Festiwal złych emocji

DSCN1388Dostałam polecenie zrobienia wpisu i nawet już szkic miałam, ale szkic mi się zdezaktualizował, a ja się zmęczyłam, bo spędziłam sporo czasu czytając mój ulubiony blog (mój własny oczywiście), a chociaż to takie miłe, to o pewnej porze już męczy. Ale jako że szkic miałam a polecenie padło, to ja zadaniu sprostam.

Pamiętacie jak się zasmuciłam kiedy wycięli nam spod domu las? Nawet wtedy nie przypuszczałam, że czekają nas gorsze rzeczy niż budowa. Bo budowa owszem, zacznie się po jarmarku, czyli w sierpniu i zapewne nie będzie miła dla ucha ani oka, a i kurz się do domu wzniesie, ale jako urodzona optymista żywię nadzieję, że widok koparek i betoniarek obudzi w małym Ursusie miłość do pojazdów, której po tacie nie miał jak odziedziczyć. U nas tata to lubi takie lalki jak mama, a mama lubi śrubokręty i klucze francuskie. Tylko kuchni francuskiej mama nie lubi, ale nie musi.

DSCN1392No więc od dramatycznej wycinki nie minął miesiąc, a żółte auto firmy ogólnobudowlanej znowu nadjechało. Tym razem wbijali pale wokół ogrodzenia, po czym na tych palach zamontowali nowe ogrodzenie- tak szczelne, że z ulicy człowiek nie zajrzy, tylko z trzeciego piętra zajrzy. Oczywiście nie byłoby w tym niczego złego, ale czujny widz zauważył, że na środku parkingu pojawiło się pomarańczowe kółko. A bystre oko odczytało, że przy kółku napisali „pl.bud.” Na samym środku podwórka-parkingu! Głupi by się domyślił, że chodzi o plac budowy, a nie na przykład plwociny budyniu*. I tak oto w czwarteczek, gdy jechałam za becikowym, na podwórku stanął próbny płot. Próbny, bo przed wieczorem zniknął. Myślałam, że tak tylko zaznaczają swoją obecność. Bo sąsiadka mówiła, ze przecież budowa po jarmarku. Kto zabierałby ludziom parking 3 miesiące przed budową? Słyszałam DSCN8826wprawdzie chamskie teksty majstra budowlanego, pogardliwe takie, że barykadujcie się samochodami, bo nam ktoś wjedzie. Znaczy taka była treść tej odezwy, forma była chamska i pogardliwa. Ale dwa razy udało mi się w czwartek wyjechać i wrócić i zastać moje miejsce parkingowe wolnym, co mnie bardzo cieszyło i pogodnie nastrajało. Bo inne miejsca parkingowe (w sumie 8-9 miejsc) miały zniknąć za próbnym płotem, a moje tak wspaniałomyślnie zostawili. A w piątek znów przyszło mi wyjechać. I nie było już dokąd wracać. Z daleka złociło się i błyszczało wolne miejsce, ale z bliska stał płot- już nie próbny, a na płocie napisali, że już nie mogę tam parkować, bo to teraz ich samozwańcza ‚brama wjazdowa’.

Zachowałam jednak zimną krew i stanęłam częściowo na chodniku przy drzwiach do nieistniejącej klatki pomiędzy naszą klatką i sąsiednią klatką. Nie zastawiłam DSCN8827nikogo i nikomu nie zaszkodziłam. Aż tu wieczorem znajduję na szybie liścik z pogróżkami. Nie byle jaki liścik, bo liścik częściowo nieczytelny. Na kawałku pudełka po lekach kobieca ręka pisze, że tu też nie mogę stawać, że w ogóle to jest znak zakazu wjazdu** i że ona spisała numery i dalej nie wiadomo co, bo pewnie była mocno wzburzona.

Miałam dużo złych emocji. Bo wiecie, gdyby napisała, że prosi by nie stawać to ja bym nie stawała z pocałowaniem ręki. Ale ona pisze, że spisała numery (i doniesie?), pisze że zakaz, a przecież mnie zakaz nie dotyczy i każdy o tym wie, bo parkuję tutaj nie od wczoraj (na szczęście), zakaz w ogóle nikogo nie dotyczy, ale to inna kwestia. A poza tym nowy inwestor pięknego terenu leśnego okradł mieszkańców z 10 miejsc parkingowych i babsko powinno skumać, że ludzie gdzieś auta stawiać muszą, zwłaszcza ci, którzy są tu legalnie i że stawanie na chodniku jest nieuniknione, bo jak miejsc ubyło a samochodów nie, to mamy deficyt miejsc.

