Żeby sielawy stało się zadość

DSCN6543Mówię Wam, nasze małżeństwo się nie dobrało. Ja lubię leżeć na wygodnym łóżku i czytać książki, a Mąż lubi być poza domem. Ja się poza domem męczę i bez gorącej herbatki usycham, a on dusi się w pomieszczeniach (ma zrosty na płucach i twierdzi, że niejaki p. Rentgen może to udowodnić). Jak się dogadujemy na co dzień? Otóż Mąż znika na całe dni powszednie i pozwala mi w tym czasie pić herbatkę (ilość leżenia i książek regulują wtedy dzieci- regulują do zera), zaś weekendy i dni wolne od pracy spędzamy po mężowemu. Oznacza to ni mniej ni więcej tylko od świtu aż do zmierzchu poza domem, śniadanie na trawie i totalną rezygnację z herbatek. Nie jest jednak fatalnie. W porywach daje mi nawet pospać na kocyku.

DSCN6717Ostatnio Mąż lekko zachorował i dni wolnych przymusowo było więcej. Nie były to dobre dni, gdyż Mąż nie mógł opuszczać pomieszczeń i dusił się w nich. Ale w chwili obecnej kończy antybiotyk i kurację finalizujemy już na wsi. Przybyliśmy w czwartek i od razu udaliśmy się nad jezioro. W sumie to na miejscu Męża cierpiałabym bardziej z powodu niemożności wchodzenia do jeziora niż z wyimaginowanego duszenia się w pomieszczeniach (p. Rentgena do tej pory nie spotkałam). Bo wiecie, woda jest jak zupa, a on na brzegu.

Jezioro, które wybraliśmy na czwartek to nieduże jezioro Wałachy pod Wdzydzami, bardzo zaciszne i ustronne. Jest prywatne i ma właścicieli, których nie było. Czasami przejedzie tamtędy rowerzysta, ale w czwartek to akurat nie przejechał. Dzieci pluskały się przy brzegu, Mąż polegiwał na kocyku a ja się kąpałam, co świadczy zarówno o wysokiej jakości wody jak i o mojej młodości. Dla kontrastu w zeszłym roku do DSCN6823jeziora weszłam tylko raz. Z tym porównaniem do zupy lekko przesadziłam, bo woda była bardzo ciepła na powierzchni i bardzo zimna pod powierzchnią. Ale była na tyle świetna, że nauczyłam się tego dnia pływać na plecach (dotąd umiałam tylko żabką a położona na plecach natychmiast spuszczałam pupę w dół).

Na piątek wybraliśmy jezioro Strupino, które słynie z bycia jeziorem-rozrywką. Ale słynie też z latających wokół niego gzów, których ugryzienia swędzą bardziej. A już byliśmy nieco pogryzieni, o czym dalej. Mimo to wypakowaliśmy się nad Strupinem z samochodu, co zajęło mnóstwo czasu, gdyż mieliśmy mnóstwo rzeczy i upychaliśmy je na wózki. Już dojechaliśmy na plażę, już się przywitaliśmy z gąską i rozłożyliśmy koc, już dzieci polazły do wody i już ja polazłam w krzaki przebrać się w bikini, DSCN6887gdy nadeszli inni ludzie, w tym jeden facet. Pewnie nie wiecie, ale mam trochę za małą górę od stroju kąpielowego i ta obecność ludzi na plaży nie była mi na rękę. Ani na biust. Musieliśmy więc wrócić do auta i pojechać nad wypróbowane Wałachy. Wówczas dzień zrobił nam sok, który rozlał się na wycieraczkę z tyłu samochodu i pomoczył oraz oblepił wszystko, co dał radę.

Dzisiaj już nie eksperymentowaliśmy. Dziś było ekstra od rana. Dziś wchodziłam do wody bez uprzedniego zamaczania się. Mężowi dzień zrobił motylek, a motylkowi Mąż zrobił dużo zdjęć. Około 13. nad nasze puste zwykle jezioro przyjechał samochód, który nam powiedział, że o 15 będą tędy biegli. Nie wiedzieliśmy kto i co, ale nie zmartwiliśmy się wcale. Chwilę później przyjechały 3 auta właścicieli, ale to też nam nie przeszkodziło. Stwierdzili wprawdzie, że woda jest ciepła tylko do 50cm, ale to wiedzieliśmy. Stwierdzili też, że kwitnie,ale ani nie było tego widać, ani nie przeszkodziło to w kąpieli. Ani im ani nam. Gdzieś tam w międzyczasie zasnął maluszek, a po 15 faktycznie pobiegli… jakieś dwieście osób DSCN6963pobiegło, w tym Albus Dumbledore. Potem przyszli ludzie kibicujący i dwieście osób znów przebiegło tylko bardziej rozrzucone w czasie i przestrzeni. Przez tych kibicujących nie mogłam wyjść z wody, bo oni kibicowali przy nas, a ja wciąż  miałam za małą górę stroju kąpielowego. Kibice pożyczyli od nas wiaderko żeby polać Zibiego wodą gdy nadbiegnie. Mogliśmy odjechać dopiero gdy półmaraton się skończył. Potem zjedliśmy grilla, potem dzieci poszły spać a my pojechaliśmy do Wdzydz, które dziś obchodzą swoje święto sielawy i mają klimat. Mają kabarety i zimne piwo. Kabarety trochę żenujące a piwa i tak nie pijemy.  Nie mieliśmy grosza przy duszy, ale i tak było świetnie. Trochę się całowaliśmy.

