Być jak Remus

DSCN0340Słyszeliście o Remusie? Nie, nie tym od Romulusa. O Remusie z Kościerzyny. Ja nie słyszałam*. Ale wiele rzeczy się tu tak nazywa. Mamy kino Remus, dom handlowy i drużynę koszykową o takiej nazwie. A na Rynku siedzi Remus. Siedzi na swoim wózku, na którym jest wszystko, co posiada i odpoczywa. Odpoczywa z książką/rękopisem w ręku. Na wózku leży jeszcze stosik ksiąg. I ptaszki siedzą, bo Remus tak współgra z naturą, że podlatują do niego. I kawałek sznurka ma jeszcze, i różaniec i  nożyk  kozik. A buty swe znoszone zdjął co by nogi wypoczęły.

Dzisiaj Remus siedzi i odpoczywa, ale na co dzień wędruje popychając ten wózek-taczkę „z gospodarstwem swoim całym”. DSCN0432Ilu z Was zmieściłoby swój majątek na wózku? A w TIRze? Mogę spojrzeć na Was z góry, bo niedawno wnosiłam cały swój majątek na trzecie piętro. A Wy na którym mieszkacie? No nie, jednak na wsi mamy drugi równie duży majątek i trzymamy go na pierwszym.

No ale mu tu nie o Remusie i majątkach ani nawet o piętrach, lecz o okazjach. Okazja trafiła się taka, że Kościerzyna za pół ceny, czyli można zjeść w restauracji a zapłacić jak w barze, o! Dzieci obudziły już o siódmej, lecz pakowanie rowerków, wózeczków, prowiantów, śniadanka i bajeczki zajęły razem czas do prawie 11. Szczęśliwie wszystko się upchnęło w aucie. Przypominam, że był to ekwipunek na jeden zaledwie dzień. Skontrastujcie to z tymi, którzy idą na K2 (nie będziemy mieli tej gry, bo Męża tematyka nie pociąga, on woli iść w las) i z samym Remusem. I z minimalistami też skontrastujcie.

DSCN0353W mieście zrobiliśmy małe sympatyczne zakupy, wśród których znalazł się abażur do lampy z Tomkiem i przyjaciółmi, bo starszak lubi a my lubimy jego na tyle, że przymykamy oko na to, że to takie no nie za ładne. Starszak popylał na rowerku, ale stawał i czekał na nas zawsze przed ulicami i często gdy stwierdził, że wypada. Nie mogliśmy się go nachwalić. Kupił też sobie sam za nasze pieniądze grę, którą zna i ma, ale chciał, to niech ma. Gdy zanieśliśmy zakupy do auteczka, starszakowi przypomniało się, że kończą mu się siły i ochoczo zamienił rowerek na wózek (po to były dwa, bo dzieciom siły się zawsze prędzej czy później kończą). Celem rozłożenia wózka powierzono starszakowi aparat na chwilę. Kilka minut później i wiele metrów nad poziom morza niżej, gdy trafiło się ujęcie na zdjęcie, okazało się, że aparatu nie ma. Aparat jest bardzo cenny z wielu powodów, do których należy znajdująca się wewnątrz karta pamięci i jedyne kopie tego, co przeżyliśmy od 1. lutego. Są tez powody sentymentalne i użyteczne i właśnie je opisałam**.DSCN0370

Syn, pytany, co zrobił z aparatem, twierdził, że nie wie, że zostawił w jakimś sklepie, że nie wie, że nie on, że powie wieczorem i że nie wie. Trochę później, już przy samochodzie, stwierdził, że chyba w bagażniku (nie było go tam). Gdyby nie panika i adrenalina, ręce by opadły. Nawet Ursus opuścił swój pojazd i usiadł na chodniku, bo trwały przeszukania wózków. Aparat w końcu się odnalazł i był w samochodzie, lecz przykryty. Podejrzany jest jeden, ale winy mu nie udowodniono. Zresztą sam później, gdy zapomniał, że zostawił rowerek w bagażniku, wpadł w panikę na punkcie rowerka i zrozumiał co znaczy martwić się.

