Kiedy rośnie lato-rośl?

DSCN0460Chciałabym leżeć i delektować się na przykład snem albo tym, że leżę albo że może nic nie muszę, ale to ostatnie akurat byłoby nieprawdą. Chętnie poleżałabym z Mężem, z którym bym wówczas rozmawiała, bo akurat mamy dużo emocji do omówienia, a przy dzieciach w dzień jakoś omawianie nie idzie, ale w łóżku też jakoś nie idzie. Ale Męża nie ma gdyż szlifuje ostatnie szlify swojego doktoratu, a ja kolejny wieczór spędzam samotnie wzdychając po cichu do naszych dwóch uroczych gier i układając mimochodem puzzle, o których bardzo marzyłam i które jutro dostanie starszak*. Jeśli chodzi o moje powinności, to najbardziej ze wszystkiego chyba muszę kreować sobie potrzeby w internecie, a zaraz po tym to muszę te wykreowane potrzeby zwalczać. Powinnam też puścić zmywarkę i wyczyścić piekarnik po ostatniej drożdżówce, która wyrosła tak bardzo, że spora jej część spadła na dno i przypaliła się na sposób cuchnący. A abstrahując od tych czynności domowo-organizacyjnych, których w niedzielę wykonywać nie przystoi, to mam misję dziejową opisać co w ten weekend robiliśmy, bo wiele robiliśmy po raz ostatni, a niektóre po raz pierwszy.

DSCN0795Wczoraj na ten przykład pojechaliśmy na ślub byłej niedoszłej dziewczyny, która nigdy nie była dziewczyną, a jedynie wielką niespełnioną miłością mojego nastoletniego niegdyś Męża. To dla niej Mąż zrobił patent żeglarski i jeszcze parę innych rzeczy. Podobno dla mnie zrobiłby o wiele więcej, ale pojawiłam się w niekorzystnym dziejowo momencie kiedy był już zajęty nauką. Tym niemniej wczoraj dla mnie został rano z dziećmi a ja poszłam na hennę, drugi raz od porodu i znów przez kilka dni nie będę wyglądać jak pasztet. Zrobił to też poniekąd dla siebie, bo szliśmy do ludzi i gdyby nie ta henna, to z daleka niosłabym mu wstyd. Na owym ślubie byliśmy ze starszakiem, który potem chciał znaleźć się na placu zabaw z kółkiem i krzyżykiem (i tak się stało). A potem zabrakło nam gazu. I pojechaliśmy na stację przy Carrefourze. I po zatankowaniu nie odłączyłam węża i odjechałam ciągnąc za sobą dystrybutor a gaz tryskał na wszystkie strony. Wówczas pracownik stacji wyszedł z budki z papierosem i DSCN0600doszło do wybuchu… E, poniosła mnie fantazja. Odjechałam ciągnąc za sobą ten dystrybutor i nic nie zauważyłam, ale koło domu dogoniła mnie policja i zabrali mi prawo jazdy. E, też słabe. Odjechałam, a wąż się urwał. Po prostu i mało spektakularnie, nie? Zatrzymał mnie jeden facet, który tankował obok, a baba, która tankowała obok z drugiej strony, rzekła, że głupio, że dobrze, że ten facet zatrzymał i oni w ogóle byli tacy niemili, że się przestraszyłam i moje serce zaczęło palpitować, bo już myślałam, że zrobiłam dużą szkodę i będą kłopoty. Że zepsułam stację i jesteśmy im winni miesięczny obrót. A nie odjechałabym przecież, bo Mąż jeszcze płacił. A poza tym nic się nie stało, bo wąż był przygotowany na tankujące blondynki i po prostu rozczepił się w miejscu łączenia, a pracownik stacji połączył bez użycia narzędzi i tylko coś tam niemiło wyburczał o nieumieniu. Ale akurat w tej sytuacji nieumienie nie było przyczyną, ani nawet DSCN0725blond nie był przyczyną, a jedynie fakt, że musiałam się wcisnąć przez ledwo otwarte drzwi bo stanęłam blisko dystrybutora i myśl o tym wciskaniu sprawiła, że wyparłam z pamięci inne trudności.

