Zwierciadło azróhct

DSCN0206W tym roku przyszło nam świętować piątą rocznicę ślubu. Pierwsze trzy spędziliśmy tak samo jak i podróż poślubną czyli… na wsi. Rok temu byliśmy w Bydgoszczy na festiwalu pizzy (a to dlatego, że dzień przed rocznicą Mąż pilnował kolokwium, a dzień po rocznicy sprawdzał je i nie mogliśmy wyjechać sobie uczciwie z noclegiem. Wówczas jednak wyjazd na wieś odbył się kiedy indziej a Bydgoszcz była niejako gratis). W tym roku dzięki zeszłorocznemu złamaniu tradycji nie byliśmy skazani na fajny, ale oklepany wyjazd na wieś i mogliśmy zrobić coś super. W dodatku na wieś wyjechał nasz starszak, na ferie, więc mieliśmy o jakieś 66% łatwiej. Niespodziankę zaplanował Mąż. A ja miałam się tylko ucieszyć  i poddać, czyli miałam trudniej, bo niespodzianek nie znoszę. I uległa też nie jestem. Nadmienię tylko, że rok temu rozważaliśmy też Olsztyn i Koszalin, bo w tych miastach znajduje się nasza ulubiona pizzeria, a one z kolei znajdują się względnie niedaleko.

No więc kiedy ten starszak wyjechał w niedzielę, to my poszliśmy sobie do kościółka z juniorem, a prosto z kościółka do restauracji, w której braliśmy wesele. Tak to Mąż wymyślił. I zarezerwował! Restauracja DSCN0217jest bardzo droga i stylowa, ocieka wielkich mistrzów sztuką i to w oryginałach! Oferują tam między innymi danie dnia z zupką i kompocikiem za 19 od łebka. Mogłam przebierać w całym menu, bo Mąż był hojny, ale ceny reszty pozycji nie umywały się do ceny  dania dnia. Zaś danie dnia okazało się PYSZNE. Gdyby nie Ursus, który trochę pomstował, trochę majtał łapami trzymany na kolanach i trochę piszczał, co w tym akurat miejscu bardzo krępowało i nie pasowało, to byłoby i-de-al-nie. Może zrobiliśmy mały błąd nie usypiając go przed wejściem do restauracji, ale on i tak by się obudził jak by poczuł mięsko nosem.
Potem wyszło na jaw, że moja mama, która miała zaopiekować Ursus abyśmy poszli sobie do kina na DWA filmy, owszem przyjedzie, ale nieprędko i sama nie wie kiedy. Było nam przykro. Tak przykro, że aż wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do centrum handlowego, bo to takie miejsce-pewniak. Już kilkaset metrów za domem zwątpiliśmy, czy na pewno pewniak, bo złapała nas policja. Za jazdę bez świateł. Zawsze palę te lampki, ale akurat wygłupiałam się ruszając z parkingu prosto w Męża*, więc nie zapaliłam i potem zapomniałam. Oczywiście zamierzałam żebrać i opowiadać panom policjantom jak to my się kochamy i że rocznica ślubu a mamusia nawaliła i że przecież ależ. Ale oni nas tylko pouczyli i ostrzegli, że przegląd zaraz się skończy a prawe światło stopu nie świeci i palcie światła, DSCN0221bo zmrok wcześnie, a z dzieckiem jeździcie. Właściwie można było wrócić do domu, zaszyć się pod kołderką i uznać, że ta przygoda już zrobiła nam rocznicę.

W centrum handlowym kupiliśmy Cytrynnie-kuchareczce dwie patelnie, jedną pokrywkę, jedną łyżkę do teflonu, jedną tarkę i jedną miseczkę do nowego gospodarstwa domowego a Mężowi 10 tanich talerzy do pracy, bo w pracy nie ma talerzy, a przecież co chwilę niesie tam jakieś wybitne ciasto i brak talerzy psuje ten efekt. I jeszcze 3 tanie foremki w kształcie choinek, bo tanie były. Do centrum handlowego przylegała cukiernia Sowa, w której nabyliśmy, jak to zwykle w cukierni Sowa robimy, 5 cienkich plasterków różnych ciast z kremem na miejscu i Mąż nas karmił sprawiedliwie, czyli ja dostawałam więcej albo lepsze a on mniej albo gorsze (czyli np. mniej słodkie warstwy). W międzyczasie moja mama dojechała i nas nie zastała, ale za to przywiozła zrazy. Pora była niestety już tak późna, że o dwóch filmach należało pomarzyć i zapomnieć. A w ogóle to kupiliśmy za 2,99 paczuszkę mleka modyfikowanego dla naszego piersiaka, który w ogóle jeszcze nie ciumkał z butelki licząc, że akurat tym razem zaciumka. Do kina poszliśmy na Teorię Wszystkiego, a po kinie udaliśmy się do kawiarni (Tekstylia), która serwuje najlepszą szarlotkę jaką znamy i w której to szarlotkę jedliśmy właśnie w wigilię mojego zamążpójścia oraz jego ożenku. Tymczasem dziecię usnęło zmarnowawszy mleko i zapłakawszy rzewnie, ale akurat było pod dobrą opieką i nie zaszkodziło mu to. DSCN0243W Tekstyliach Mąż wyznał, co zaplanował na dzień następny, a było to kluczowe, bo ja muszę mieć noc na oswojenie się. Byłam w szoczku. Coś jak facet, który dowiaduje się, że zostanie ojcem. Tylko że ja bardziej, bo ja ogólnie jestem bardziej niż facet.