DSCN0375Mąż swój atak paniki przypłacił bólem gardła, na który pomogła mu gorąca zupa pomidorowa w restauracji nr 1. Po zupce każdy dostał drugie danie złożone z dewolaja (5,95), doskonale pachnącej modrej kapusty (2,5) i kartofelków (2,5) A więc poza pół-ceną drugie danko na łebka kosztowałoby 22 złote, czyli drogo. W restauracji znajdowały się 2 Antilopki z Ikei, o których niedawno czytałam na jednym takim fajnym blogu. Taca naszego krzesełka do karmienia jakoś nie bardzo Ursusa absorbuje, więc skorzystaliśmy z okazji by przeprowadzić test Antilopka i pod kątem absorbowania dziecka przez tacę wypadł lepiej. Pod innymi kątami też. Tego dnia spotkaliśmy także Antilopki w dwóch innych miejscach, więc pod kątem popularności nie ma sobie równych, zwłaszcza, że nie spotkaliśmy innych krzesełek. Gdy skończyliśmy z restauracją nr 1 i posprzątaliśmy po sobie (tak trzeba, jutro tam wracamy), była już 13:30 a ja bardzo chciałam zdążyć do pobliskiej Lubiany po talerzyki (czynne do 14), gdyż miałam chcicę na nowe talerzyki. Nie była to chcica bezpodstawna, gdyż talerzyki, które mamy w domu i których codziennie używamy, są zbyt ekskluzywne, a dzieci zbyt nieostrożne, by dalej używać. Talerzyków zwykłych zakupiono 4 i wtedy spadły pierwsze krople ciepłego wiosennego deszczu.DSCN0398

Mąż, który myśli o wszystkim, wziął  starszaka do sklepu i pozwolił mu wybrać cokolwiek zechce, żeby się temu starszakowi zapach wiosennego deszczu dobrze skojarzył. Starszak wybrał M&Msy za 3,90 (drogo, ale nie mrugnęliśmy okiem nawet). Duża część paczuszki rozsypała się przed sklepem podczas otwierania, ale resztę przesypaliśmy do woreczka i dzieciak miał radochę do końca dnia i jeszcze mu zostało. Chodził z tym woreczkiem, opowiadał o kolorach, które akurat jadł i się cieszył, oj jak cieszył. W ogóle u dzieciaka, który ze słodyczami obcuje raczej mało, to niesamowite wyczucie, że tak po opakowaniu spośród wszystkiego w sklepie, sam wybrał coś, co mu na tak długo starczyło***.

Wróciliśmy do miasta. Mąż chciał pizzę, ja chciałam kostkę Luwr w Sowie, gdyż uwielbiam, a też była za pół ceny. Gdyby mnie sfutrował najpierw pizzą, to bym sobie za dużo tego Luwru nie pojadła. Zgłosiłam zażalenie w tej sprawie i zdecydowano, że Luwr będzie najpierw. Po Luwrze weszliśmy do Carrefoura, gdzie syn lubi wózki sklepowe poprzymierzać – jest ich 5DSCN0405 i przymierza wszystkie. Nie wspomniałam o tym jeszcze, ale po mieście kręciło się dużo miłych i młodych ludzi z ulotkami reklamującymi otwarcie nowej księgarni, której jeszcze nie było w żadnym z naszych miast (w Gdańsku mamy Empik i Muzę a w Kościerzynie była księgarnia na Rynku). Podczas przymierzania wózków ci mili i młodzi ludzie wręczyli po balonie każdemu z naszych dzieci. Do nowej księgarni i tak właśnie szliśmy, więc… poszliśmy. O owej księgarni też niedawno czytałam na tym samym blogu co o Antiplopkach. W Matrasie, bo o nim mowa, byłam raz w Gdyni przypadkiem i w pośpiechu i możliwe że też raz i w pośpiechu i dawno temu w Warszawie, gdy mi Mąż kupował jakiś prequel albo sequel Ani z Zielonego Wzgórza, który zobaczyłam u Lolinki i zapożądałam. Tak sobie rozmyślałam czy księgarnia się tu utrzyma, bo jednak Kościerzyna małym jest miastem, ale ona jest super (właściwie i księgarnia i Kościerzyna) i pasują do siebie. Wiecie, nasz empik jest przy dworcu i w czasach gdy i ja w nim bywałam, to wszelkie siedziska były pozajmowane i tego klimatu to nie poczerpałam. DSCN0453A nasze Muzy to nie mają siedzisk i w ogóle takie bardzo kameralne i nie bójmy się tego rzec, nie za sympatyczne. A tutaj, ojejku jejku. Pełno personelu a jednocześnie zero skrępowania. Ciasto na każdym kroku, te książki tak wszędzie i tak tematycznie. Nasz starszak poszedł do pań i brylował tam w towarzystwie, ale nie mogę pokazać, bo na zdjęciu jest też inne dziecko. I fotel taki wygodny i taki fajowy. I stołeczków pod dostatkiem. I historia taka obfita, a ja ostatnio historię lubię. O Żołnierzach Wyklętych pełno książek, a te lubię najbardziej. I mieli dzisiaj z okazji tego otwarcia 25% zniżki na książki i wszystko się takie tanie wydawało. Wyszłabym stamtądDSCN0461 z pełnym plecaczkiem, ale niedawno na pewnym fajnym blogu (tak, tym samym) przeczytałam o Arosie, który na wszystko ma teraz 35% zniżki****, więc trzeba było powstrzymać popęd książkowy. Innym powodem niezrobienia zakupów jest to, że jakikolwiek zakup mógłby zaszkodzić czytanej właśnie książce, a do tego nie można dopuścić, bo owa książka to mój wielki powrót z intelektualnego niebytu. W kąciku z literaturą dziecięcą Ursus zjadł podwieczorek oraz przeczytaliśmy sobie co tam auta mówią.  Jutro tam oczywiście wracamy. Dziewczyny robią makijaż dzieciom na buziach. Nasz starszak nie chce, ale Mąż też jak dziecko, tylko ogolić się musi. I ta atmosfera. Moje odintelektualizowane ciało chłonie każdą sylabę z książek. Ja tak lubię księgarnie!

