Pyk fajeczka

DSCN1827Dzisiejszy dzień przyniósł takie zmiany w naszym życiu, że głupio byłoby o nich nie napisać. I chociaż patrzę bardzo krytycznie, to nijak nie mogę ich zakwalifikować jako pierdół. No właściwie to jeśli chodzi o zmiany, to jedna jest tylko. Ale poza tym byliśmy na spacerze. I zostałam frajerem miesiąca, ale o tym później. To taki trailer o czym będzie żeby zatrzymać uwagę.

Otóż nasz Ursus od dawna spał w kołysce, w której się nie mieścił. W pokoju wspólnym stało dla niego łóżeczko, ale korzystał rzadko, wyłącznie na jakieś dzienne posiadówy. Jak wiadomo jesteśmy dobrymi rodzicami i mimo dobrych rad o integrowaniu dzieci, nie wrzuciliśmy starszakowi do pokoju niemowlęcia, które budzi w nocy. Niech starszak sobie śpi i bierze z nas przykład (z tym niebudzeniem). Nie można jednak było zabrać stamtąd niemowlęcego łóżeczka, bo po pierwsze robiło czasem za kojec, po drugie robiło za melinę na zabawki, a po trzecie grzało sobie miejsce na przyszłość. Bo gdyby zniknęło, to starszak by miejsce zagospodarował w try miga i nieodwracalnie. Kilka tygodni temu DSCN1836kupiliśmy łóżeczko turystyczne, bo to takie dobre, na kółkach, na wyjazd się nada i miękkie, więc się dziecko nie obije. Kupiliśmy je, bo miałam ataki niepokoju, bezsenności i koszmary senne, że niemowlę z kołyski wypada. Kołyska stała na kołdrze i szpeciła tym salon jak nie wiem co, żeby w razie wywrotki zminimalizować straty. Ale chociaż łóżeczko turystyczne przyszło i spodobało się całej dziatwie, to ono też posłużyło za melinę na zabawki. Głównie dlatego, że jego dno jest bardzo nisko i obawiałam się sięgania po niemowlę w nocy, że moje plecy tego długo nie pociągną. Ursus wieczorami szedł spać w nasze łózko, ja siedziałam w kuchni, bo salon z tą całą mądrością świata mnie przytłacza, łóżeczko turystyczne stało puste, a gdy my rozpoczynaliśmy serial, niemowlę szło do swojej kołyski  i spędzało tam noc. Tym sposobem, chociaż od dwóch miesięcy mieszkamy u siebie, nasz pokój nie miał kiedy się posprzątać.

DSCN1814Wczoraj wpadliśmy na ten sam pomysł niezależnie, co świadczy o doskonałym dopasowaniu pary, którą stanowimy. Dzisiaj rano pomysł zrealizowano. A wieczorem wcielono go w życie. Na czym polegał? Z opisu sytuacji łatwo się domyślić. Domyślacie się?

Tak! Tak! Po trzykroć tak! Zamieniliśmy łóżeczka miejscami! W pokoju dziecięcym stoi kojec turystyczny i jest właściwym sprzętem na właściwym miejscu. A w salonie stoi łóżeczko z prawdziwego zdarzenia i lulczy w nim niemowlę. Lulczy oczywiście po ciemku, ale zgodziło się zapozować (duże zdjęcie poniżej).

DSCN1804A ja? Aż dziw, że jeszcze do Was piszę zamiast korzystać. Poniekąd korzystam, bo siedzę przy biurku w moim kąciku szyciowym, którego odtąd będę mogła używać. Mam też do dyspozycji wyrko, w którym będę się mogła wieczorami wylegiwać. Jest szałowo! Ale to od poniedziałku, bo tymczasem w piekarniku dochodzi biała kiełbaska dla Męża, a carbonary dla mnie zrobić nie ma komu (w sensie, że muszę sama).