A jeśli chodzi o dzisiaj, to pewnie pamiętacie, że mieliśmy dziś płynąć jachtem na morze. Ale zadzwoniliśmy  i się dowiedzieliśmy, że to będzie taki prawie całodzienny rejs. Macie dzieci? Wyobrażacie sobie swoje dzieci przez cały dzień na jachcie? Bo my sobie swoich nie. Poza tym z całym szacunkiem dla żeglarzy, ale ja sobie siebie nie jachcie nie wyobrażam tak długo. Akurat Tata ma jacht i z całym szacunkiem dla Taty, ale to trochę nudy. W sensie, że trzeba lubić. Że dobre na godzinkę, ale nie cały dzień.  Poza tym wczoraj akurat jacht zatonął na morzu i taki trochę niesmak. A jeszcze poza tym to ten jacht wypływał o 10 rano czyli jakby nie patrzeć przed świtem. Zwłaszcza, że nie spod domu tylko z odległej marinyDSCN0740. No i najważniejsze- ten jacht był za darmo, czyli nie jadąc, nie ponieśliśmy straty.

Zamiast tego chcieliśmy skorzystać z darmowych atrakcji przygotowanych dla dzieci przez miasto. Okazało się też, że kina studyjne, w których odbyliśmy kilka pierwszych i wiele późniejszych randek, dzisiaj czynne są po raz ostatni i odbywa się ostatni pożegnalny pokaz, na który udało nam się kupić bilety w ostatnim rzędzie na balkonie. W tych samych kinach miałam swój kinowy drugi raz na filmie Kacper w 1995 (pierwszy był Król Lew w rodzinnym mieście) i pierwszy kinowy raz miał 8-miesięczny Staszek na filmie Róża (spał wówczas w gondoli oraz jadł po cichu).

A jeśli chodzi o resztę dnia, to zabrałam dzieci na te atrakcje dla dzieci, które miasto im zorganizowało na stadionie. Starszak wolał do Ikei wprawdzie, ale Ikeę może mieć każdego dnia, a atrakcje od miasta tylko dziś. Młodszy brat w efekcie takiego przedsięwzięcia miał jedynie 10 minut snu, przez co przyszło mu później bardzo zacierpieć, włącznie z gorączkami. Z kolei beneficjent początkowo był sceptyczny, ale jak zobaczył siodełka na stadionie to jakoś się ożywił. A potem poszliśmy oglądać autobusy, które miasto dzieciom podstawiło do zabawy. Dzieci siedziały w autobusach, siedziały za kierownicami, otwierały i zamykały drzwi. Za Chiny DSCN0681nie skumam co w tym ciekawego, ale dzieci mają swoje racje. Starszak w pierwszym autobusie dopchał się do fotela kierowcy i zabawił na nim całkiem długo, ale w kolejnym już jakieś mamuśki pilnowały, żeby kolejka szła sprawiedliwie. A w trzecim nasze duże-małe dziecko się wkurzyło, że chłopiec, który był przed nim w kolejce, postanowił zamknąć się w kabinie kierowcy. Próbowałam wpoić dziecku naukę, że gdy się pchają powinien też się pchać, ale gdy idzie kolejka, to trzeba w niej stać i tylko pilnować swojego miejsca. Odstaliśmy prawie pół godziny w kolejce do wozu strażackiego, w którym jednak dziecko nie zabawiło, chociaż strażak był bardzo miły i oferował dłuższy pobyt. A potem, w ostatnim autobusie, dziecko skupiło się na zamykaniu drzwi, chociaż mogło pilnować fotela kierowcy, a w czasie tego zamykania drzwi przyszło dużo innych dzieci i utworzyły kolejkę, której chwile wcześniej nie było! Przydałby nam się w rodzinie ktoś z łokciami, kto by pokazał dziecku jak się pchać, bo my jesteśmy raczej tacy mocno kulturalni, trochę za bardzo.

*Oczywiście marzyłam o nich dla niego, bo na pewno mu się spodobają. Dla siebie to mam puzzle i marzę już tylko o ich układaniu, a nie o mieciu.

DSCN0660

DSCN0661

DSCN0683

DSCN0686

DSCN0694

DSCN0701

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s