A potem deszcz połączył się ze śniegiem i zacinał tak, że starsi chłopcy w tym Matrasie zostali a ja i Ursus poszliśmy po samochód, bo jesteśmy w rodzinie najdzielniejsi. Odebraliśmy leserów, zjedliśmy wszyscy wraz pizzę, zrobiliśmy urocze zakupy w Tesco (o ile zakupy w Tesco mogą być urocze) i wróciliśmy do domu. Obejrzeliśmy jeden odcinek Kaczych Opowieści i dzieci udały się na nocny wypoczynek a mu tu siedzimy i trzęsiemy się z zimna*****. Mąż czyta sobie o labiryntach i pulpitach a ja piszę, ale właśnie w pośpiechu i panice kończę, bo już namDSCN0485raz prąd wyłączyli i to na ponad pięć minut, wichura dmie w okna i pewno zaraz znowu wyłączą i pewno już nie przywrócą. Pewnikiem i tak dziś nic nie opublikuję, bo jak wiatr wieje, to internetu nie ma, takie prawo dżungli lasu kaszubskiego. A najgorsze, że jak zabiorą prąd, to nie będzie Drużyny A. I nawet nie ma rodziców, żeby z dziećmi zostali i żebyśmy poszli do sąsiadów, którzy mają agregat. Człowiek w nocy bez prądu to taki bezradny. Niby nie potrzebuje, ale chętnie by pomiał.

*i nie sprawdzę, bo internet mam tak słaby, że nie wiem jak zaplołduję zdjęcia do tego wpisu.

**niewiele więcej miejsca zajęłoby mi napisanie, że kupiłam aparat za swoje samodzielnie zarobione pieniądze w 2008, że aby zaoszczędzić 1,4zł szłam do sklepu pieszo, a potem mi powiedzieli, że jak zapłacę kartą, to doliczą 3% do ceny i biegłam daleko do bankomatu, a potem musiałam skasować ten bilet za 1,4zł żeby wrócić po aparat przed zamknięciem sklepu. Oni dali byli możliwość zrobienia przelewu, ale to był czas, że kod potwierdzający przelew nie przychodził smsem, lecz lista haseł leżała w domu. Wyntydż, no nie? Mąż do dziś tak ma na jednym z kont. Jak niektórzy mogą pamiętać, mamy też drugi aparat, nowszy i lepszy, ale Mąż go raz upuścił na dół w Barcelonie. To, ze w Barcelonie, to wcale nie lepiej niż w Polsce. W Polsce spadłby na miękki grunt leśny, a w Barcelonie spadł na twarde i działa gorzej. Dlatego aparat, którego używamy jest taki cenny.

