Herbatka w mieście Breslau

DSCN7251Cofnijmy się w czasie do 11. sierpnia. Zapomnijmy o dodatkowych miejscach w przedziale. Jest piąta rano a my jesteśmy we Wrocławiu i czeka nas szałowy upalny dzień. Przyjechał z nami ból głowy, ale jechał na gapę, buahahaha. Odpoczęliśmy już po jeździe pociągiem i wysiadaniu z niego. Podjęliśmy heroiczną decyzję o niewymiotowaniu do śmietnika na peronie na oczach pasażerów pociągu do Kudowy. Idziemy zanieść bagaże do skrytki i miasto będzie nasze.

Gdy tylko przekręciliśmy kluczyk, okazało się, że Mąż ma na nogach buty ciężkie, a sandałki właśnie spoczęły w skrytce i wyjmując je zmarnujemy 12 złotych. Mąż poprosił o zakup gumowych laczy,bo najbardziej lubi chodzić w takowych i była to dobra prośba, bo potencjalnie klapki za dychę i jesteśmy 2 złote do przodu względem otwierania skrytki, a jeszcze mamy klapki.

DSCN7284Nie wiem,czy Wy się orientujecie, gdzie we Wrocławiu o szóstej rano można kupić gumowe klapki za dychę? My nie wiedzieliśmy. Szwendaliśmy się po mieście aprobując jak ładnie połączone jest stare budownictwo z nowym i trochę tylko się dziwiąc gdzie ach gdzie jest to centrum. Brak centrum bardzo nam doskwierał,bo nigdzie nie było ławek, a my potrzebowaliśmy, gdyż Mąż chciał zjeść śniadanie na ławce. O 6:45 dotarliśmy na basen i pod basenem ławka się znalazła. W końcu i tak siedzieliśmy na schodach żeby dotrzymać kroku naszemu małemu towarzyszowi, który siedzieć nie potrzebował. Mąż zjadał swoje śniadanie, a ja, która miałam nieczynny żołądek, zjadałam tylko kabanosy z łakomstwa. Po półgodzinie opuściliśmy basen. Znaleźliśmy też mapę i okazało się, że nie jesteśmy w centrum z tego prostego powodu, że wyszliśmy z dworca nie na tę stronę torów. Jak już naprawiliśmy błąd, to ja bardzo pilnie zapotrzebowałam siusiu. Na co DSCN7286dzień jesteśmy w lesie i mogę potrzebować zupełnie nieskrępowanie, prawie jak ptak, więc jak już potrzebuję to potrzebuję pilnie. Ale w mieście potrzebować trudniej. Znaleźliśmy wprawdzie Arkady Wrocławskie, które miały Almę czynną od ósmej, ale ósmej jeszcze nie było. Posiedzieliśmy na ławce czekając na tą ósmą, a wówczas wkroczyliśmy do sklepu i dziarskim kroczkiem powędrowaliśmy do kibla. Przy kiblu spotkaliśmy panią sprzątaczkę, która była uprzejma stanąć niczym Rejtan w drzwiach i nas poinformować, że kible są od dziewiątej czynne. Wkurzyłam się bardzo. Poszłam na inne pięterko i wiecie co? Na innym pięterku kible były po prostu zakluczone. Siusiu już mi prawie tryskało uszami, ale Mąż nie stracił zimnej krwi. Przerzucił mnie sobie przez mentalne ramię jak mityczny Wiking swoja Brunhildę i również mentalnie zaniósł do Starbunia. Starbunia naprzeciwko którego siedzieliśmy na ławce pół godziny wcześniej! Nigdy jeszcze nie byłam w Starbuniu tylko o nim słyszałam, że jest taki wielkomiejski i trendsetterski. Mąż bywał tam z szefem, z którym za państwowe piniondze zjechał Europę* i wiedział, że herbata kosztuje tam 2 Euro,czyli drogo.