Przestawiłam DSCN0012auto w ciasną szparkę, do której cudem się wcisnęłam i poszliśmy na spacer (na koncert Kukiza i jeszcze lepszy koncert chłopców z gitarami grających piosenki Kaczmarskiego nad Motławą). A gdy wróciliśmy, na zwolnionym przeze mnie chodniku stało inne auto i ono już nie miało adnotacji od życzliwej-nieżyczliwej sąsiadki, więc przekazałam mu swoją. A jako sposób na złe emocje dolepiłam jeszcze nalepkę na szybę.

Oczywiście zaraz zrobiło mi się głupio, bo kartka z pogróżkami owszem, ale nalepka niepotrzebnie. Następnego dnia rano Mąż szedł po bułki i słyszał jak kobieta pocieszała faceta, że nic się nie stało, że go raz spisali. A potem ów pozamiejscowy odjechał.

A potem przybyło dwóch gości w niebieskim i stanęli na bramie DSCN0019wjazdowej, ale jakaś życzliwa im przez okno powiedziała, że im nie wolno, bo wprawdzie budowa dziś nie pracuje, ale tabliczka wisi. No to przeparkowali. Tak przeparkowali, że mnie zastawili. Ale mieli swoje prawo, bo ładowali przyczepkę starymi meblami. A ja i tak nie wyjeżdżałam. No i byli obok w razie gdybym jednak wyjeżdżała.

Ale rozumiecie? Na podwórku stoi auto z Ukrainy, auto ze Szwecji, – na podwórku ubyło miejsc, a kobita nie kuma i sieje złe emocje, ja ze złych emocji mam ból głowy i też sieję złe emocje dalej. Facet znajduje pogróżki i zaczyna się bać… I pewnie też sieje złe emocje…

Wiecie, jak kupowaliśmy mieszkanie, to reklamowało się ono między innymi „prężnie działającą wspólnotą”. Jedna z naszych sąsiadek jest w zarządzie, na zebrania przychodzi z większością głosów, bo większość klatki nie ma siły pójść. Dzięki takiej dobrej DSCN0039organizacji i jednomyślności nikt nie otworzy monopola w lokalu na parterze. Jest dobrze. I spotykam sąsiadkę i pytam jej co z parkingiem, a ona mi mówi, że będzie ogrodzony, nie będzie obcych aut, zrobią ładne podwórko. No okej, to za dwa lata, ale ja pytam co z parkingiem TERAZ. Gdzie stawać? A ona jak mantrę mówi co to będzie kiedyś kiedyś. No, grabie grabią do siebie, wsadźmy do zarządu kogoś z samochodem, żebym nie musiała się przez najbliższe dwa lata bać, czy kiedy gdzieś pojadę i wrócę na przykład ze śpiącym dzieckiem, co zdarza się oczywiście często, to będzie gdzie stanąć, czy nie będzie? Czy, jeśli stanę na chodniku, wyjdzie kobieta z gwoździem i podziurawi koła? A może tylko porysuje drzwi?

Bardzo dużo złych emocji, zamiast się martwić, czy starszak zje podwieczorek, czy młodszemu wyjdą prosto zęby, muszę martwić się o los naszej Lanii, bo ona jest najbardziej bezbronna.

Ale na szczęście, oprócz festiwalu złych emocji, mamy też festiwal truskawek. Mała pociecha, ale mamy i większą pociechę. Otóż załapaliśmy się na darmowe zaproszenia dla naszych dzieci na żeglarski dzień dziecka i za tydzień wypłyniemy sobie w morze jachtem ZA DARMO.

PS. Wkrótce kandy na blogu Cytrynny. To jest ten fragment, który się zdezaktualizował. Nie przegapcie. Do wygrania będą cenne nagrody i tabliczki z napisem  ‚brama wjazdowa’. Kto ma w domu bramęDSCN0051, temu się przydadzą.  Tabliczek nie będzie, bo dzisiaj postawili na budowie stróża. Ja bym poszła tam, bo jestem taki kozak, a pan stóż często idzie do sklepu, ale po co robić człowiekowi problemy? Kandy będzie i będą cenne nagrody, ale tabliczek nie będzie. Możliwe za to, że kandy będzie ustawione.

PS2. Czy 35,90 za 3 średnie pizze z telepizzy ( średnica 30cm) to jest dużo? Pozornie wydaje się, że 12 za jedną to niedrogo, ale czy 36 za jeden posiłek to można dać? Chyba tylko z jakiejś okazji.

