się i znika niczym murzyn na przejściu dla pieszych, więc nie za bardzo mogę wykonywać czynności zaplanowane na ten wieczór takie jak wybór baterii kuchennej czy też dokonanie przelewu za wyrażające nas tęczowe sztućce, więc z listy sensownych rzeczy pozostało mi napisanie o tym, co dziś nastąpiło. Uprzedzę jeszcze pretensje dlaczego nie wykorzystałam czasu na wzięcie prysznica celem usprawnienia wieczoru (czyli natychmiastowego oglądania Drużyny A gdy tylko Mąż zarządzi) lub chociażby zapełnienia zmywarki wszystkimi naszymi naczyniami (mamy ich bardzo mało). Otóż ja mam herbatę a herbatę pije się nicnierobiąc, czyli na przykład przy komputerze.

Więc siedzę w naszym uroczym Misim Domku, który jest tak ekstra, że kopara opada, a konkretnie w tej naszej trochę niedokończonej kuchni za 100 tysięcy i patrzę przez okno, bo główny blat mam z panoramą miasta. Za mną świeci okap a przede mną lampka. Na prawo mam jabłuszka, które jeszcze nie doczekały się swojego miejsca a na lewo najdroższy zlew w całym internecie. Bez baterii. Mieliśmy baterię, ale okazała się być wadliwa. I chyba nie za prędko zamamy nową, bo ŻADNA mi się nie podoba. Znaczy podoba mi się taka jedna ze szwedzkiego sklepu, ale jest droższa niż rozsądek pozwala. I chyba za wysoko ma wylewkę. Serce DSCN9300rwie się ku wyciąganej wylewce, a rozsądek przemawia za baterią relatywnie niską, ale te niskie są BRZYDKIE, a te wysokie będą mi chlapać na prawo, lewo i do tyłu. Do przodu może nie nachlapią, bo zlew ogromny jest. No i tak między nami czytelnikami (bo ja tez jestem swoim czytelnikiem i uwielbiam czytać ten blog), to ta za droga ze szwedzkiego sklepu też jest z tych chlapiących. Między nami czytelnikami to mnie w ogóle chrom odrzuca. Leciałam na kremową baterię, ale ona nie dość, że nie ma wyciąganej wylewki, to nie pasuje do białego zlewu, na który zdecydowałam się w ostatniej chwili. I tak sobie siedzę w tej uroczej, acz bezużytecznej kuchni i rozmyślam.

Rozmyślam mianowicie o tym, że dobiegł dziś końca uroczy etap mojego życia pod tytułem ‚studiowanie’. Dzisiaj, po tym jak dostałam majla z dziekanatu z informacją o wystawionej fakturze, udałam się tam i napisałam podanie z prośbą o skreślenie mnie z listy studentów. Ręka mi drżała, bo rzadko coś piszę i już nawet nie wiem jaki mam charakter pisma. I czy ja w ogóle mam charakter? Jeśli chodzi o pismo, to całe życie wciskałam długopis w kartkę i szorowałam po kartce małym palcem,  a środkowy pod wpływem siły nacisku mi się wykrzywiał. Prawa ręka bolała mnie CIĄGLE, a nadgarstek mam po dziś dzień niesprawny i marchewkę ledwo zetrę (a końcówka trąca w blenderze mi poszła i nowej nie ma w całej Polsce). Więc charakteru pisma mam więcej niż charakteru. Bo jeśli chodzi o charakter, to na ten przykład jeśli leży koło mnie 5 ciasteczek i DSCN9317je lubię, to zjem wszystkie chyba że ktoś mi podbierze. Nie powstrzymam się. Wszak nie bez powodu leżą właśnie koło MNIE, prawda? Ale jeśli nie lubię ciastek, to ich nie tknę, więc jednak mam charakter. I lubię tylko niektóre ciastka. Ale wracając do końca etapu, to przestałam dziś studiować fizykę.

A potem spotkaliśmy Męża (bo ja byłam z kompletem dzieci) i spacerowaliśmy razem po zielonych terenach byłej Alma Mater. A potem Mężowi skończyło się okienko i przeszedł przez płot* na swoje zajęcia, bo dookoła płotu byłoby bardzo daleko**. Nie miał nic do stracenia, gdyż i tak ma dziurawe na kolanach spodnie, gdyż każde spodnie drą mu się na kolanach OD RAZU. Syn starszy tez chciał iść przez płot, ale miał za krótkie nóżki, więc tylko przeszedł przez kałużę. Następnie udaliśmy się już bez Męża do lokalu na obiad. Lokal był lwowski i jedliśmy pierogi. Bardzo dobre. Niniejszym reklamuję lwowskie pierogi koło Politechniki. Są dobre!

Miałam jeszcze poważne przemyślenie, ale poważne przemyślenia nie pasują do niepoważnego bloga. Poza tym zaraz północ i to północ piąteczkowa, a tu się kurczaczki smażą pod okapem. Bardzo pikantne i atrakcyjne. Jak z KFC tylko lepsze. Więc sami rozumiecie…

A zdjęcia są losowe archiwalne, akurat nawinęły się takie z zakupu mebli kuchennych. Na zdjęciach nienasze meble. Nasze lepsze.

*Znani gdańscy działacze pokonują płoty.

**Płot jest tym  przysłowiowym grubasem, którego łatwiej przeskoczyć niż obejść.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s