O bycie w niebycie

DSCN0012Dzisiaj akurat jestem i jakoś się mam, ale zwykle o tej porze nie ma nawet kogo zapytać o to jak się ma, bo nie ma tu nikogo, co wcale nie znaczy, że wszyscy się pozabijali (#iniebyłojużnikogo). Wszyscy śpią w oczekiwaniu na powrót Taty-Męża. Ja śpię z zamiarem wstania i powitania go w progu, z budzikiem nastawionym i w ogóle, ale tylko raz mi się udało wstać i powitać. Zwykle mi się nie udaje. Zawiesiłam całą działalność życiową, bo i tak nie przynosiła zysków.

Jeszcze niedawno byłam bardzo zadowolona, że tak ładnie prowadzę aktywne życie polegające na pisaniu bloga i czytaniu książek, a i kuchnia nie świeci pustkami ani nie zarasta brudem. I nawet goście u nas bywają, albo my jeździmy do odległych miast z ruchomymi niespodziankami urodzinowymi (raz byliśmy). Nie wiem co i kiedy się stało, ale DSCN0015zaczęłam być stopniowo coraz bardziej zmęczona. Czasem zasypiałam gdy tylko skończyła się piosenka wstępna cowieczornej Drużyny A, czasem niby nie spałam ale nie rozumiałam co się dzieje, czasem musiałam odmówić Mężowi wspólnej rozgrywki przeciwko sobie w którąś z naszych ulubionych gier. Zdarzało się i tak, że w kinie, gdy zgasły światła, ja robiłam się senna. Ale nigdy nie zasnęłam w tym kinie, bo jak się płaci jak za zboże, to nie można. Ogólnie gdy tylko wchodziłam do ciemnego pomieszczenia, to melatonina mi wprost tryskała ze skóry, albo melamina z oczodołów, a może to z melaniny odlewały się miseczki*? A bywało, że byłam po prostu rozdrażniona i okazywałam to. Raz podczas przygotowywania kolacji odrzuciłam nóż na blat, co doprowadziło do wytłuczenia pamiątkowego talerza z Torunia (był wadliwy, kosztował 3 złote, pewnie dlatego tak łatwo się poddał), innym razem wymieszałam wszystkie karty na stole gdy Mąż przyszedł z trzema znacznikami plądrowania po mój chroniony żetonem ochrony zamek. Wiecie, tak się nie robi. Nie po to chronię żeby używał trzech znaczników, lecz po to by nie plądrował. Dla niego to tylko dwie zdobyte karty, a dla mnie zepsuta gra już od drugiej rundy.

DSCN0002Już wczoraj wieczorem wiadomo było, że coś jest na rzeczy. Bolała mnie głowa, ale pomyślałam, że to z odwodnienia albo wygłodzenia (bo większość obiadu zjadły dzieci). Ale obudziłam się z niemożebnym bólem właściwym chyba tylko kacowi (tak naprawdę nie wiem czy właśnie takim, nie miałam nigdy kaca). Dziś szczęśliwie szłam do lekarza. Za chwilę nastąpi akapit o tej wizycie u lekarza i jej przyczynach oraz skutkach, po czym wrócę do przerwanej tu narracji.