***Jedliście M&Msy w dzieciństwie? Jaką metodą? Ja na ogól eliminowałam najbrzydszy kolor najpierw (brązowy oczywiście), a potem po kolei resztę. Chociaż zdarzało mi się też jeść losowo dbając o to, by na koniec została reprezentacja każdego koloru. W przypadku Skittlesów najpierw zjadałam fioletowe jako najmniej smaczne, zaś czerwone, które były pyszne, zostawiałam na koniec.

****Znam Arosa z allegro i często ma najatrakcyjniejszą cenę, ale ma tak bogaty asortyment, że nie przyszło mi do głowy przeglądać przedmiotów, a jednak na stronie to i lepsze wyszukiwanie i w ogóle bardziej się chce i już mam tam zaplanowany koszyczek.

*****Kominek bucha, ale od okna bucha jeszcze bardziej. Raz nawet wiatr zapierdział przez szparę w oknie.

Reklamy

6 Responses to Być jak Remus

  1. Nie mogę uwierzyć, że stałam się częścią najnowszej opowieści! 🙂
    W ogóle jakoś nie mogę pogodzić się z niszowością Twojego bloga, przecież taki talent powinien być znany w szerokim świecie. A fioletowe skittlesy są najlepsze! Najgorsze żółte i zielone!

    • cytrynna says:

      Blog jest niszowy, bo trafił na swoją niszę:) Kiedyś był bardziej znany, wpisy bywały nawet codziennie i aż chciało się oglądać statystyki, ale grono stalkerów dało do zrozumienia, że czyta wszystko, co autorka napisze, nawet jeśli jest to żartobliwy komentarz na jakimś innym blogu. Wówczas autorka tak się zasmuciła, że blog podupadł i już nigdy nie odzyskał swojej świetności. Ale podobno wiosną 2015 znów pojawiło się kilka wpisów, albo dopiero ma się pojawić, nie wiem dokładnie.

  2. Lolinka says:

    Mój świat się zawalił.
    Jak to fioletowe Skittlesy są najgorsze, a czerwone najlepsze?! Jest zupełnie odwrotnie: najgorsze są czerwone, a fioletowe najlepsze, absolutnie.
    W ogóle nie lubię tego wpisu, o.

    • cytrynna says:

      Przykro mi, że nie spełnił oczekiwań. Powiedz proszę, jakie są oczekiwania? Zdarza mi się pisać na zamówienie. Wśród zadowolonych kontrahentów jest na przykład Mąż. A kolorów ich smaków nie jestem niestety w stanie zweryfikować, bo obecnie Skittlesy są zbyt drogie jak na syf, którym są. Jestem już tak stara, że uważam Skittlesy za syf. Pochlast!

  3. Maurycy Teo says:

    Niestety, dobre blogi często są niszowe, Nie wiem dlaczego. Mój jest niszowy i mojej żony też, a do tego również Cytrynny jest niszowy, ale mając niszowe blogi można poznać fajnych ludzi i to jest spoko.

    Mnie się zaś Antilopki z Ikei kojarzą tylko z jednym i dlatego piszę komentarz zanim przeczytam całą notkę, żeby nie zapomnieć. Otóż Antilopki mają tak rozstawione na boczki nóżki, że jak idę i mijam obce dziecko siedzące w foteliku, to ono zawsze odjeżdża na inne miejsce sali, bo omijam siedzisko, a nóżek się nie da. Dlatego nie pochwalam i nie polecam tego siedziska.

    • cytrynna says:

      Ma oczywiście Maurycy rację z tymi nóżkami. W jednym z lokali ktoś Ursusa nawet kopnął w taką nóżkę. W ogóle Maurycy to ma często rację. Ale powinien Maurycy z mniejszym impetem chodzić.

      My akurat mamy jedno ładne krzesełko w jabłuszka, którego tacę muszę odkręcać za każdym razem do mycia i przykręcać z powrotem, bo nieprzykręcona spada. I ta taca jest duża i głęboka i mi maluszek nie ogarnia. A mamy też drugi dom i tam bym sobie wywiozła to ładne, a tego Antilopka kupiła, bo ma lepszą tacę i kij że takie białe.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s