Wszystko, na co patrzył Kopernik

DSCN0617Zaaplikowałam sobie paczuszkę pierników celem wprowadzenia w lepszy trans, chociaż łakomstwo moje w ogóle mnie ku piernikom dziś nie wiodło. Pierniki są toruńskie wiśniowe i kupiłam je na promocji w lokalnym sklepiku osiedlowym za 3,99 (kupiłam dużo paczuszek i odkąd mam ten zapasik, to łakomstwo jest lepiej opanowane niż jak go nie było).

Dlaczego pierniki? Uwielbiam pierniki. Osławiony piernik Lolinki służyłby mi za większość posiłków gdybym była tylko ciut mniej rozsądna (lub nie groziła mi otyłość) i gdyby tenże piernik nie miał jednej podstawowej wady- trzeba go najpierw zrobić. Ale pierwsze pierniczki zaczęły już działać, więc powiem Wam, co wydarzyło się 9 lutego tego roku o poranku oraz później.

DSCN0491Poszliśmy na Mszę, było miło i kameralnie, odprawiał ją nasz ulubiony dominikanin, który jest tym ulubionym od zawsze i który ślubu nam udzielił, więc było tak sentymentalno-magicznie jak to w kościele możliwe. Potem chyba dostałam śniadanie (takie drobiazgi jak posiłek zatarły się już w pamięci, ot wada wpisów nie o dzisiaju). I myłam włosy. Wprosiliśmy się też do naszego doktora, którego podobnie jak mechanika spotykamy w kościele i z którym już nawet i choinkę kupowaliśmy. Doktor miał nam powiedzieć jak to jest z tą wracającą płodnością i czy możemy z okazji rocznicy ślubu się dobrze bawić pozostawiając Ursusa wciąż najmłodszym potomkiem. Mogliśmy. Ale zanim ten doktor, to myłam włosy i sobie śpiewałam. Tak się składa, że zawsze gdy śpiewam, to śpiewam coś naszego ulubionego Kuby Sienkiewicza, który jest jedynym artystą, na którego koncercie byliśmy. I jakoś tak to podświadomość zachachmęciła, że śpiewałam jedną z niszowych piosenek, której słowa brzmią między innymi tak:  „stanąłem w kolejce po piernik w Toruniu, na wszystko patrzył Kopernik”. I wtedy dopadły mnie te wszystkie uczucia na raz: deja vu, orgazm, efekt motyla, pamięć genetyczna, pusty brzuszek, rozkosz, natchnienie, DSCN0345zbójcy, niewyjaśniona przeszłość, ciąża urojona, chcica, a może tylko niektóre z nich, a pewnie także inne niewymienione. Nagle poczułam, że pal licho sól na drogach, niepewną pogodę, wiele godzin za kierownicą i nieobycie ogólne, ale do Torunia na rocznicę pojedziemy, bo w Toruniu są przecież pierniki i zew natury mnie wzywa niczym Jima Carreya. I tym sposobem prosto od doktora udaliśmy się w tak zwaną długą. Bez żadnego przygotowania, jedno co, to zerknęłam do mapy, że autostrada wcale nie podjeżdża pod Toruń, a droga jest (w sensie, że dużo kosztuje ta autostrada, bo droga jako szosa też była) i że lepiej pojechać drogą czyli szosą znaną i malowniczą przez Gniew i inne takie Nowe i starsze miasta.

I tak oto jechaliśmy, a trwało to sporo, lecz byliśmy DSCN0430szczęśliwi, bo nikt nie wiedział, że jedziemy, i byliśmy jeszcze szczęśliwsi, że się zdecydowaliśmy. Jak człowiek przez kilka lat poogranicza się, to potem mała rzecz cieszy. Ursus rzecz jasna współpracował i drzemał. Coś tam przekąsił przy okazji tankowania, a tuż przed 15:00 triumfalnie wjechaliśmy do miasta i jakoś dziwnie bez żadnego problemu trafiliśmy na starówkę (bez GPSu, bo jesteśmy starej daty), a na tej starówce znaleźliśmy jedną z pożądanych ulic i zaparkowaliśmy w niej, bo i jedno miejsce się znalazło. Trudne było to parkowanie, ale przełamało lody i od tego czasu zdarza mi się parkować równolegle tyłem. Kupiliśmy godzinę parkowania, kupiliśmy dwa pierwsze pierniczki i poszliśmy do naszej mety zostawić wszystkie tobołki, a było ich mnóstwo, bo wzięliśmy między innymi:
– dwa wózki- jeden spacerowy, który Ursus preferuje i jeden z gondolą, bo gondola do spania, a podwozie do jej przewozu
-koc dla Ursusa na ziemię, bo zwykł wtedy siadać i się bawić
-dużo zabawek dla Ursusa żeby miał odmianę
-ciuszki i pieluszki
-boombox i ulubione płyty, żeby atmosfera była
-laptop i kilka filmów DVD, żeby sobie wieczorem obejrzeć
DSCN0622-grę i 7 książek, które Mąż dostawał z okazji rocznicy o różnych porach dnia (Mąż naiwnie myślał, że i grę rozkminimy na tym jednonocnym wyjeździe)
-prezenty dla mnie
oraz inne niewymienione. Oczywiście przydała się głównie zawartość pierwszych 3 myślników. Laptopa próbowaliśmy użyć, ale zabrane filmy jakoś w tym Toruniu za bardzo nie miały dźwięku, więc darowaliśmy sobie. Może pomieszczenie za wysokie?