Do lekarza poszłam w zeszłym tygodniu rezygnując z całego czasu wolnego w ciągu dnia jakim jest sen Ursusa (czas wolny wieczorem przesypiam, więc go już nie ma) żeby dostać skierowanie na badania krwi- TSH i ogólne. Musiałam w tym celu pokonfabulować lekarzowi jaka to zmęczona jestem i jak się pocę z tego zmęczenia, bo lekarze słyną z niedawania [skierowań]. Owszem, jestem zmęczona i czasem się nawet spocę, ale o badanie krwi chodziło. Krew zbadałam i nie musiałabym nawet iść po wyniki, bo były w internecie, ale musiałam się stawić po receptę na eutyrox, gdyż dziś zażyłam przedostatnią dawkę z domowego magazynu. Umówiona byłam na 9:15. Weszłam o 9:12 do poczekalni i powiedziałam „dzień dobry”, ale nikt mi nie odpowiedział, co wcale nie znaczy, DSCN0173że nie było tam ludzi. Byli i wcale nie tak starzy by być głuchymi. Byli jedynie dość starzy, by zazdrościć mi mojej wciąż trwającej młodości. Moja wątroba na to zignorowane „dzień dobry” wyprodukowała dużo żółci i zaczęła ją powoli sączyć. Pani z poczekalni szła do innego lekarza, a pan został wkrótce zaproszony do gabinetu naszego lekarza rodzinnego i spędził tam bez mała 20 minut, a ja cierpiałam sobie po cichu trochę na ból głowy a trochę na głupotę własną, która nie kazała mi z domu książki wziąć. Od tak niedawna znów czytam, że nie mam jeszcze nawyku. W zasadzie chodzę z małą torebką. Kiedyś torebki były podporządkowane książkom. Nie wiem czy ów silny kacowy ból dałby poczytać, ale gdybym spróbowała, to może bym zapanowała nad żółcią. Po niedługim czasie (w ciągu tych 20 minut) przyszła do poczekalni jeszcze jedna pani i się przywitała, więc i ja się przywitałam, bo nie jestem jak inni. Owa pani poinformowała mnie, że wejdzie ze mną, bo potrzebuje tylko małe skierowanie. Nie spytała, lecz poinformowała. DSCN0079Cała moja wyimaginowana asertywność i gotowe odpowiedzi na każde bezczelne pytanie zawiodły w takiej sytuacji. Czułam tylko jak żółć rozlewa się wszędzie. Wkrótce jednak przyszła moja kolej, weszłam do gabinetu a pani, co chciała wejść ze mną, była tak zagadana z inną panią, która pracowała 3 drzwi dalej, że nie zdążyła urzeczywistnić swej groźby. Fala żółci odpłynęła, a niesłusznie. Bo oto lekarz rodzinny powiedział, że widać jakiegoś wirusa złapałam i skoro karmię, to mogę sobie co najwyżej wapno wypić, ale ona by wolała, żebym i tego nie robiła. W razie gorączki mogę doraźnie, powtarzam, doraźnie zażyć apap. Akurat gorączki to nie miałam, gdyż byłam dziś oziębła niczym królowa śniegu, a gdyby Anders Celsjusz chciał to zmierzyć, to wyszłoby mu mniej niż 35. Czyli więcej było wczoraj w słońcu niż dzisiaj pod pachą. Nie ma tu jednak jeszcze nic bulwersującego. Bulwersujące były dopiero słowa: „ale trzeciego [dziecka] to już chyba nie będzie?”. No wiecie, no. Czasem jest fajnie, a czasem ciężko. Czasem coś podobnego powie babcia i nie wiadomo czy mówi to z troski o mnie czy o dobro tej dwójki, co to już jest. Ale wiadomo, że babci chodzi przynajmniej o czyjeś dobro. A kiedy obca osoba mówi takie coś tylko dlatego, że jestem przeziębiona, to mnie trochę tego. Rzuca i trzęsie!

DSCN0195Byłam więc dziś przed południem tak nieżywa, że kiedy starszak poszedł na spacery, to ja owinięta szaliczkiem i osmarowana rozgrzewaczem oraz Ursus owinięty kocykiem udaliśmy się na wspólną kimę, która trwała blisko 3 godziny i była początkiem ratowania mojego zadka i mojej główki. Teraz oto jestem żywa i wygrzana i dam dziś radę wraz z Mężem obejrzeć cały odcinek. A jutro może rozliczę podatki. A może znów zasnę. Bo jednak wciąż jestem w niebycie.

*Ja oczywiście wiem co jest co, chciałam tu tak zgrabnie  obrazowo napisać, że robiłam się senna w zaciemnieniu.

