Keep calm and watch wanilaski

DSCN0059W czwarteczek (Boże Ciało) pojechaliśmy sobie na wieś. Nie było nas w domu 4 dni a w tym czasie dom nie zaśmiardł, co świadczy dobrze o nas jako gospodarzach. Jedynie bazylia zwiędła, ale to bazylii wina, że nie zaplanowała sobie rozsądnej gospodarki zapasami wody. Bazylia jednak po powrocie się podniosła, co świadczy dobrze o mnie jako o ogrodniczce i o bazylii, która jest wdzięczna w prawidłowy sposób. Ponieważ jechaliśmy na wiele dni, to zabraliśmy wiele rzeczy, w tym także nowy materacyk dla Ursusa, który do tej pory sypiał w gondoli i stare łóżeczko turystyczne, które stało w pokoju dzieci i było place-holderem na czasy, kiedy bracia zamieszkają w jednym pokoju. Wieźliśmy też krzesełko pokarmowe, bo do Misiego Domku w końcu zawitał Antilopek i został przez Ursusa przyjęty z owacją. W końcu nie wyrywa się po 5 minutach, wytrzymuje 7 (hahahaha)*. Wieźliśmy także laptop, który nie przydał się i gry, które także się nie przydały, bo wieczory na wsi są zupełnie inne. I oczywista oczywistość, wieźliśmy jeden wózek terenowy, bo wózek ze wsi to za mało gdy chce się przeprowadzić dwójkę dzieci wokół jednego jeziora. Nie da się, bo zawsze komuś sił zabraknie. Ponadto wózek który wieźliśmy służy jako terenowy fotel matki karmiącej.  Nietrudno domyślić się, że z całym tym majdanem musieliśmy jechać trochę jak sardynki w puszce albo korniszony w słoiku.

DSCN0783Wracając do wspomnianego starego-nowego łóżeczka, to dziecko Ursus obracało się o kąt 180 stopni w różnych płaszczyznach w ogóle się przy tym nie budząc (a przynajmniej nie budząc rodzica), co z kolei wywołało nasze owacje. Do tej pory budził się na wsi w tej ciasnej gondoli nie rzadziej niż co godzinę i mogłam sobie wyobrażać co czuje panna Swawolna, której Róża też tak sypia. Mało tego, Ursus postanowił w tym swoim nowym-starym łóżeczku sam zasypiać!

Ponadto mieliśmy ze sobą dwa nowe świetne kremy do facjatek i na ciałka. Kremy były francuskie i miały filtr 50. Ten do facjatek do moja najmojsza własność- krem matujący!  W tym roku zamiast czerwonej i błyszczącej twarzy będę miała dostojną bladą i matową. Każdy miał tez kapelusik szmaciany, z tym, że Ursus swój zdejmował. Weekend zapowiadał się znakomicie i takim też się okazał.

DSCN0246No prawie, bo ja każdego wieczoru bardzo liczyłam, że gdy dzieci zasną, to Mąż zasiądzie na kanapie i będzie słuchał czy śpią dobrze czy źle, a ja będę chodziła pobiegać, ale Mąż zawsze pierwszy szedł (na spacer, nie pobiegać oczywiście). On lubi spacery nocą po lesie. Ja tam nie lubię biegać, więc wiadomo, że jemu się bardziej należy. Ja za to siadałam do zdjęć i wpadałam w otchłań rozpaczy, bo trochę mnie więcej niż bym chciała i nie jest to wcale moja wina, bo od stuleci nie podjadam wieczorami.

Noce na wsi spędziliśmy 4, ale filmy zobaczyliśmy tylko 2 dorosłe i 1 dziecięcy z dziećmi, bo ja jakoś tak nieuczciwie odpływałam nieco przed czasem (trudno się dziwić skoro mnie zostawiał i szedł spacerować…). Jeden z tych dorosłych filmów był spoko, a drugi z DSCN9996nich to najbardziej porąbany film, jaki nam się przytrafił. A widzieliśmy nawet Dyskretny urok burżuazji i do kin studyjnych też chadzaliśmy. Mało tego, ja w młodości widzialam nawet Blair Witch Project. A jednak nic nigdy na takie miano nie zasłużyło. W ogóle to zachęceni opisem (że thriller i że erotyczny) postponowaliśmy sobie oglądanie od kwietnia, bo lubimy sączyć przyjemności. No i co? A Wy widzieliście Vanilla Sky? Co o nim sądzicie?