Nasza meta była na samym rynku i miała miły widoczek oraz wymarzony w dzieciństwie szeroki parapet do spędzania czasu z książką przy widoczku. Szybko okazało się, że aby dotrzeć do celu naszej podróży (w tej roli restauracja Pizza Hut) nie musimy nigdzie jechać, bo mamy go pod nosem i o rzut kamieniem. Opłaciliśmy więc parking na ostatnie dwie tego dnia godziny i poszliśmy na wyżerkę.

DSCN0392Niewtajemniczonym powiem, że w Pizza Hucie trwał podówczas festiwal pizzy i można* zjeść ile się chce- kelner chodzi z pizzami różnych smaków i oferuje po kawałku a żarłok bierze póki mu brzuszek nie pęknie o ile smak pasuje. Taka atrakcja kosztuje 25 złotych. Jednocześnie był to poniedziałek, a w poniedziałki restauracja ma taką promocję, że za 20 złotych można kupić dużą pizzę na wynos (8 kawałków). Prosta matematyka mówi, że za jeden kawałek na promocji płacimy 2,50, zatem aby festiwal pizzy się zwrócił, należy zjeść 10 kawałków, a od 11 kawałka to już się opłaca. Oczywiście opłaca się już wcześniej, bo w końcu siedzi się w lokalu, a każdy otrzymany kawałek jest świeży i ciepły. Pizza na wynos tego nie zapewni. Jedliśmy na potęgę, Ursus miał mały kłopocik, bo zbyt jasne światło przeszkadzało mu w jedzeniu, a nawet w kiblu było jasno. Ale dał radę z kłopocikiem. Pan kelner to nawet spytał pod koniec swojej zmiany o nasze DSCN0478ulubione smaczki i zapewnił nam pizzę w ulubionych smaczkach (pół na pół). To był troszeczkę błąd, bo pod koniec jadło się już wolniej i drugi smaczek zdążył wystygnąć i jako ten zimny zapchał! Zatem z powodu dobrej woli to, co miało być tylko „pod koniec” stało się końcem. Zjedliśmy tylko ledwo co tyle, że festiwal zaczął się opłacać. Według metryk pizza-hutowych podanych w menu, była to porcja dla 12 osób. Już następnego dnia za pizzą tęskniliśmy, a powinno się zjeść tyle, by przynajmniej przez tydzień nie móc na pizzę patrzeć. Zdjęcia z lokalu mamy niezbyt udane, bo mimo że światło było dla Ursusa za jasne, to dla fotek jednak za ciemne.

Potem pospacerowaliśmy po mieście, kupiliśmy sobie miętę do popicia pizzy i jakoś kuriozalnie wcześnie poszliśmy spać. Nadmienię tylko, że całą noc niedaleko naszych okien trwały prace nad awarią kanalizacyjną. Pewnikiem urok miasta, którego nasi wrogowie zza Odry ani przyjaciele zza Buga nie zburzyli. W naszym pokoiku też nawaliła kanalizacja okołoprysznicowa, ale dopiero o poranku. A następnego dnia sobie wędrowaliśmy po okolicy, ale nie oddalaliśmy się za bardzo od auta, bo czasem co godzinę a czasem co dwie trzeba było dopłacać za parking. Tacy skąpi byliśmy, że nie DSCN0362chcieliśmy zapłacić od razu za cały dzień, bo było to o kilkadziesiąt groszy droższe. A jeszcze a nuż byśmy postanowili zmienić lokalizację i opłata by się zmarnowała! Było oczywiście uroczo. W dwóch sklepach zrobiliśmy zapas pierniczków na tydzień i na podróż do domu (te same paczuszki, które później się trafiły w sklepiku osiedlowym za 3,99, to w Toruniu u źródeł kosztowały 5,96). Kupiliśmy magnesik na lodówkę z Toruniem i moim imieniem i jakże trafnymi epitetami „czuła i troskliwa”. Poprosiliśmy laski, by strzeliły nam focię pod Kopernikiem i one to zrobiły, ale jak widać na tej foci- jesteśmy my i jest cokół z podpisem, postać DSCN0687coś ucięło. Coś tam piliśmy, coś tam jedliśmy, oglądaliśmy sztućce, bo sklepów ze sztućcami było sporo a my planowaliśmy sobie na rocznicę sprawić zestaw rodowy i ograwerować symbolem misia, ale nie znaleźliśmy idealnych póki co. Było uroczo. Tak uroczo jak to tylko nam się zdarza i tak uroczo jak tylko się da z dzieckiem atakującym nieco romantyczność, ale wciąż sympatycznym. Oczywiście nic nie zwiedzaliśmy, bo to nie nasz styl. Kiedyś pojedziemy z dziećmi świadomymi na zwiedzanie.

