Kolorowe jarmarki

DSCN1235W ogóle już mi się nie chciało pisać tejże drugiej części, bo tak dawno i nieprawda, ale Mąż chory i potrzebuje wpisu by zdrowieć bo on się wpisami karmi, więc piszę.

Jak czytelnicy mogli wygoglać, wstęp do Parku Miniatur kosztuje 14 złotych od łebka, więc się pewnie zastanawiali czy weszliśmy, czy też może poskąpiliśmy i dojechawszy na miejsce, obeszliśmy się smakiem. Bo że ograniczyliśmy się co najwyżej do jednego parku*, to chyba oczywiste! Ale weszliśmy. Byliśmy przygotowani na wydatek i pogodziliśmy się z nim już dzień wcześniej. Sytuacja pogodowa wyglądała tak, że niebo z bezchmurnego zrobiło się lekko przedburzowe a upał zelżał w sposób istotny. W myśli pochwaliłam Męża, że taki skąpy, bo gdybyśmy kupili bilet na dwa parki i złapali burzę, to pochlast! Plan był,by spędzić tam przynajmniej dwie godziny, bo inaczej by się nie opłacało. Plan zrealizował się w prawie 200 procentach a burza dalej nie spadła.

DSCN1069Przyjechaliśmy i na parkingu nie było miejsc, bo dwa miejsca zajęła krzywo zaparkowana bejca, a 7 miejsc zajął autokar. Ale autokar odjechał zanim się rozmyśliliśmy. Przy okazji na parkingu odnaleźliśmy pobratyńca (już wkrótce wpis o pobratyńcach, nie przegapcie!). Rozłożyliśmy dwa wózki, bo każde nasze dziecko zadeklarowało, że chce wózek. Drugi wózek bruździł nam potem niemożebnie, bo używaliśmy w porywach jednego. Ja byłam tym rodzicem, który szedł krętymi alejkami pchając przed sobą jeden i ciągnąc za sobą drugi, a jednocześnie niosąc niemowlę. Mąż był tym rodzicem, który szedł przodem ze starszym synem i pokazywał mu świat. Ale nigdy więcej! Basta! Od teraz będziem szli z wózkiem dla chętnych i nosidłem dla tych, którzy na nogach jeszcze nie pójdą a wózek akurat odstąpią! Od dziś jest z nami Tula! Miała być na pewien górski wyjazd, ale Mąż akurat chory i górski wyjazd kiedy indziej.

Przy kasie starszak rzekł, że chce wieżę Eiffle’a. Mało charakterystyczna jest wieża Eiffle’a jak na pamiątkę z Kaszub. Powinien był chcieć sierakowicki ołtarz papieski (o tym dlaczego, w dalszej części tekstu). Ale wybrał co wybrał i my się ochoczo zgodziliśmy, bo pamiątki utrwalają wspomnienia. Zresztą sierakowickiego ołtarza chyba w Chinach nie robią. Więc byłby droższy gdyby był.

DSCN1129Nie będę nikomu wmawiać, że eksponaty zrobiły na mnie duże wrażenie. Wybraliśmy to miejsce dlatego, że zawsze kręcimy się wokół swojej wsi i w porywach jedziemy do Kościerzyny, a inne części Kaszub były nam zupełnie obce. Park miniatur jest poniekąd modny, albo przynajmniej must-see. A przynajmniej był kiedyś. Jeszcze w czasach naszej klasy widziałam u ludzi te zdjęcia z popychania miniatury krzywej wieży.

Arcydzieła architektury światowej zdawały się nie robić na dzieciach wrażenia. Stocznia Gdańska, Żuraw, kościół Mariacki- te owszem. Partenon, Mur Chiński**, Big Ben- te mogłyby nie istnieć. Statui Wolności pomogło to, że mamy ją na koszulce. Łuk Triumfalny wkupił się w łaski tym, że  można pod nim przejść. Może jeszcze tym, że jest to Ladefans z ulubionych i widzianych 200  razy Wakacji Jasia Fasoli. O wiele ciekawsze było jednak zdejmowanie łańcuszka ochronnego ze słupków. Dla młodszej latorośli to w ogóle nic się nie liczyło poza fajnymi w dotyku alejkami. Ale młodsza latorośl była tam za darmo. Wydawało się, że trudno będzie dobić do pełnych dwóch godzin gdy nagle oczom naszym ukazał się plac zabaw. I to było to po co tam przyjechaliśmy. Nie eksponaty, nie obiadek, nie zwierzątka (owieczki, kózki, osiołek, konik, sarenki i bawół), nie gabinet krzywych luster, nie zamek strachu (cienizna!), nie zakupiona pamiątka, nie popchnięta wieża, nie pocztówka z automatu (nie kupiliśmy!), tylko właśnie ten plac zabaw. Pierwszy rzut oka i widzicie jakąś plastikową zjeżdżalnię. Na zdjęcia wkradła się  jednak i trampolina (niezbyt duża, ściśle rzecz ujmując jednoosobowa). Jesteście sceptyczni?