*Budyń to rzecz jasna nasz lokalny prezydent miasta o dosyć grubawym ryjku i utajonych dochodach..

**Znaki zakazu stoją przy wszystkich wjazdach na podwórka, ale niestety są nieaktualne, bo zmieniło się prawo i zmieniły się tez zasady tego, czego niby te znaki nie dotyczą. Kiedyś mieszkańcy mieli identyfikatory i nie płacili, a teraz nie ma identyfikatorów i znaki zakazu też stoją tylko z przyzwyczajenia.

DSCN0029

DSCN0054

Dzień zapłaty

DSCN9530Mamusiu, jestem tu nowy i nie za bardzo wiem co jest w sklepach. Czy mogłabyś kupić coś ode mnie mojemu braciszkowi, żeby mnie polubił? Podobno nowe dzieci tak robią… Ja bym Ci później oddał pieniążki… poprosił mały Tomek. Nie ma sprawy synku. Kupimy bratu wózek, bo autka od Ciebie kupiła już prababcia. Taki duży wózek kupimy, żeby mu nogi się zmieściły gdy zaśnie, a od biedy to obaj nim pojedziecie.

Mamusiu, to naprawdę bardzo ważne. Wy tak lubicie jeździć samochodem, a ja chciałbym z Wami. Wiem, że macie jakiś fotelik, ale on podobno jest niewygodny, mały, ciasny i pionowy a ja jestem duży, pulchny i lubię leżeć. Czy nie dałoby się jakiegoś używanego skołować? Ależ oczywiście synku, dostaniesz maxi cosi z ładną tapicerką. Też lubię leżeć, więc rozumiem Cię doskonale.

DSCN0825Mamusiu, a czy mógłbym dostać jakieś małe łóżeczko albo kołyskę? Najmniejsze takie, żebym nie przeszkadzał. Bo to, które dał nam za darmo chrzestny mojego brata, jest takie duże. Zająłbym cały pokój, a nie chcę tego Wam zrobić zanim dorosnę do takiego dużego. Oczywiście synku, kupimy Ci rocker nappera, nie przejmuj się kosztami, potem go sprzedamy.

Mamusiu, a co powiesz o niani elektronicznej? Wiem, że mój brat nie używał i nie śmiem nawet prosić, ale może dzięki temu Wy mielibyście odrobinę luzu latem przed domem gdy ja już zasnę? Albo chociaż na dole gdy ja u góry będę? Tak synku, masz rację, rodzicom należy się luz.

Mamusiu, co myślisz o chuście? Jestem leciutki i można mnie nosić, nie ukrywam, że lubię być noszony, ale oczywiście znów chodzi mi o brata- jeśli mnie będziesz niosła, on będzie mógł jechać wózkiem. Znów masz rację synku, z Tobą w chuście to i zupę ugotuję, i na spacer łatwiej pójdziemy.

DSCN1534Mamusiu, głupio mi, tyle próśb już miałem, ale czy jakiś własny kocyk by się dało? Tak żebym miał coś swojego i żeby brat nie pomyślał, że mu zabieram? Oczywiście synku, uszyję Wam obu kocyki, wtedy brat nie pomyśli, że mu zabierasz.

Mamusiu, to już naprawdę ostatnia rzecz, przynajmniej na jakiś czas. Bo mamusiu, ten mój maxi cosi… Gdyby go tak wpinać na stelaż od wózka? Czy to nie byłoby wygodne? Słyszałem o adapterze czy czymś takim. Myślisz, że drogie to? Byłoby wygodne synku, a później oczywiście sprzedamy.

Mamusiu? Ty się tak zgodziłaś na te wszystkie moje prośby, a ja wiem, że nie jesteśmy bogaci. Jak zarobię to oddam Ci za wszystko! Nie trzeba synku, państwo da ci pieniążki, wystarczy, że pójdziesz do urzędu.

DSCN9944Mamusiu? Ale ja nie umiem mówić, nie pójdę przecież. Nie szkodzi synku, mamy rok, nie musimy się spieszyć.

Mamusiu, mam już prawie rok i dalej nie umiem mówić. Pomogłabyś mi z tym urzędem?