Dnia zerowego odbyło się prawie nic. Wyjechaliśmy z domu o 10 minut za późno by zdążyć na Mszę w Żukowie, a nie chcieliśmy iść koło domu. W Kościerzynce zakupiliśmy kurczaki i zjedliśmy je nad jeziorem wykorzystując materac Ursusa jako siedzisko. Kupiliśmy też przydrożne truskawki od wiejskich dziewoj, które zamiast opłaty za kobiałkę chętnie przyjęłyby koszulkę Męża (ze Sknerusem). Ale owe przydrożne truskawki zjedliśmy dopiero po umyciu ich. Ze słoika je zjedliśmy, widelcem, na placu zabaw w DSCN0062Dziemianach po Mszy, po czym udaliśmy się na chwilę do lasu pod Płocicami, ale to była krótka chwila. W Płocicach spotkaliśmy sarenkę oraz zauważyliśmy, że rozłupany niegdyś i naprawiony później krzyż ma piorunochron zgodnie z naszą sugestią. Jeśli chodzi o mnie, to tego dnia poplamiły mi się smarem od wózka nowe jeansy i przez kilka dni byłam zmartwiona. Potem smar zszedł jak ręką odjął przy użyciu płynu Ludwik. Ale co się namartwiłam to moje i nikt mi tego nie zabierze. A Wy? Lubicie się martwić? Wolicie martwienie się na zapas czy martwienie po fakcie?

Pierwszego dnia okrążyliśmy Strupino, gdzie zgubiliśmy a następnie odnaleźliśmy cenny krem z filtrem (był  najcenniejszy oprócz aparatu i oczywiście wypadł). W okolicy Strupina często się gubi i odnajduje rzeczy (nieodnaleziony klapek, niezgubione grzyby, zgubiona i odnaleziona tablica rejestracyjna). Odpoczywaliśmy przy pomoście i dołączyli do nas ciężarni z dziewczynką. Upał jakby był, ale w noc poprzedzającą zarejestrowaliśmy mało stopni na termometrze (amplituda była jakby 30-stopniowa) i do głów by nam nie przyszło się taplać w jeziorze, ale ciężarni pokazali, DSCN0099że można i nasz syn też chciał. Drugi syn współpracował jak rzadko i 3 godziny przespał w wózku, a reszta rodziny też mogla sobie pokimać dzięki tej niemowlęcej łasce! Okrążanie jeziora, które zwykle zajmuje 3 godziny, zajęło tym razem dzień cały. Spotkaliśmy też nasze kozy, których w zeszłym roku nie było, ale znów są. Bardzo możliwe, że to inne kozy, a tylko miejsce to samo. Potem byliśmy w mieście po truskawki i pierożki. I lody, dwa duże kontenerki lodów Manhattan prosto z Ameryki.

Drugiego dnia było nieco leniwiej, bo Mąż, który ma inne ulubione formy spędzania wolnego czasu niż ja, raczył uznać, że trochę odpoczynku się należy i pojechaliśmy nad jezioro Wałachy. Wyobrażacie sobie? Niedługo obejdziemy 100 wspólnych miesięcy, a on przez ponad połowę tego czasu zatajał, że spacery są dla niego takie ważne. A potem wprowadził terror spacerowy i odtąd spacerujemy.

Tym DSCN0122razem junior nie był aż taki uprzejmy i kiedy brat taplał się z jeziorze, junior też chciał, a że chciał uporczywie, to poszedł do wody i opadł na samo dno, ale przy brzegu. Przy czym junior w ogóle nie kuma, że piachu się nie je! Potem poszliśmy się przemieścić, junior (o Ursusie mowa, oczywiście) zasnął, wróciliśmy na plażę i znów niektórzy pokimali sobie wśród szumu drzew. Potem jeszcze syn senior pluskał się w jeziorze Wdzydze, gdzie znalazł cześć żaglowca (to znaczy bezpiecznik zwykły taki, ale on sobie wyobraził i stał się dzięki temu szczęśliwy). Chcieliśmy mu pokazać, że szczęście jest też wtedy, gdy przebiega się pod zraszaczem ogrodowym, a akurat taki tam działał, ale go to nie przekonało. Za to na przykład ja zostałam Misiem Mokrego Podkoszulka. A po powrocie do domu mieliśmy grill z polędwiczkami i innymi rzeczami, które się w Tesco ostały (karczek się niestety nie ostał).

DSCN0437W niedzielkę okrążyliśmy dwa razy jezioro w Lipuszu z dwójką śpiących dzieci (!) oraz ulubiony w zeszłym roku Babiniec. Pogoda nie była już taka upalnie plażowa. Był to też pierwszy dzień weekendu bez koktajlu z truskawek i jego brak się mocno dał we znaki.

Poniedziałek zaś upłynął nam na załatwianiu spraw organizacyjnych. Wciąż jeździliśmy na dwóch kołach zimowych, gdyż podczas własnoręcznej wymiany wykrzywił nam się lewarek i już nie podnosił. I od dwóch lat nie grało nam radio w samochodzie, więc spytaliśmy naszego mechanika, którego znamy z kościoła, kto by nam z tym radiem pomógł. W drodze do poleconego elektryka zapuściliśmy testowo kasetę Golców (bo innej w aucie nie było na skutek niedziałającego radia) i okazało się, ze radio gra! A nie grało bo jakiś mały technik podczas losowego wciskania klawiszy przełączył radio z trybu tape na inny! Na razie darowaliśmy sobie nowe głośniki, zobaczymy czy apetyt na muzykę da się zaspokoić tym jednym cicho działającym czy trzeba będzie dorzucić dwie stówki żeby cieszyć się jakąś obciachową muzyką (bo taką przecież lubimy) na mieście**.