Otóż Mąż wyznał, że jedziemy do Torunia, bo możemy, gdyż ma to sens, albowiem w Toruniu otworzyli Pizzę Huta. Zamówił tez nocleg z widokiem, ale nie opłacił, więc jeśli okazałabym się tchórzem, to kasa się nie zmarnuje. Mąż planował kupić bilety, ale nie zrobił tego by zostawić mi otwartą furtkę. Pociągi odjeżdżały o godzinie takiej i/a takiej (oba bardzo rano), ale nie było szans na nie zdążyć, bo przecież rano mieliśmy tą kupioną Mszę, a po niej zaraz szłam na hennę do Justyny. Poza tym okazało się, że jazda pociągiem jest ponad dwakroć droższa od jazdy auteczkiem. Bo gaz taki tani a państwowa spółka taka nierentowna. Tyle że to była akurat zima i sól na drogach i opad i ryzyko poślizgu a poza tym poza tym jednym razem gdy zrobiłam 300 kilometrów, to ja tyle nie jechałam. I jeszcze ten dzieciak mały taki. No i nasze auteczko do którego DSCN0252zaufanie mam tylko ograniczone. Odkąd je mamy, różni życzliwi ludzie grożą, że się rozkraczy i byłoby trochę kiepawo gdyby miało się rozkraczyć daleko od domu w podróży z dzieckiem w środku zimy. Oczywiste było, że jeśli jechać, to tylko autem, ale nie było oczywiste czy jechać. Właściwie speniałam od razu jak się dowiedziałam, że nie ponieśliśmy kosztów rezerwacji. Jako marną alternatywkę zaplanowałam festiwal pizzy w pobliskiej Gdyni, gdzie dojazd był tani i szybki. Widzicie tego tchórza, który za 5 lat staje przed lustrem i mówi sobie prosto w twarz, że z powodu jego tchórzostwa 5. rocznicę ślubu spędziliśmy w odległej o 21 kilometrów Gdyni?

Ciąg dalszy nastąpi. Jeden wpis byłby za długi. Umknęłoby czytelnikom, że państwo policjanci tacy mili. I że ciasta co chodzą do pracy takie wybitne. I że ciasta w Sowie kupuje się na plasterki. A szkoda byłoby, nie?

*Jak w Karmagedonie, jedynej grze, której zaznałam w moim niewinnym pozbawionym komputera dzieciństwie. Do dziś lubię wjeżdżać w pieszych jak się napatoczą. Zwłaszcza tych z lewej bo po prostu ich nie widzę i to nie moja wina.

DSCN0252

Reklamy

2 Responses to Zwierciadło azróhct

  1. Nie pojechać do Torunia to okropny błąd, bo Toruń to po pierwsze najpiękniejsze miasto w Polsce, a po drugie MOJE miasto! Z drugiej strony sama bym pewnie nie pojechała taki kawał, bo bardzo, ale to bardzo by mi się nie chciało. Poza tym, na pocieszenie dodam, że Pizza Hut, o której mowa, znajduje się na starówce i nie można sobie po prostu wziąć jej na wynos i gdzieś iść, bo naprawdę nie ma gdzie, jak jest zimno. Cała pizza wtedy stygnie, nie jest fajnie. Do rzeczy jednak! Jakbyście kiedyś jednak postanowili odwiedzić Toruń, to napiszcie! Pójdziemy na pizzę i zaprzyjaźnimy Rózię z Ursusem. 🙂

    • cytrynna says:

      Zaiste nie pojechać do Torunia to okropny błąd. Natomiast kwestia stygnącej pizzy na wynos pozostaje aktualna nawet w cieple. Pizza jest dobra tylko prosto z pieca, a stygnie prędko poza nim. Dlatego pizza w lokalu, choć jest ponad dwa razy droższa, to ma wzięcie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s