DSCN7334Sympatyczny Paweł ze Starbunia otworzył nam drzwi tak jakby na nas czekał i weszliśmy. Mąż zamówił herbatkę a ja zrobiłam jedyną słuszną rzecz, czyli siusiu, które uczyniło dzień pięknym (znaczy zrobienie siusiu a nie samo siusiu, w ogóle mi się to sformułowanie nie podoba, ale cenzor kazał zostawić). Mimo że Mąż należy do tych dziwaków które w najgorszą pogodą usiądą na dworze i będą czerpać słońce, tym razem on sam zajął kanapę w klimatyzowanym wnętrzu. Zajął kanapę i odpłynął, bo Mąż w pociągu to nie pospał gdyż syn pana z chłopcem (czyli chłopiec) zajmował większość miejsca w przedziale i Mąż nie miał gdzie nóg wyprostować. Wkrótce odpłynął i Ursus, a ja zmieniłam getry, w których podróżowałam na krótkie jeansy pozyskane z markowych spodni Męża poprzez obcięcie ich nożyczkami. Posmarowałam buzię filtrem, napisałam DSCN7335Mężowi na karteczce, że idę po laczki, wsunęłam mu do kieszeni telefonik i poszłam. Szłam sobie a herbatka ze Starbunia działała cuda z moją bolącą głową. Zamiast gumowych klapek kupiłam Mężowi sandałki w Dajśmanie. Wróciłam a Mąż dalej spał. Wypiłam drugą herbatkę. Mąż wstał i powędrowaliśmy w upał. Starbunio zrobił bardzo dobre wrażenie. Bo wiecie, nikt nas nie przepędził mimo że Mąż tak mało reprezentatywne spał. W Norwegii i w Bydgoszczy** nas przepędzili (z centrów handlowych) za leżenie na ławce. I ta herbatka taka pomocna.

Za rogiem sprzedawano soki jabłkowe prosto z wyciskarki w cenie 1,50 za kubeczek! Mąż wypił dwa. Ja nie wypiłam ani jednego bo nie moja odmiana jabłuszek. Pomyśleliśmy, że kupimy sobie taką wyciskarkę do domu, ale jednak nie, bo to droga rzecz (8 stówek). Zrobiłabym zbiórkę czytelniczą na wyciskarkę, ale niedawno DSCN7340zbieraliśmy na komary i czytelnicy nie mają tyle by co chwilę nam przelewać. O 10:27 odkryliśmy Mekkę dla przybysza,czyli księgarnię Dedalus***. Dedalus był słabo klimatyzowany, a upał tak duży, że mdlałam z gorąca, ale Ursus spał, a piętra książek były dwa i każdemu było tam dobrze. Spędziliśmy w księgarni godzinę i zrobiliśmy tylko naprawdę niezbędne zakupy (wszak wszystko można kupić przez internet). Dostało mi się między innymi Milczenie Owiec, które lubię. Niedawno widzieliśmy wszystkie filmy o Hannibalu, ale przeczytałam dopiero 2 książki z czterech, bo pozostałych nie miałam****. Milczenie Owiec to idealna powieść na podróż, bo jest wciągająca, ale jednocześnie dzięki znajomości fabuły bez trudu można się od niej oderwać, co sprawia, że nie popsuje taka wyjazdu. Bo gdy osoba o słabej woli się wciągnie, to nie ma jej dla współmęża. Z tych powodów książka wzięta z domu była zła i Milczenie Owiec było jak znalazł. W Dedalusie przewrócił nam się wózek pod ciężarem. Było to jedno z miliona wywróceń wózka na tym wyjeździe. Na ogół wózek wywracał się bez dziecka, ale nie zawsze. Na szczęście wisiało na nim zawsze tyle rzeczy, że nawet gdy wywracał się z dzieckiem, to nikomu nie działa się krzywda.

