Zły ptak

DSCN1026Jak można zaobserwować, na tym blogu nie ma złego słowa! Nie zwykłam defekować we własne gniazdo jak to przysłowie eufemistycznie nazwało. Nie narzekam na Rodziców, bo kontakty z nimi układają się świetnie*. Nie piszę też o tym, co zabawnego zrobił ktoś znajomy**. Czasem jedynie coś wspomnę o Lidze Przeciwników Związków, gdy Liga akurat działa a ja akurat piszę. Nie krytykuję nawet tego, że wspólnota mieszkaniowa wymieniła drzwi do piwnicy z całkiem dobrych na jeszcze lepsze. Jestem bardzo pogodzona z życiem i pełna optymizmu. No, jednak czasem piszę o anonimowych jełopach na drodze, czasem przyklejam karnego łosia gdy nie ma na chodniku przejścia dla wózka. Ale to wszystko zdrowo i rozsądnie. Cóż więc wzburzyło mnie tak, że dziś na blog trafia sąsiadka z sąsiedniej klatki we własnej osobie?

DSCN1794Taka sytuacja: wybieramy się do cioci na urodziny. Plecak zapasowych ubranek dla dzieci, plecak z dupelkami starszaka, bo umówił się z wujkiem że przywiezie swoje i pokaże, torebka, niemowlę, aparat, a po wyjściu z klatki także wózek i rowerek. Mąż zostaje jeszcze chwilę w domu, bo coś tam jeszcze kończy pisać***. My schodzimy, bo ubranym dzieciom w domu gorzej niż gdzie indziej. No i nie chcemy tego Męża poganiać.

Na dole w klatce spotykamy sąsiadkę z naszej klatki. Mówi nam, żebyśmy nie obijali murków przy wejściu do klatki, bo są świeżo zrobione. Mówię, że my nie obijamy. Ona powtarza, że świeżo zrobione i pokazuje mi. Pytam, czy sądzi, że nasz starszak rowerkiem obija? (Wiem, że nie obija, nie wiem jak w ogóle ktoś dał radę te murki obijać). Sąsiadka zamiast odpowiedzieć, czy tak sądzi, powtarza żeby nie obijać. Wypieram to z pamięci raz dwa, bo nie jestem pamiętliwa. Następnym razem znów powiem „dzień dobry”.

DSCN1698Wychodzimy na parking przed domem. A w ogóle to z okien domu widoczek jest przedni, więc jeśli ktoś nas obserwuje przez okno, to ma ten przedni widoczek za dobre alibi. Tuż obok naszego zieloniutkiego, po jego lewej stronie ktoś zaparkował tak głupio, że nie dam rady drzwi otworzyć. Otwieram więc drzwi starszaka z prawej, wrzucam część rzeczy do bagażnika. Ursusowi zsuwa się czapeczka. A może sam ją zdjął? Czasem zdejmuje. Nic z tym nie robię, nie mam rąk by coś z tym zrobić. Zresztą pogoda jest ładna, wiatru nie ma (to ważne), a on zaraz wsiądzie do samochodu. Czekam aż babsko, które siedzi w tym samochodzie obok mojego i ma odpalony silnik, odjedzie, ale ona nie odjeżdża, chyba grzeje swój pojazd! Przy 10 stopniach! W końcu odjeżdża, nie czekała na nikogo. Zanim odjechała, zdążyłam zasadzić Ursus w jego foteliku (znajdującym się po lewej z tyłu) przez przednie prawe drzwi. Ale zanim zasadziłam, przez okienko wyjrzała owa wspomniana wcześniej sąsiadka z sąsiedniej klatki. Wyjrzała i zaraz wylądowała na blogu.

„Pani w czapce, a dzieciak bez czapki?! W taki wiatr! ”
„Tak”
Stuknij się kobieto
„Proszę się o niego nie martwić”

Jestem bardzo dumna, że zachowałam powściągliwość godną księżniczki, którą przecież prawie jestem. W takiej chwili przez głowę mógł przelecieć stos epitetów brzydkich i niektóre mogły wypaść z buzi nawet, a u mnie nic.

Po chwili okno otwiera się raz jeszcze:
„załóż mu chociaż kaptur”

DSCN1293Gwoli usprawiedliwienia, bo zarówno anonimowym jak i nieanonimowym czytelnikom chętniej się usprawiedliwię niż owej sąsiadce: Czapki nosimy wszyscy, bo dajemy dobry przykład starszakowi, który przechodzi obecnie kryzys czapki. Ponadto ja czapkę miałam na głowie też po to, by jej nie zgubić, bo jak nie mam na głowie, to na ogół gubię.

Ponadto, o ile pierwsze dziecko zawsze ma skarpetki i czapeczkę (czasem nawet w razie potrzeby czapeczkę rodzica), o tyle w przypadku drugiego nie boję się, że kilka minut bez tego czy owego zaszkodzi mu. Ursusowi zdarza się bywać bez czapki i jeszcze nie zdarzyło mu się tego odchorować. Bywa bez czapki od urodzenia. Mam tylko nadzieję że za brak czapeczki służby zabierające dzieci nieodpowiedzialnym rodzicom nie przyjdą do nas. Bo czasem się zdarza, że Ursus czapeczkę ma i ona mu się na oczy nasunie, a on nic nie mówi tylko w ciemności zasypia przekonany, że tak musi być. A to jeszcze gorzej. A czasami palce dziurawią mu ubranko i wychodzą. I gdzie wtedy jest pani sąsiadka?

„Mamo co ta pani krzyczała? ”
„Mówiła, że bardzo się o nas martwi”

*Rodzice sprawili nam ostatnio dużą przykrość, gdy usunęli figurkę sarenki, którą im na szafie na wsi postawiliśmy twierdząc, że im nie pasuje. Pasowała bardzo. Ale ten smuteczek nie położył cienia na wzajemnej relacji. Postawiliśmy ją znowu, a gdy Rodzice na wieś pojadą, sami zabierzemy.

**Znajomi robią różne zabawne rzeczy

***Jak czytelnicy dobrze poszukają w Internecie, to znajdą co on tam wtedy napisał.

Reklamy

2 Responses to Zły ptak

  1. Haha, u nas czapeczka jest zawsze zdejmowana. I to od urodzenia! Nawet w wielkie mrozy. Skarpetki zresztą też.
    P.S. Powiedz Mężowi, że odpisałam. 🙂

    • cytrynna says:

      Mąż jest bardzo kontent z odpowiedzi, pierwszy raz mu się przytrafiło, że mógł spokojnie pójść spać zamiast wymyślać odpowiedź. Zaś pani sąsiadka podobno za pośrednictwem sąsiadki z naszej klatki i mamy Męża mojego przeprosić chciała. taka moc internetu! Zatem oficjalnie: nie gniewam się.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s