A przechodząc do meritum wpisu, to komary rypią. Komarów są tysiące i duży ichDSCN6921 odsetek przebywa w naszym ogródku, a reszta tam,gdzie chodzimy gdy opuszczamy ogródek. Zabezpieczyliśmy się i kupiliśmy Ziajkę na komary za dyszkę, ale ona nie działa wcale. Nasze maleństwo zostało pogryzione najbardziej. Maleństwo za dwa dni jedzie w góry i chciałoby już nie być więcej gryzione. Czy czytelnikom nie szkoda maleństwa? Niech się ino czytelnicy zrzucą na coś lepszego przeciw komarom dla maleństwa. Chciałam podać numer konta na zrzutkę czytelniczą, ale podobno jest dużo oszustów, o których się ludziom nie śni, więc w sprawie numeru konta piszcie na priv. Jeśli każdy czytelnik da zeciszka, to akurat uzbieramy.
Ponadto mile widziane polecenie produktów, które zabezpieczą maleństwo przed rypaniem komarów skutecznie.

DSCN6699

DSCN6805

DSCN6815

DSCN6982

DSCN6832

DSCN6874

Reklamy

2 Responses to Żeby sielawy stało się zadość

  1. zuziaszulist says:

    Jestem zupełnie w plecy z komentarzami tutaj, żal mi ogromnie i mam nadzieję powoli nadrabiać, choć czytam wszystko, jak zawsze, po trzy razy. Moje lenistwo jest jednak tak duże, że okazało się większe niż sił starczyło, żeby stukać w klawiaturę.
    Ja dokładnie rozumiem z tym Mężem, bo ja z moim jesteśmy dokładnie tak samo niedobrani. On uwielbia „biegać, skakać, latać, pływać, w tańcu w ruchu wypoczywać”, jak mawiał klasyk. Tyle tylko, że mój góruje nad Twoim tym, że jak wyrusza w teren, to dziecko bierze ze sobą, zawsze! Daje mi to bardzo wiele odpoczynku, wolnego czasu i w ogóle zadowolenia. Polecam!
    Pogryziony Ursus faktycznie strasznie. Niestety nie polecę żadnego specyfiku, gdyż takiego nie używam. Mnie komary nie gryzą nigdy i dziecka mego również. Męża za to bardzo, ale nie pomaga nic! A czemu on tak na twarzy? Może po prostu moskitiera na wózek?
    Bardzo mnie w tym wpisie zaciekawił jeszcze Dumbledore i czekam na rozwinięcie tematu.
    Chętnie zetkę prześlę, możecie podać numer konta w mailu, w którym mi wyślecie ten komentarz obiecany. 😉

    • cytrynna says:

      Miło nam Cię ponownie gościć Panno Swawolna w podwojach bloga. Mój Mąż także zwykł zabierać Ursus na te swoje spacery wiosną (i wracało zmarznięte dziecko). Ale z nastaniem pory ciepłej moja taryfa ulgowa przeminęła. Z tą twarzą to nie pomoże moskitiera, gdyż Ursus jest dzieckiem ciekawym i nie zdzierży. A jeśli chodzi o Dumbledore’a, to miał długą białą brodę i żadnych innych znaków szczególnych, nawet okulary nie te, ale pewnikiem był incognito. Dobry fan jednak rozpozna, a my za takich się uważamy. Nie mamy fotki gdyż Mąż nie zrobił gdyż jemu jednemu ze wszystkich biegaczy nie wypadało. Oczywiście nawet gdyby go na fotce uwiecznić, to pewnikiem by sobie z niej poszedł, jeśli to był on. A jeśli chodzi o mail to zaraz napiszę, bo mam godzinę, gdyż Mąż idzie spać a ja muszę powiesić pranie które dojdzie za godzinę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s