I pomogłam, bo jak tu odmówić dziecku? Najpierw (wczoraj) pojechaliśmy do skarbówki po zaświadczenie o dochodach. W skarbówce chcieli żeby zapłacić za takie zaświadczenie (17 złotych czyli majątek). Zadzwoniliśmy więc do mopsu spytać za który dokładnie rok ma to zaświadczenie być żeby nie zabulić na marne, a w mopsie rzekli, że nie potrzebują zaświadczenia, wystarczy im słowo honoru a w ogóle to takie zaświadczenie nigdy nie kosztowało i skarbówka próbuje mnie oszwabić. Wypięliśmy się więc na skarbówkę i wróciliśmy do domu kompletować dokumentację. Ursus bardzo się denerwował. Nie ma jeszcze doświadczenia z urzędami i na myśl o wizycie w mopsie tak się zestresował, że źle dzisiaj spał. Ale zupełnie niesłusznie, bo w mopsie nie było źle, pani była miła i gdy zapomnieliśmy czapeczki, nawet do nas zadzwoniła w tej sprawie. Tylko dokumentacji było mnóstwo, ledwo dałam radę. Ursus raczej by sobie beze mnie nie poradził. Teraz czekamy na pieniążki. Wszak kredycik, którego udzieliliśmy dziecku, trzeba spłacić.

DSCN8813
A jeśli chodzi o dzień zapłaty, to ja mam taki jutro. Dzisiaj musimy jeszcze upiec torcik dla szefa na urodziny, żeby nas szef dalej lubił. A jutro jedziemy do dentysty z małymi ząbkami, potem wybierzemy się może na jakiś koncercik jakiegoś byłego kandydata na prezydenta, albo inny koncercik, bo skoro postawili tą scenkę tak blisko naszego domu, to głupio tak nie pójść, ale wieczór bezapelacyjnie spędzę z Marcinem Wolskim i przy kawie, bo jednak sam Marcin Wolski by mnie nie powstrzymał od spania.

DSCN0122

DSCN8757

Bonusowo dorzucam Wam  fotkę tęczy nad Motławą i fotkę nowego zabytku na szlaku turystycznym po Gdańsku, czyli tych słynnych schodów, po których przejechała policyjna suka. Indżoj!

DSCN8797

DSCN8784

Na zdjęciach wiatru nie widać

DSCN1200Wiecie, nie będę ukrywać, że pisać mi się wcale a wcale nie chce, ale patrzę na tego biednego strudzonego Męża, który siedzi naprzeciwko i wiem jak on te wpisy lubi. Myślę o innych czytelnikach, którzy też czekają. I także o tej grupie czytelników, którzy z wpisu dowiedzą się, że jedliśmy barszcz i pomyślą, że nie dbamy o dzieci. Kalkuluję , przeliczam, kładę na szali przyjemności własne i jak zwykle okazuje się, że przegrałam. Dzisiaj macie wpis. Jutro za to umyję sobie wannę.

Czy ktoś jeszcze pamięta jak zainicjował się ten blog? Blog zaczął się świętem barszczu a święto barszczu, w roku 2012 ustanowione, w 2013 zostało przypieczętowane. Rok temu obchód jakoś nie wyszedł, bo już ledwo się kulałam i w stosownym terminie byliśmy tylko skmką w Sopocie, a w Sopocie nie da się kupić barszczu za grosze, DSCN1206bo Sopot to kurort pełną gębą. Ale trzecia niedziela maja jest rokrocznie zwana świętem barszczu i wtedy ten barszcz staramy się jeść w lokalach. Utrudnienie dodatkowe jest takie, że w niedzielę maja odbywają się komunie, ale dzisiaj akurat nigdzie nam komunia nie zakolidowała z naszym barszczem. Albo mieliśmy szczęście, albo społeczeństwo przez te lata rządów ustępującego prezydenta Bula zbiedniało i przyjęciny robi w domu a nie w restauracji.

Jak więc odbyły się tegoroczne odchody znanego na cały blog święta? Zaczęliśmy pysznym obiadem w domu. Były znakomite pyzy z paczki i duża ilość zezłoconej na brązowo cebuli pokrojonej w piórka. Kiedyś nie tknęłabym takiej, ale teraz, gdy mi ona szkodzi, wprost nie mogę się oprzeć. Aha, te pyzy to tylko ja jadłam. DSCN1207Inni jedli zdrowiej. Ursus też bardzo chciał pyzy, ale każdy kąsek jednak wypluwał. Potem miały być lody, ale jakoś nie było. A potem Mąż zrobił frytki. Mąż robi najlepsze frytki w okolicy. Starszy syn w ogóle nie chciał frytek, ale potem mu się zachciało i żałował, że przegapił. Na brzuszkach było tak ciężko, że znów zabrakło spustu na lody. A ponieważ w Gdańsku nie możemy zjeść lodów*, najbliższe lody dopiero za tydzień. No i wyjechaliśmy.