Niestety, okazało się, że istnieje stado niezadowolonych Mężów, którzy uważają, że powinnam siedzieć przytłoczona tą wiedzą pokoleń w salonie przy stole z historią a dzieciaka trzymać w naszym łóżku jak jeszcze do wczoraj było, bo on Mąż i jego cienie i jego alter ega i jego biomasa jak przychodzą ze swojej pracy umysłowej, to chcą sobie posiedzieć wśród swoich książek w swoim ulubionym pokoju. I spłynął po nich mój, jakże trafny argument, że wszystkich na raz nie poczytają i żeby sobie po trzy na każdy wieczór wynosili. Co się polepszy, to ktoś musi zepsuć.

A w kwestii tego wielkiego frajerstwa, to byliśmy w Lidlu. Podobała mi się blaszka taka prostokątna z odczepianym dnem. Idealna na drożdżówkę. Za 25 złotych była. Bo mam bez wyjmowanego dna i ta drożdżówka się łamie podczas wyciągania. DSCN1844Ale nie kupiliśmy, bo w końcu jak często piekę drożdżówkę? Raczej rzadko. I nawet jak piekę i ona się złamie, to niczego jej to nie ujmuje, bo drożdżówka nie tort i kroi się ją jak popadnie, na kawałki . Za to po odejściu od kasy, gdy pakowaliśmy zakupy, okazało się, że na oknie, pod pustym kartonem, ktoś taką właśnie zapakowaną w kartonik blaszkę zostawił. I wiecie co? Zamiast ją sobie wziąć jak gdyby nigdy nic, powiedziałam Mężowi, żeby powiedział pani kasjerce. I on powiedział pani kasjerce. Założę się, że ten bogacz, który ją tam porzucił, to celowo porzucił żeby dla mnie była. A nawet jeśli nie był to bogacz, to zapewne i tak nie wrócił do sklepu po przegapiony zakup. Może jakieś małżeństwo się rozpadło z tego powodu, albo dziecko oberwało… Oczywiście mam nadzieję, że nasza niezdrowa wręcz uczciwość komuś tam pomogła, ale wątpię. Kiedy jednak powiedziałam Mężowi, że szkoda, bo miałam na nią chrapkę, to nawet zaoferował, że możemy wrócić i kupić. Taki jest dobry ten Mąż. Jeśli nie wynika to z kontekstu, to napiszę wprost: nie skorzystałam.

Na wypadek gdyby Mąż to czytał i nie miał jeszcze niespodzianki dla mnie na 4 kwietnia, to zadowolę się formą do tarty z wyjmowanym dnem.

DSCN1854BONUS: dokument  pozostawiony w niebezpośrednim  zasięgu niemowlęcia

DSCN1850

Reklamy

2 Responses to Pyk fajeczka

  1. Ojojoj, się uśmiałam z tego nowego Harry’ego Pottera! I z wielu innych jeszcze rzeczy się uśmiałam, bo ja znowu z opóźnienie nadrabiam zaległości, co się tworzą i tworzą. Blaszkę bym wzięła, ale ja z moimi ateistycznymi poglądami, to nie mam moralności na tyle, żeby oddawać coś pani kasjerce. 😀 A dziecka w łóżeczku to zazdroszczę jak nie wiem co, bo moje nie spędziło w swoim jeszcze ani jednej nocy (a ma najlepszy i najdroższy materac z Ikei!) i tylko koty tam śpią, a dziecko z nami i się budzi co godzinę i naprawdę nie lubię tego. 😦

    • cytrynna says:

      Nasze dziecko wypuszcza górną jedynkę i tez budzi się często, ale nie aż tak. Na ogół po prostu budzi się wcześnie. Ale wedle książek z psychologii dziecka, które czyta Mąż i wedle słów pani doktor, dziecko powinno chcieć mieć swoją przestrzeń. Ja też spałam z Ursusem przez jakiś czas, ale gdy popsuły mi się plecy, to mnie Mąż wciągnął na materac małżeński, a Ursus poszedł do kołyski. Dużo gadał w nocy, więc wyjechał z sypialni za drzwi, do przedpokoju. Było mi wtedy bardzo przykro, ale jemu nie. On był zadowolony, a mi było tym przykrzej. Potem awansował do kuchni, a teraz ma „swój” pokój sypialny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s