DSCN1164

Rzućcie okiem po raz drugi. Widzicie to kolorowe dmuchane coś w tle?

DSCN1166

Tak, oczy Was nie mylą. To klasyczna zjeżdżalnia festynowo-odpustowa. Obecna na każdym jarmarku i zgarniająca krocie od rodziców. Czy nie raz nie płaciliście za nią jak za zboże? Czy nie jest ona w grupie obiektów klasy ‚7 złotych za 5 minut czegokolwiek’? Ona tam stała i była dostępna w cenie biletu wstępu do parku!!!!!!! Zobaczyliśmy ją i ucieszyliśmy się, że kasa wydana na bilet się zwróci potokiem zjazdów. Byliśmy pewni, że swoją atrakcyjnością przebije jednoosobową trampolinę DSCN1327wykorzystywaną przez naszą dwójkę jednocześnie. Czy tak się stało? Nie od razu. Nasz starszak podszedł, lecz nie spodobały mu się dźwięki (nie lubi hałasu). Przez długi czas nasze dzieci trzymały się trampoliny. A inne dzieci przychodziły i odchodziły. Rozumiecie to? Ludzie płacili za wstęp, przychodzili z dziećmi i nie dawali się tym dzieciom wybawić („Przemysław! Małgorzata! Do nogi!”). Z czasem jednak starszak popatrzył na dzieci zjeżdżające i postanowił spróbować. No i zabawa cieszyła bardziej niż hałas przeszkadzał. Oprócz nas jeszcze tylko jedna babcia pozwoliła wnuczkowi bawić się do woli w miarę długo. I jeszcze jedna pani z dziewczynką o imieniu Oli, która to Oli później okazała się być Oliwerem. Nie pokażę Oliwera na zdjęciu bo chronię jego dane osobowe.

Po dwóch godzinach i my opuściliśmy plac zabaw. Wszak mieliśmy jeszcze w planach pierogi z jagodami i gabinet luster, a i nie wszystkie eksponaty były zaliczone. Wówczas właśnie młodszy syn, który dysponuje mniejszą siłą przebicia mógł się nieskrępowanie przytulić do babci i dziadka i to na raz! Raczej rzadko mu się to zdarza. Pooglądaliśmy się w lusterkach jak kto by wyglądał gdyby mu się wydłużyły nogi lub brzuch lub gdyby schudł lub gdyby przytył lub rozciągnęła mu się głowa lub zagięła czasoprzestrzeń. A potem… no cóż, na kolejnym zdjęciu możecie zaobserwować, że starszak wędruje już za rękę. To dlatego, że chwilę wcześniej przewrócił ołtarz papieski z Sierakowic i wpadł do wody go otaczającej (woda otaczała ołtarz, starszaka otoczyła dopiero gdy wpadł).DSCN1362

Powrót do domu zajął nam co najmniej tyle samo kilometrów co droga ‚do’. Oczywiście zajechaliśmy do Leśnego Dworku na pierogi. Zgadniecie co nas spotkało? I czy zjedliśmy te pierogi? Tak, w Leśnym Dworku trwało wesele i pierogów nie było. Zjedliśmy je dopiero następnego dnia podczas poprawin, jedząc na własny koszt i słuchając muzyki na koszt państwa młodych. A w sobotę brzuszki musiały się obejść smakiem.

*Za 14 złotych wchodziło się do jednego parku, a za 20 do dwóch. Dzieci jakoś tam proporcjonalnie taniej.

**Czy to, że Mur Chiński piszemy dużymi a mur pruski małymi jest oznaką braku szacunku dla zachodnich sąsiadów?

DSCN1140

DSCN1092

DSCN1118

DSCN1189 DSCN1199 DSCN1280 DSCN1282

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s