Mentalny plasterek

DSCN0851O tym, że obchodzimy co roku 18 lipca można już było na blogu przeczytać (albo i nie). Dla tych, którym się szukać nie chce (lub nie znajdą) dodam tutaj informację, że jest to rocznica zupełnie niczego, przynajmniej w oczach osób postronnych. Bo dla nas akurat każda rocznica jest ważna. Ale bycie rocznicą niczego nie przeszkadza osiemnastemu lipca być rocznicą ważną. Coroczne obchody polegają na pojechaniu do Sopotu z kubełkiem umytych w domu borówek amerykańskich i przespacerowaniu się trasą sentymentalną. Ale w Sopocie ostatnio bywamy nader często, gdyż jadamy tam bardzo dobrą pizzę na stadionie w towarzystwie wyrwanego na chwilę z pracy w tym celu Męża, więc klasyczne obchody 18 lipca przeniosły się na jakiś dzień, a my skorzystaliśmy z upalnej letniej soboty i sprawdziliśmy, co da się z nią zrobić na Kaszubach. Licznik kilometrów zakleiliśmy mentalnym plasterkiem i udaliśmy się w trasę nie szczędząc ani środków ani rzecz jasna dystansu. Miało być z pompą. Jak na weselu. I to nam się udało. Z akcentem na ‚jak na weselu’.

Jako cel wybraliśmy sobie Stryszą Budę, czyli wieś, w której nie byłoby nic, gdyby nie było w niej DSCN0846tego, co jest. Na zupełne nic wskazuje zresztą nazwa wsi, ale wbrew oczekiwaniom znajduje się tam Kaszubski Park Miniatur i Park Gigantów. Rodzice zaoferowali nam zaprogramowany GPS, ale my lubimy prymitywnie, więc pojechaliśmy mając na podorędziu jedynie dosyć ogólną mapę i własne wyobrażenia o świecie. Pozwoliło nam to w jedną stronę zrobić 80 kilometrów zamiast podpowiadanych przez Google 48. A ani razu nie zawracaliśmy!

Dzień zaczął się leniwie, tak leniwie jak tylko może zacząć się deszczowa sobota u kogoś, kto ma przetrącony kark i niesprawne gardło. Tym kimś jestem oczywiście ja. Gdyby niesprawne gardło miał Mąż, musiałby przespać tydzień, ale ja jestem tu tylko Cytrynną i moje niesprawne gardło oznacza, że na nikogo nie mogę pokrzykiwać, więc właściwie to z punktu widzenia zainteresowanych tym pokrzykiwaniem jestem UNIESZKODLIWIONA. Zjedliśmy śniadanie na trawie pod domem a DSCN0833ja dodatkowo wypiłam moje kubki smakowe. Deszcz ustał, spakowaliśmy wałówkę, przebrania na wypadek zmoczenia (bardzo przydatne!) i na wypadek zmiany pogody, dwa wózki i dwójkę dzieci i pojechaliśmy do Kościerzyny, bo to przez Kościerzynę biegną wszystkie ścieżki. Pojechaliśmy tam trochę dookoła i przez las żeby się schłodzić, bo jak przystało na porządnych i ekologicznych obywateli, nie przykładamy ręki do globalnego ocieplenia używając klimatyzacji (ha! nawet jej nie mamy!). Powinna nam za to Unia dopłacać, bo w taki upał kosztuje nas to sporo komfortu.