Planowaliśmy odwiedzić tylko lokale barszczowe przy bezpośredniej trasie wiodącej do domu, bo generalnie to szkoda ładnej pogody na jazdę samochodem, a i plecy jakoś nie skaczą z radości za kierownicą.

DSCN1217Do Kościerzyny jechaliśmy okrężnie przez las i delikatnie się spieraliśmy, bo Mąż mówi, że jego weekend trwa tylko dwie godziny, które spędza na dworze, a ja akurat jestem niewinna, bo wczoraj byliśmy na tym dworze tyle ile się dało, ale akurat nie za wiele, bo bardzo wiało. Skądinąd to „bardzo wiało” odbywało się nad Wdzydzami i był koncert, w którym brał udział Mariusz Kałamaga, a ja akurat wiedziałam, że to ktoś znany bo raz mi się obiło nazwisko jak rodzice oglądali telewizję. O tym koncercie wspominam, bo wyobraźcie sobie sytuację: jesteście nad jeziorem, wieje mocno, ale macie kurtkę zimówkę, więc nie jest źle. Gra jakiś zespól i nagle leci „górniczo-hutnicza orkiestra dęta robi nam…”. Już czujecie się młodzi, bo przecież czasy górniczo-hutniczej orkiestry dętej i jej paparara to czasy, gdy jeszcze byliście młodzi i pewnie u Was nie, ale u nas to na każdej DSCN122818-tce leciało a ja chociaż nie lubiłam tych 18-tek, to chodziłam, bo nie byłam dość nonkonformistyczna by nie chodzić. No więc cieszycie się, że górniczo-hutnicza orkiestra dęta znów gra i nucicie, ale okazuje się, że ta orkiestra w wykonaniu wczorajszych wykonawców robi… kebaby. Lubię kebab, ale on tam nie pasował. Odarli mnie z młodości!

Więc wracając do dzisiejszej jazdy, to Mąż nie miał zbyt intensywnego weekendu, ale i ja nie miałam bardziej szałowo niż on. Otóż Mąż wiele tygodni temu obiecał, że w weekendy będę mogła chodzić w Kościerzynie na basen, a on będzie z dziećmi. Basem jest potrzebny moim nadwątlonym i obolałym plecom oraz mojej tuszy, której jeszcze nie ma, ale może nagle się pojawić. DSCN1271Gdy ostatnio byliśmy u doktora, doktor znów powiedział, że powinnam się ruszać. On doktor ma trójkę dzieci, w tym jedno młodsze od naszego i on doktor swojej żonie stwarza warunki do ruszania się. I wtedy Mąż obiecał, że da ten czas na basen, ale zaraz potem dzieci były chore, a potem byli u nas kumple i się nie złożyło żeby basen wyszedł, więc kiedy Mąż zaczął narzekać, to ja mogłam się obronić przez zadeklarowanie większego pokrzywdzenia.

W Kościerzynie oczywiście ominęliśmy Lemon Tree. Pamiętacie jesienną akcję ‚Kościerzyna za pół ceny’, kiedy to Lemon Tree okazało się skasować barszcze za pełną cenę i jeszcze samowolnie pobrać napiwek? Wtedy stracili nas jako klientów. Jakkolwiek ich barszcz jest świetny, DSCN1359to nasze nogi więcej tam nie postaną. Zatrzymaliśmy się za to w Astrze. To taki zajazd, w którym Mąż jako dziecko zatrzymywał się ciągle. Mają tam ładnie i barszcz też mają chociaż w menu informacji nie ma. Ale zapytaliśmy, bo kto pyta, ten nie błądzi. Nie wspomniałam jeszcze, że plan był taki, by w różnych miejscach jeść jeden wspólny barszcz. No to zjedliśmy, Ursus zdobył wstążkę dekorującą krzesło, obejrzeliśmy ogródek i pojechaliśmy dalej.