Reklamy

5 Responses to O bycie w niebycie

  1. zuziaszulist says:

    Nie zostawiłam tu wcześniej swojego komentarza, co uważam za spore niedopatrzenie i jeszcze sobie pomyślisz, że mi się wpis nie podobał. Teraz jednak, czytając wpis najnowszy, zjechałam nieco niżej i zobaczyłam w co gracie! 22 kwietnia, kiedy po raz pierwszy zdjęcie widziałam, nie znałam jeszcze tak świetnej gry, jaką jest Splendor, ale od jakiegoś czasu już ją znam i bardzo lubię i poczułam jakieś takie wewnętrzne ciepło widząc, że Wy też lubicie. Tym bardziej jednak jestem ciekawa o jakiej to grze piszesz, z tymi zamkami i plądrowaniem, no bo nie o Splendorze przecież.

    • cytrynna says:

      Piszę o grze Osadnicy Narodziny Imperium, o której to kiedyś wspomniałaś, że znasz, ale pewnie pomyliłaś z Osadnikami z Catanu, bo dziwiłaś się, że tak we dwójkę w nią gramy. Kupiliśmy ją osobiście tutaj. I była to najlepsza gra świata, ale kiedy kupiłam Mężowi Splendor (kupiony na promocji w Znaku za 68), to Mąż zapreferował Splendor, bo częściej wygrywa i można kilka partyjek w jeden krótki wieczór staczać.

      Zdjęcie jest Splendoru a nie Osadników, gdyż każdą sfotografowaną rozrywkę Osadników Mąż psuje swoim pół-negliżem. Znaczy nie psuje, tylko czyni publikację takowej fotografii zbyt intymną. Mnie tam pół-negliż Męża absolutnie nie przeszkadza.

      Bardzo się cieszę, że przepadacie za Splendorem. To dobra gra. I taka miła w dotyku. A czy nie uważasz, że 15 punktów pojawia się zbyt szybko i lepszym progiem byłoby powiedzmy 20? Mąż zawsze za szybko osiąga te swoje 15.

      • zuziaszulist says:

        Nie, nie! To było tak, że Ty pisałaś o Osadnikach, a ja myślałam, że chodzi o tych z Catanu, bo tylko takich znałam. To znaczy nie mam i nigdy nawet nie grałam, ale nazwa bardzo znana. A tych osadników nie znam, ale skoro piszesz, że to taka świetna gra, to chętnie przyjrzę się jej bliżej. 68 za Splendor to bardzo dobra cena! Ja kupiłam za 74 (Aros) i myślałam, że to już jest super oferta. Zastanawia mnie jak mąż może psuć coś pół-negliżem, skoro to on robiłby zdjęcie. 😛
        Co do Splendoru, to nie wypowiem się szerzej, bo jestem właśnie w trakcie pisania recenzji i musiałabym całą tu skopiować i nie miałabym co wkleić u siebie… 😦 Ale już widzę, że macie zupełnie inna strategię niż ja – ja w ogóle nie zbieram kart bez punktów i jeszcze nigdy nie przegrałam!

      • cytrynna says:

        Nie można brać tylko punktowanych kart, gdyż wtedy żetonów by brakło, bo my stosujemy taką samą strategię (może Wy stosujecie różne). Raz brakło dla mnie żetonów i musiałam zabełtać wszystko na stole. A innym razem Mąż cofnął ruch żeby gra mogła toczyć się dalej. Zaraz wypróbujemy Twoją strategię. A zdjęcia rozrywek Osadników robię zawsze ja (i stąd ten roznegliżowany Mąż), bo on dłużej myśli o swoich ruchach i ja mam czas. A jeśli chodzi jeszcze o Osadników, to bardzo szybko chciałam mieć dodatek, ale z nim jest gorzej niż bez niego.

      • zuziaszulist says:

        Ale jestem zła za tych Osadników!!! Oczywiście poczytałam i mój ulubiony recenzent też mówi, że to super gra i teraz muszę ją mieć koniecznie. 😦

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s