Że coś jest nie tak, skumaliśmy się, gdy przyszło zjechać z drogi leśnej na drogę do miasta. Drogą, którą normalnie nikt nie jeździ, jechało dziś wielu. W końcu udało nam się zająć niechlubne miejsce za radiowozem i ruszyliśmy. W mieście przywitał nas korek. Zawróciliśmy na czyimś podjeździe (przyznaję, było jednak jedno zawracanie, ale malutkie) i pojechaliśmy do drogi mniej uczęszczanej. Tą mniej uczęszczaną dojechaliśmy do głównej, ale przed nami było kilku, którzy nie mogli się włączyć. Wtedy Mąż rzekł żebyśmy ominęli miasto i ja to zrobiłam za pomocą skrętu w lewo. W ten sposób trafiliśmy do Szarloty, w której zawsze świeci słońce. Nie, jednak nie byliśmy w Szarlocie, minęliśmy ją nawet nie spojrzawszy i pojechaliśmy na DSCN0841skrzyżowanie drogi kościerskiej z drogą, którą jechaliśmy. I tam znów było pełno aut. Ale przebiliśmy się jak to my. Nie będzie niespodzianką, jeśli napiszę, że gdy dobrnęliśmy do najgłówniejszej z dróg, okazało się, że koreczek mierzy bez mała 2 kilometry (tak mówią po fakcie Google) i musimy odbić w siną dal od miasta choćby to miało oznaczać nadłożenie kilometrów (zupełnie jakbyśmy ich jeszcze nie nadłożyli). W ten sposób dojechaliśmy do wsi Korne, w której upatrzyliśmy sobie apetyczny zajazd na smaczną kolację. Miałam chcicę na pierogi z jagodami. Jak każdy zresztą. Ostatni raz pierogi z jagodami jadłam w Augustowie w 2004, czyli niewątpliwie dawno. A oni je tam mieli. Zjedlibyśmy od razu, ale oba dzieci spały a należało im się trochę odpoczynku przed zaplanowanymi atrakcjami. Stąd ten plan na kolację.

DSCN1015Potem z okien samochodu zobaczyliśmy wszystkie perły Kaszub takie jak Stężyca, Gołubie, Szymbark i -znane wcześniej jedynie z napisu na drogowskazie- Ostrzyce. Ostrzyce okazały się być prawdziwym kurortem, z jeziorem widocznym z drogi, barami i autami na poboczach. Wkrótce dojechaliśmy na punkt widokowy, który wydawał się bardzo atrakcyjny, bo wczoraj o nim czytałam i wówczas dzieci się obudziły, więc mogliśmy oglądać widok wszyscy wraz zamiast oglądać go na zmianę. A potem już jechaliśmy prosto do celu, z tym, że z braku porządnych oznaczeń i z braku GPSa przez Kartuzy, co wydłużyło dystans o kolejne kilometry. Mąż miał chęć by zatrzymać się w położonym po drodze Sanktuarium w Sianowie, co było pomysłem dobrym i ubarwiło wycieczkę. Sianowo przygotowywało się do jutrzejszego odpustu i wieś zamarła DSCN0990w oczekiwaniu na niego. E, tylko chciałam użyć tego określenia. Wcale nie zamarła. Dekorowano plenerowy ołtarz i sprzedawano odpustowe cukierki. Kupiliśmy cukierki z eukaliptusa, które działały na gardło lekko pozytywnie. Przy nas nadjechała nawet ciężarówka z toi-tojami. Leciało fajne disco-polo ‚ja się w tobie zakochałem a ty nie chcesz mnie’. Czy Wy też lubicie disco polo? Nie żebyśmy sobie w domu puszczali,  nawet nie mamy na żadnym nośniku, ale lubimy jak gdzieś leci akurat. W podróży towarzyszyła nam dziś najlepsza kaseta Britney (wkrótce posiądziemy ją też legalnie na płycie, dziś krążek kosztuje 5 złotych i stać nas). Gdy wracaliśmy do domu, Sianowo było pełne aut, gdyż trwała akurat Msza przedodpustowa. A jeszcze dalej spotkaliśmy pieszą pielgrzymkę która do Sianowa szła z odległego o ponad 100 kilometrówDSCN1415 Miastka. Lubię pielgrzymki, gdy nie idą moim pasem (a ta nie szła). Ale my, drodzy czytelnicy jeszcze nigdzie nie wracamy, my właśnie dotarliśmy do Stryszej Budy i widzimy z daleka makietę Tupolewa. W tym emocjonującym momencie przerywamy relację i zostawiamy czytelników w błogiej niewiedzy kiedy też ten ciąg dalszy nastąpi, ach kiedy nastąpi. Czytelnicy mogą sobie czas oczekiwania umilić odwiedzeniem strony internetowej Parku Miniatur celem sprawdzenia, ile też bilecik kosztuje. Jak już to czytelnicy sprawdzą, to pewnie się zamyślą, czy zapłaciliśmy i weszliśmy czy dojechawszy na miejsce, obeszliśmy się smakiem.