A potem plan jechania główną drogą wziął w łeb, bo zobaczyliśmy reklamę Gawry i Białego Misia, a kto nas zna, ten wie, że na takie nazwy się złapiemy. Ale było to trochę na uboczu. A jako że my nie używamy gpsu, a mapę mamy tylko najbliższej okolicy, to nie bardzo trafiliśmy. I zrobiliśmy pewnie blisko 20 dodatkowych kilometrów na iście górskich drogach, bo była to taka część Kaszub, gdzie jest jak w górach. W międzyczasie zobaczyliśmy reklamę ‚U Zbója’ i jechaliśmy do tego Zbója, bo nazwa zachęcała (wszak zbóje jedzą barszcze), ale Zbój okazał się być ekhem, ośrodkiem wczasów zdrowotnych a nie karczmą z barszczem. Za to potem DSCN1293Mąż spytał smutnych panów w garniturach o drogę i wskazali nam najkrótszą. Jednak jak człowiek w garniturze to zaraz sensowniejszy. A Biały Miś okazał się być uroczym miejscem z takim sufitem jaki sami byśmy chętnie mieli gdyby był tańszy, lecz nie oferował barszczu ani w swoim menu ani spod lady. Spędziliśmy chwilę na tamtejszym placu zabaw, Stanisław miał nawet ochotę na kąpiel w basenie, ale nie tym razem. Wróciliśmy na główną drogę i pędziliśmy, bo przez te poszukiwania i brak barszczu u Misia straciliśmy masę czasu a niektóre lokale zamykają się wcześniej niż inne.

DSCN1306Kolejnym naszym przystankiem była Rybaczówka. Raz tam byliśmy, ale ktoś akurat brał wesele. Tym razem brali tylko przyjęciny, ale na piętrze, więc na parterze my mogliśmy pić barszcz. I panie kelnerki miały atrakcyjnej długości spódniczki**. A chociaż wystrój miejsca mnie osobiście nie powalił (zbyt nowoczesny), to barszcz był całkiem całkiem i niczego sobie. Do tego stopnia, że część planu dotycząca brania wszędzie tylko jednej porcji też wzięła w łeb- tu zamówiliśmy drugą. W pewnym momencie i Ursus zaczął się krzykami domagać podania mu wspaniałego płynu w kolorze bardzo plamiącym. Ale ja się plam nie boję, bo przecież po to jest dzieciństwo i odplamiacze żeby dzieciństwo było dzieciństwem.

A potem byliśmy jeszcze w Wyczechowie, dokąd ledwo zdążyliśmy. W Wyczechowie raz mieliśmy stłuczkę, na której zarobiliśmy 200 złotych, ale to znowu dygresja. Tym razem DSCN1309nie mieliśmy stłuczki, a oni nie mieli papieru toaletowego w łazience ani kiełbasy leśnej, którą lubimy. No i już prawie zamykali. I każdy był już zmęczony. Ale barszcz wypity, pasztecik zjedzony i szlus!

Przed powrotem do domu mieliśmy jeszcze jeden przystanek w jakiejś wsi, bo Ursus sobie przypomniał, że nie pił mlesia. Próbowaliśmy tam nabyć bułki drogą kupna, ale oferowali tylko starą chałkę za 2,40. No więc pojechaliśmy do marketu po drodze po świeże bułki i wróciliśmy do domu. Dzieci się wykąpały i poszły spać, a my siedzimy sobie naprzeciwko siebie w salonie i cieszymy się z kolejnej zaliczonej podtrzymanej tradycji. Och ach!

Wnikliwy obserwator spostrzeże, że czapka ubogiego krewnego znowu w akcji! Znów pojawiają się głosy, że ubieram dziecko jak ‚dziecko cygańskie’, ale to nieprawda!  Cyganie noszą się o wiele lepiej niż my. My nosimy się wygodnie i czasem czysto, ale jeśli ładnie, to tylko przez przypadek.

DSCN1343*Już wkrótce przestaną grzać, przesuniemy grzejnik w kuchni i kupimy sobie lodówkę z zamrażalnikiem. Wtedy będziemy jedli lody bez przerwy. Na razie korzystamy z takiej, która zamrażalnika nie ma i w ogóle nie jest nasza. I stoi w przedpokoju. I jeśli chłodzimy w niej ciasto, to musimy wyjąć masło, bo taka jest mała. Ale to już naprawdę niedługo. Maj się kończy, więc ile można grzać? Śpimy prawie na golasa i przy otwartym oknie. Nigdy nie spałam w takiej skąpej piżamce jak obecnie.Próbowaliśmy zakręcić kaloryfer, ale on wtedy zaczął tryskać wodą, więc musieliśmy go odkręcić i dalej śpimy prawie na golasa, ale to tylko dygresja.

**Jeżeli spódniczka jest atrakcyjnej długości, to chętnie zawiesza się na takiej oko. Im krótsza tym chętniej rzecz jasna. Na spódniczce oczywiście. Bo krótkie spódniczki są ładne. Podobnie jak małe misie, szczeniaczki i kociaczki.

