Nas nie dogoniat

DSCN2391Wielki Piątek. Chcica na kebaba jak rzadko kiedy. Czy od Wielkiego Piątku są dyspensy dla podróżnych?

Pogoda dziś była iście angielska, albo raczej bardzo wielkanocna* albo po prostu kwiecieniowo-plecieniowa (kwietniowo-pletniowa?). Miernik wskazywał 14 stopni, słońce ozłacało drzewa, a z nieba leciał deszcz ze śniegiem.
Zawsze, gdy spotyka mnie coś z młodości, to czuję namacalnie jak mi lat ubywa. Wczoraj akurat spotkałam osobę z młodości, czyli położnego, który 9 miesięcy temu pomógł Ursusowi wyjść na świat. Ten położny teraz pobrał mi krew i ta krew okazała się być bardzo wadliwa. A ten Ursus też się dziś nie spisał bo przyczynił się bezpośrednio do opuszczenia budynku kościoła podczas nabożeństwa. Ale nie on sam tego zażądał tylko spojrzenia społeczności go zgromiły. Miał o tym być cały wpis, ale jutro Gazeta Wyborcza niejeden podobny opublikuje, to ja już napiszę o czymś innym.

DSCN2395Wracając do tej młodości, to kiedyś noce się przesypiało. Potem urodził się Ursus i noce dalej się przesypiało. A teraz się popsuł jakiś mechanizm w Ursusie i budzi się trochę. A trochę budzi się jego starszy brat. Nie widziałam, żeby ze sobą rozmawiali, ale zawsze się świetnie dogadują, który ma zbudzić danej nocy. Drugi w tym czasie śpi głęboko. Dziś padło na starszaka. O 5:50. Tydzień temu byłaby to 4:50! Czyli noc z gatunku tych kijowych. Byliśmy umówieni z mechanikiem na rano, ale nie aż tak rano. Z powodu niewyspania jednak każdy poza silnikiem miał zwolnione obroty. Więc silnik szybkimi obrotami nadrabiał opóźnienia czynnika ludzkiego i jechaliśmy raczej szybko. A mamy Wielki Piątek i ludzie migrują świątecznie, a przynajmniej robią zakupy, więc i nic dziwnego, że panowie policjanci pilnują porządku na drogach. Teraz dodajcie dwa do dwóch. Co Wam wyszło? No, ze ich spotkaliśmy. Ale po kolei.

DSCN2284primPobieżny przegląd bloga oraz zakamarków pamięci sugeruje, że tylko raz wspomniałam o tym jak przed policją uciekaliśmy. Było to tu. Z kolei tu  było o tym, że udało się spotkać policjantów i to nic nie kosztowało. Ostatnio i tu ich spotkaliśmy bezpłatnie. A tu jest o tym, jak bardzo spotkanie zabolało.

Więc przechodząc powoli do meritum- lubimy uciekać przed policją. Nigdy nie wiemy, czy by nas złapali, ale taka wiedza mogłaby słono kosztować. Zdarzyło nam się pędzić na złamanie karku do dentystki (zeszłej wiosny) i bardzo blisko celu ujrzeliśmy radiowóz. Zatrzymaliśmy się więc z miejsca przed jakąś bramą po prawej stronie i zrobiliśmy zawracanie. Uciekliśmy wtedy w las. A las nie miał końca. Był tylko las i las. Wtedy straciliśmy kilkanaście kilometrów i wizytę. Raz też było tak, że prowadziliśmy na tyle ożywioną rozmowę, że aż Mąż zapomniał przypomnieć o fotoradarze. Musiałam gwałtownie hamować i czekać aż inne auta przejadą przed zdjęciomatem. Był i taki raz, że na widok policji zatrzymaliśmy się w jakimś wjeździe, postaliśmy chwilę przy samochodzie krzątając się, po czym ruszyliśmy dalej. Jak widzicie nic spektakularnego. Zupełnie nic. Zawsze jakieś straty czasowo-kilometrowe. Aż do dziś! Dziś nastąpił przełom.

DSCN2278Pędziliśmy na to złamanie karku z górki i na pazurki, aż tu malowniczy mendowóz błyszczy z daleka we wsi Egiertowo. Mieli panowie policjanci pecha, bo my mieliśmy zlewiajkę lewoskrętkę i z niej skorzystaliśmy, a ona nas wywiodła na manowce polnej drogi, która stanowiła wyśmienity objazd. Ominęliśmy panów eleganckim i nie za dużym łukiem! Oczywiście drżały mi ręce i nogi, ale to nam zrobiło poranek.

Taki zgrabny był ten wpis, co go tu nie ma. Wyczerpałam w nim cały limit zgrabnych sformułowań. I jeszcze popadłam w konflikt z Mężem, który taki erystyczny się zrobił. Mąż chciał mnie z Ursusem wysłać do teatru żeby tam popiszczał.

A po tym, jak zrobiliśmy ten objazd polną drogą niskiej jakości, to jeszcze ominęliśmy okołoświąteczny korek w Kościerzynie, przejechaliśmy dobrowolnie koło innych panów policjantów celem zrobienia im zdjęcia na blogaska, wypakowaliśmy auteczko, zawieźliśmy je panu mechanikowi, wróciliśmy długim spacerem do domu. I od tego czasu grzejemy, trzęsiemy się z zimna. Ja miałam tez ten eksces z wyjściem i powrotem z kościoła. Mąż był w kościele bez ekscesu. A potem okazało się, że wcale nam nie cieknie ten olej, z powodu którego nie dali nam przeglądu. Przeglądu nie dali nam złośliwie. I nie wiadomo co robić. Nasz mechanik zna kogoś, kto da nam przegląd (za drugą opłatę). Ale nie będziemy frajerami. Najpierw pojedziemy tam gdzie nie dali i skłamiemy im w żywe oczy, że już naprawione i że mają dać „bo tak” jak by to 4-latek powiedział. Trzymajcie kciuki.

*Z 4 ostatnich Wielkanocy, 3 miały pogodę pseudozimową. Czwarta była rok temu i musiał się Mąż chłodzić w jeziorze.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s