DSCN1032

Reklamy

8 Responses to Mentalny plasterek

  1. zuziaszulist says:

    Makieta Tupolewa, jakie cudne!
    Otóż pofatygowałam się i sprawdziłam cennik i wiem, że byliście, bo widziałam zdjęcie. Wracając jednak do cennika, to bym nie poszła albo bym oszukała, że Starszak ma 3 lata. Wiem jednak, że Wy tak nie oszukaliście, bo jesteście do cna uczciwi. Zmierzam do tego, że drogo i ja bym wolała iść na pizzę. 😀

    • cytrynna says:

      Ja też bym oszukała, że starszak ma 3 lata, ale on wygląda na 5 i nie da się. Na szczęście w zoo i w Malborku do 4 lat jest za darmoszkę i w tym miesiącu pojedziemy. Musimy pojechać. Zaś w kwestii pizzy to Czytelniczka wie, że w sobotę nie istnieje pizza. Pizzę wydają tylko w poniedziałki i wtorki.

      • zuziaszulist says:

        Wiem, dziś idę! 🙂
        Z doświadczenia wiem, że ludzie bez dzieci nie potrafią ocenić ich wieku. Róża na przykład za darmo wchodzi na plac zabaw w galerii handlowej, a on jest za darmo do pół roku. 😉
        Czekam na maila od Was. 🙂

      • cytrynna says:

        I co? Podrożało, nie? 😦 Dowiedzieliśmy się na miejscu i nie było odwrotu. Nasz plan awaryjny jest taki, że supreme w poniedziałki za 20 zeta, ale na supreme nie ma pikantnej wieprzowiny, która jest taka dobra.

        Z tym placem zabaw do pół roku to dyskryminacja i wielka niekumatość opiekuna placu- przecież mało który półroczniak raczkuje, to jak korzystać? I jak nie rozpoznać?

        A z majlem to gruba sprawa, bo młodsza latorośl usnęła dziś o 23:20. Pewnie nie będzie długi, ale pewnie mimo to potrwa.

  2. zuziaszulist says:

    Szok! Byłam zdewastowana! To już niestety nie to. 😦 Ponieważ bardzo się już na pizzę nastawiłam, to wzięliśmy za 25, co jednak nie było aż takie przyjemne. Te poniedziałki to dramat, same beznadziejne te pizze. Ponieważ w naszej pizzerii znają nas i wiedzą, że jesteśmy dusigrosze, ale również wierni i stabilni, powiedzieli, że mogą dla nas wymieniać w pizzy jedne składniki na inne. Bo wymieniać można, jeśli jest tyle samo składników, będę więc mogła brać swoja ulubioną teksas. Dali nam na pocieszenie taką kartę, co to muszę zarejestrować i będę dostawać potem niby jakieś kody promocyjne i mnóstwo niepotrzebnego spamu.

  3. Maurycy Teo says:

    Bardzo się cieszę, że przeczytałem wpis. Bo mnie się tęskni za Kaszubami… Byliśmy jak wiesz niedaleko, ale nie dało rady podjechać. Ale mogę powiedzieć, że jest pewna nadzieja, że jak już napiszę pracę inżynierską, to potem, po rekolekcjach, mamy jeszcze tydzień do przeprowadzki. I może, ale to może, uda nam się zajechać na Kaszuby. Ciekawe co Wy na to?

    • cytrynna says:

      Maurycy powinien był kupić dom na Kaszubach zamiast dziś tęsknić.

      Czyżby Maurycy pisał licencjat i zawitał tu w akcie wielkiej prokrastynacji? Tym niemniej cieszę się. A skoro jest cień nadziei, to ja napiszę o miejscu do odwiedzenia na Kaszubach.

  4. Maurycy Teo says:

    Jeszcze chciałem dodać do wczorajszych wywodów wstawkę o disco-polo. Twoje wspomnienie przyniosło mi na myśl chwilę znad tegorocznego morza. Kupowaliśmy lody w budce, w której akurat panowie słuchali tego zacnego gatunku muzycznego. I trafiliśmy na utwór, który całkowicie oddaje powagę sprawy. Tekst brzmiał: „Nikt nie słucha, ale każdy zna, disco-polo, disco-polo gra”. Otóż rzeczywiście, nie słucham. Nie lubię i nie podoba mi się jak gdzieś usłyszę, ale są momenty kiedy wprawia mnie w głupawkę lub tylko rozbawia. Znam – to prawda. Ponieważ często gdzieś tam leci. Na przykład na szkolnych dyskotekach… Obiecałem moim uczniom, że jak będę opiekunem samorządu, to już nie będzie nigdy żadnego disco-polo na dysce. Niestety, tej obietnicy nie dało się dotrzymać… 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s