A gdy oglądaliśmy podręczniki licealne*** w antykwariacie, zadzwoniono do Męża z wieściami. Wieści były takie, że publikacja- dzieło życia, cud nad CUDAmi, do którego link wisi na blogu od tylu lat, w końcu została zaakceptowana i to nie byle gdzie, bo w DSCN0470takim czasopiśmie, że gdybyście się choć trochę znali, to byście wszyscy zzielenieli z zazdrości (ćwiartki filadelfijskie i impakt faktory).  Nie chcę tu nikogo obrażać oczywiście, rzecz w tym, że czasopismo jest znane tylko w swojej branży, ale za to jest w niej w top 5 spośród bardzo wielu, bo dziedzina nie jest niszowa. Wynika z tego, że dzieło życia znajdzie się w dorobku do doktoratu, który Mąż już oczywiście skończył. A pisał go 19 dni bez dwóch godzin, co  wcale nie jest imponujące, bo w swej zuchwałości założył się z mnóstwem ludzi, że napisze w 2 tygodnie  i przegrał (przegrał między innymi złotówkę, o którą się założył). Ale jest niewinny, bo jeden tydzień pisania chodził codziennie na pół dnia na wykład i nie pisał wtedy. I w nocy też spał i nie pisał. I pół dnia spał codziennie i też nie pisał. I na weekend pojechał i też nie pisał. I Święto barszczu obszedł, więc w ogóle nie wiadomo kiedy pisał.

Potem jedliśmy kurczaki nad jeziorem (znowu niemowlę spało jak niemowlę i robiło to w samą porę), DSCN0534a potem jedliśmy świeże warzywa w domu. A potem pojechaliśmy do domu i po drodze zatrzymały nas mendy! Niby na kontrolę rutynowo-drogową. Ale nie zatrzymywali mercedesów i golfów czwórek a jedynie nasz biednie wyglądający Lanos  i inną biednie wyglądającą Felicję! I chcieli się przyczepić tego, że dowód rejestracyjny kończy nam się za 8 miesięcy oraz że fotelik czy aby na pewno przypięty bo jakoś tak nie wygląda (faktycznie nie wyglądał, ale był przypięty). Niepotrzebnie nas zestresowali. Powinni byli zatrzymać kogoś, na kim to nie zrobiłoby takiego wrażenia. Potem musieliśmy słuchać tych pożal-się-Boże-Golców (i śpiewać!) żeby się jakoś odstresować.

*Tak naprawdę to Antilopek zrewolucjonizował posiłki, bo w końcu dziecię sięga do stołu i nie potrzebuje rulonu z koca za sobą. A i sprzątanie zrewolucjonizował, bo nie ma szparek, w których zostawałoby wszystko. Niniejszym więc dziękujemy Mamie za Antilopek gdyby kiedyś to przeczytała.

**Tych Golców to akurat nie lubimy za bardzo. Oni byli w aucie przez przypadek, bo wpadli pod fotel i dzięki temu zostali. A odnaleźli się właśnie teraz, bo szukano mężowego telefonu pod fotelami. A telefon był akurat w kieszonce torebki, w której nikt by go nie szukał. Bo Mąż tak samowolnie pozbył się telefonu do zakazanej kieszonki, po czym telefon padł.

***bo Mąż chce sobie odkupić to, z czego sam się uczył gdyż jest taki sentymentalny i lubi posiadać, a nie posiada gdyż pożyczył i nie odzyskał.

DSCN0074

DSCN0364

DSCN0555

DSCN0652

DSCN0777

DSCN0849

Reklamy

3 Responses to Keep calm and watch wanilaski

  1. zuziaszulist says:

    Cieszę się, że ktoś wreszcie zrozumiał co czuję. 😀 U nas trochę lepiej i pobudki nawet co 2 godziny! A dzisiaj to nawet dziecko mi w wózku zasnęło, ot tak! Pierwszy raz w swoim prawie 14-miesięcznym życiu! 🙂
    Weekend zaiste przyjemny, rozumiem po dacie i wzmiance o święcie kościelnym, że to już dawne dzieje. Zazdroszczę bardzo, bo ja od tygodnia przebywam na wakacjach i jest zimno i ciągle pada, więc skracam je o tydzień i za to przyjadę jak się jakaś fala upałów zacznie czy coś, bo mogę tak!
    U mnie zamartwianie zawsze na zapas!
    Gratulacje dla Męża!

    • cytrynna says:

      Ursus do regularnych drzemek za dnia przystąpił późno, bo w wieku około 8 miesięcy, wcześniej tyle co w chuście. We śnie wózkowym nie gustuje, chociaż gdy padnie to da radę. Za to brat spał od urodzenia w wózku, a my chodziliśmy na długie spacery we dwoje. Straszna strata czasu, zero czytania!

      A te wakacje to gdzie? Czy może przypadkiem nad morzem w Trójmieście? 🙂

      • zuziaszulist says:

        Tleń w Borach Tucholskich, nad Wdą; bajka! Domek letniskowy babci i dziadka i z nimi te wakacje, a mąż w robocie. Ale Sopot zaliczyłam w pewien bardzo deszczowy weekend i też zamierzam tam wrócić. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s