DSCN1351

M jak Majówka

DSCN0532Jak czytelnikom minęła majówka? Nam udało się ją spędzić poza domem i to w cenie zaledwie 16 złotych za łóżko, drugie gratis. Ekstra, co nie? Gorzej, że w sumie to na terenie tego samego miasta. Ale ładnie, zielono za oknami było. I pogoda też niczego sobie. Trochę padało, ale trochę świeciło słońce, trochę było ciepło, a trochę mniej ciepło, ale nigdy zimno. Idealna pogoda na grilla, w dodatku biskup dał dyspensę a my mieliśmy sos barbaki po tym jak w KFC skończyła się promocja tuż przed naszym (czyli w sumie Męża) nosem. I goście fajni też mogli być.

Ale jednak z dyspensy nie skorzystaliśmy. I grilla też nie było. Tylko sosu udało się użyć, ale w warunkach domowych. W ogóle jakoś tak byliśmy razem, ale osobno. Szczerze mówiąc, to w kategorii majówka ta była chyba najgorsza. Ale to dlatego, że w 2013 było szałowo, a rok temu leżałam na kołdrze na pomoście i czytałam na głos Norweski Dziennik i NIC nie musiałam. Jeśli zaś chodzi o wcześniejsze majówki, to pisałam już kiedyś, że przed 2013 majówek nie było. DSCN0657Więc próg był wysoki i nietrudno majówce być najgorszą.

Co więc się działo, że było tak grubo i gdzie byliśmy? Byliśmy w szpitalu zakaźnym, gdzie nasz odwodniony Stanisław zażywał kroplówkę za kroplówką, bo się biedaczysko odwodniło i chciało dalej odwadniać, bo ma siłę woli silniejszą od woli życia.

Chciałam napisać ze szczegółami jak to się całorodzinnie bawiliśmy w rotawirus, ale słowa ‚biegunka’ i ‚wymioty’, których musiałabym użyć wielokrotnie, jakoś tak zabijają całą poezję. Chętnie bym napisała jak to wezwany do domu za prawie dwudniową pensję Męża lekarz dał antybiotyk ‚na zęby’ na wszelki wypadek, ale tu z kolei nie ma po co. Dla kontrastu należy pochwalić panią doktor z przychodni, bo to dobra pani doktor.

W wielkim skrócie: Stanisław spędził 3 dni w szpitalu. Jego młodszy brat, który też chorował, nie musiał iść do szpitala, bo pił mleko matki. Młodszy brat ma 11 miesięcy. Mówi się, że rotawirus szczególnie niebezpiecznym jest dla niemowląt 6-24, ale jednak nie. Jednak dla 4-latka bardziej jeśli akurat jest uparty.

DSCN0583Jeśli chodzi o noce, które starszak spędził poza domem, to głupi był ten, kto sądził, że wyśpi się. Pierwszej nocy młodszy brat spał od piątej do trochę po siódmej Z PRZERWĄ koło szóstej. A przedtem oglądaliśmy wschód słońca nad miastem i inne takie. Drugiej nocy młodszy brat budził się wiele razy, a moja zmiana w szpitalu zaczynała się o ósmej*. Zaś trzeciej nocy podobnie z tą różnicą, że moja zmiana zaczynała się już o siódmej**.

W niedzielę starszak obiecał pani doktor, że będzie pił i jadł i poszliśmy do domu. Generalnie to moim zdaniem było mu w tym szpitalu nieźle, bo nikt mu nie zabierał zabawek, nikt nawet nie podchodził do jego zabawek i nie sprawdzał, czy go to zdenerwuje. Każdy, kto przy nim był, miał dla niego masę czasu, bo nie trzeba było przygotowywać jedzenia ani sprzątać ani opiekować się nikim innym. DSCN0665Ale drażnił go wenflon. I chyba najbardziej ze wszystkiego to bał się, że brat przebywa w „jego” pokoju a on tego nie kontroluje.

A jak już wróciliśmy do domu, to w skrzynce była taka ulotka z Telepizzy. A mamy do Telepizzy sentyment, bo w czasach gdy Mąż chorował na strach przed końcem świata i wrzody (ale o wrzodach jeszcze nie wiedzieliśmy), to zwykliśmy chodzić całorodzinnie do Telepizzy w poniedziałki na tanie pizze jednoskładnikowe. Urocze małe Stasio wchodziło za ladę a pani pizzermanka tak go lubiła, że  wychodziła do sklepu po mleczną kanapkę dla niego (której jednak mu nie dawaliśmy, bo był malutki i dawał sobie nie dawać). I myśl o wieczornym zamówieniu jadła do domu pokolorowała nam całe popołudnie. Nadmienię jeszcze, że byłam tak zmęczona, że ledwo powłóczyłam nogami i godzinę siedziałam nad ulotką zastanawiając się jaki smaczek będzie najlepszy. Bo Mąż to nie wiedzieć czemu preferuje hawajską.