O 15 musieliśmy wziąć nasze 12 liter i dwa wózki w troki i wsiąść do auta, bo z ferii wracał starszak i nie chcieliśmy, by czekał. I znowu jechaliśmy i jechaliśmy nie przystając w ogóle, bo Ursus DSCN0565nie był w najlepszym ze swoich nastrojów i gdybyśmy stanęli, to by się wkurzył. Więc jechaliśmy a co 25 kilometrów miałam dostawać pół pierniczka. Zostałam jednak niecnie oszukana przez najbliższą osobę, gdyż małżonek raczył jedynie ćwierć pierniczka dawać i się w duchu naigrywać, że ja się nabieram. No, a potem wróciliśmy, zachorowaliśmy, odchorowaliśmy, wyzdrowieliśmy, wciągnął nas przygody wir i kłopoty i nie było kiedy o tym napisać. Te kłopoty to między innymi to, że autko nam pordzewiało, bo jak pochorowaliśmy, to nikt z autka soli nie zmył i ona mu się wżarła.

A potem jeszcze, już w domku, przyszło nam się zasmucić, bo okazało się, ze ulica Szeroka, której nie przeszliśmy do końca, prowadziła do Nowego Miasta i gdybyśmy nią jednak poszli, to nie nabralibyśmy przekonania, że Toruń to kiszka i że ma małą starówkę, a z takim niestety odjechaliśmy.

*czas teraźniejszy, bo festiwal, nawet jeśli się skończył, o czym nie wiem to wraca i zasady ma takie same.

 

DSCN0691

DSCN0423

DSCN0780

DSCN0738

DSCN0710

DSCN0552

DSCN0483

DSCN0417

Reklamy

4 Responses to Wszystko, na co patrzył Kopernik

  1. zuziaszulist says:

    O jaaaaa! Ale się stęskniłam za nowymi wpisami! 😀 Czyli jednak Toruń zaliczony! 🙂 I to niesamowite zdjęcie z uciętym Kopernikiem! Bajka! 😀
    Bardzo niefartownie trafiła się Wam ta zepsuta kanalizacja, na co dzień w naszym pięknym Toruniu takich rozkopów oczywiście nie ma i starówka (duża i rozległa) prezentuje się przepięknie.
    Skąpstwo podobne do mojego; z autostrady nigdy nie korzystam, bo droga niesamowicie, a w Sopocie, gdzie mam siostrę, kilka razy w roku bywam. I za parking na toruńskiej starówce też tylko po godzince dokupuję, choćbym miała nawet wychodzić w połowie obiadu. Festiwal pizzy też zawsze zaliczam, tyle że zdarza mi się na nim siedzieć nawet kilka godzin żeby na pewno się zwróciło i to podwójnie. 🙂 A pierniki to wiadomo, że w tych sklepikach firmowych najdroższe! Najtańsze na sali w Auchan!

    • cytrynna says:

      Sopot to jest najgorszym znanym mi miastem jeśli chodzi o parkowanie (pn-ndz do 20!, ale mam tam Męża i też czasem bywam i wtedy parkuję u niego pod praca za darmo. Jak będziesz w Trójmieście, to koniecznie nas odwiedź, a jeśli będziesz tylko w Sopocie, to koniecznie odwiedź mojego Męża!

      Jak to się robi z dzieckiem że się siedzi kilka godzin w pizzerni?

      • zuziaszulist says:

        Oczywiście jedno z rodziców dostarcza nieustannych rozrywek, w tym nawet wyjścia na zewnątrz i przeznacza się kawałek pizzy na swobodne zabawy, co akurat na festiwalu nie jest jakąś strata dotkliwą. 😀

      • cytrynna says:

        Musimy przetestować wersję z pełnym kawałkiem pizzy, 8-miesięczniakowi dawaliśmy tylko brzegi i chyba pociągnąłby jeszcze trochę gdyby nas nie zapchali. Niemowlę to ogólnie nie ma za dużego wyboru, taki 4-latek to powie, że chce już iść i zrobi się smutny i chociaż sam nie pójdzie, to radość żarcia poszła.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s