DSCN0577Był to pierwszy raz gdy zamówiliśmy pizzę do domu. Poszłam spać, bo miała przyjechać za półtorej godziny. Chyba przyjechała szybciej, bom się nie wyspała. Ale przyjechała jakby inna od zamówionej. Jakaś taka z ogórkiem i sosem musztardowym. Fuj! Nazywała się Bawarska, czyli jakby tak podobnie do Hot Habanas (podobnie?), którą zamówiliśmy. Mąż zadzwonił w sprawie tej pomyłki i obiecali przysłać właściwą. Znowu poszłam spać, a nowa pizza przyjechała zanim wystygła porzucona przeze mnie herbata! Ta nowa była pyszna. Mimo że z ananasem. A nawet właśnie dlatego, że z ananasem.

A wczoraj Mąż zachorował. I leżał. I nie miał na nic siły. I trzeba było mu podawać picie. I jedzenie. I piżamki zmieniać. I tak już dwa dni. Jego choroba jest bardzo niekorzystna, bo Mąż pisze doktorat. Jeszcze nie zaczął, ale za dwa tygodnie kończy. I czas leci i licznik bije.

DSCN0647Jeśli chodzi o Stasiaczka, to szpital uczynił go bardzo szczęśliwym. Gęba się dzieciakowi śmieje od samego bycia w domu. On już nawet nie pamięta, co go bolało i nie chce respektować lekko strawnej diety. I rowerka się domaga całkiem skutecznie. A w szpitalnej telewizji widział dziesiątki razy reklamę Voltaren żelu i teraz domaga się (nieskutecznie) żelek Voltaren. Że niby do żucia. I za tak zwane Chiny ludowe nie chce skumać, dlaczego nie może iść do babci. Obie miejscowe babcie akurat przechorowują jego chorobę.

A jeśli chodzi o mnie, bo na pewno każdy chce wiedzieć, to padam na RYJ, ale pranie samo się nie powiesi, a zakupy same do domu nie przyniosą. I śmieci same nie wyrzucą. Nic samo się nie zrobi. Jeśli zaś chodzi o moje odczucia, to od dwóch tygodni cierpię na ból połowy szczęki, bo chyba umarł mi trzeci już ząb. Nie mogę pić gorącej herbatki, która na co dzień daje mi tak wiele radości. Umówiłam się do dentysty na za trzy dni, ale mam obawy, DSCN0584czy w owym terminie opuszczę miasto, bo mój dentysta jest za miastem (i jest najlepszy), gdyż litościwie nam panujący prezydent Bul przybywa do miasta po raz ostatni w tej funkcji i przywozi ze sobą dużo innych prezydentów. I może być ich tyle, że zakorkują miasto. A my akurat jako ta elita mieszkamy w samym centrum wszystkich wydarzeń.

Pytanie polityczne do czytelników: czy podczas ciszy wyborczej wolno puszczać piosenkę o torbie pełnej prezentów i buziaczkach? A można mieć taki dzwoneczek w swoim smartfonku? Albo czy wolno pytać na stronach internetowych o zgodę na cookies? I czy z tą zgodą to się nie reklamuje dwóch kandydatów na raz?

A żeby nie kończyć tak politycznie, to jeszcze przytoczę taki kawał, który krąży u nas po kuluarach:
DSCN0650Wchodzi Hajnid (high need baby) z bratem do sklepu i mówi, że chciałby wszystko. Brat mówi, że chciałby malutką piłeczkę za zeta. Wychodzi Hajnid ze sklepu z wielką torbą z wieloma rzeczami i brat z niczym (albo bez niczego) . Kto jest bardziej pokrzywdzony? Oczywiście Hajnid, bo wartość tego, czego nie dostał, znacznie przewyższa wartość tego, czego nie dostał brat.

*Wstałam wówczas o 7:41 z powodu zaspania. O 7:45 byłam w samochodzie, a o 7:53 pod szpitalem.

**Jako matka dwójki dzieci musiałam się rozdwoić, bo każde chciało ze mną być, a nie mogły być ze sobą.

DSCN0648Mąż z pizzą.

Elementy stylizacji:

-koszulka House z outletu za 5 złotych, dla lepszej stylówy założona tył do przodu i na lewą stronę

-okulary – sklejone taśmą przez żonę

-fryzura- przycięta nieudolnie przez żonę bo wchodziła do oczu i uszu (fryzura wchodziła, nie żona)