DSCN7364Z księgarni poszliśmy na kolejną ławkę odpoczywać. Pogoda była taka, że nie bardzo szło robić coś innego niż odpoczywanie. Odpoczywały babcie na balkonach i odpoczywaliśmy my na ławce. Pewnie odpoczywali też inni gdzie indziej. Jedliśmy morele żeby wózek był lżejszy, ale niewiele to pomogło,bo moreli był tylko kilogram, a wózek i tak się przewracał. Gdy minęła dwunasta, ruszyliśmy na poszukiwanie naszego obiadku. Lokal był akurat nieklimatyzowany i musieliśmy zostać na wierzchu. Nasze potomstwo źle znosiło upał i cały czas o tym informowało. Chłodziliśmy je w łazience, ale to niewiele dawało. Zamówiliśmy sobie do jedzenia to, co uznaliśmy za najbardziej charakterystyczne. Oni tam mają taką shoarmę tylko taniej i bardzo dobre sosy oraz ogromne DSCN7494porcje frytek. Zamówiliśmy też leczo zwane adżapsandałem, dodatkowy sos i dodatkowe frytki. Napełnialiśmy brzuszki a talerze się opróżniały i tak mijał czas, a niezadowolenie potomstwa rosło. W końcu talerze były puste i trzeba było iść dalej. Najgorsze, że nie było już miejsca na deserek. Bo w Chaczapuri podają tort Marlenka, który od tego roku umiemy zrobić sami, ale jednak przepłacone smakuje lepiej. Nikomu się nie chciało brnąc przez upał, więc przypadkowe trafienie na drugą filię Dedalusa było niczym wygrana na loterii. Zwłaszcza, że druga filia Dedalusa była lepiej klimatyzowana. Mieli tam też inne książki o tej samej parze bohaterów tego snu o Warszawie, który tak lubimy.
W kąciku z tyłu tuż pod kamerą mieliśmy taborecik i próbowaliśmy zakarmić nasze maleństwo na drzemkę, ale ono nie chciało. W ogóle nie doceniając klimatu miejsca ani przyjemnego chłodu darło ryja. Cóż, Ursus miał wyraźnie dość, a my mieliśmy dość Ursusa. W końcu musieliśmy DSCN7464opuścić przyjemny przybytek nie dokonując zakupu, czego do dziś żałujemy (ale będziemy żałować krótko,bo zaraz po publikacji tego wpisu pójdziemy na zakupy do internetu). Wówczas, w przedsionku przewrócił nam się wózek (bez dziecka) i krople goryczy rozlały się wszędzie. Zrobiło się fatalnie. Mąż poważnie rozważał powrót do Gdańska. Na szczęście zobaczyliśmy kobietę chodzącą po mostku między dwoma wieżami jakiegoś kościoła hen hen wysoko. Postanowiliśmy tez tam pójść i to uratowało wyjazd. Wejście kosztowało wprawdzie 5 złotych za każdego, ale cel był kościelny i mogliśmy zostawić choć na chwilę ten okropny przewracający się wózek i to u księdza, więc bezpiecznie. Szliśmy i szliśmy, schodów było najpierw 156 cementowych i potem jeszcze 87 drucianych. Lęk wysokości miałam bez przerwy. Ale widoki DSCN7515były oczywiście warte 5 złotych i miliona schodów (156+87=milion). Powymienialiśmy błyskotliwe uwagi na temat Wrocławia i zeszliśmy na dół celem zwiedzenia pobliskiego domu handlowego, takiego klasycznego Społem jaki jest i w Zakopanem. Tam kupiliśmy jeden kubeczek z misiami, jedną tanią książkę i kilka bułek i bananów i już był czas iść na pociąg. Mieliśmy niewiele ponad pół godziny, zero biletów, bagaże w skrytce a przed sobą długą drogę. Po drodze musieliśmy jeszcze napoić niemowlę i napojone niemowlę zasnęło w nosidle. Odnaleźliśmy dworzec, który wyglądał jak zamek Lego z 1978  Z sukcesem nabyliśmy bilety w automacie (bez kolejek, ale trudniej!) i jakimś cudem odnaleźliśmy skrytki bagażowe. Kątem oka zauważyłam, ze nasz pociąg ma odjechać z peronu czwartego. Do odjazdu było mało czasu, ale szanse na zdążenie pozostawały wciąż spore. Już mieliśmy przekręcać kluczyk w skrytce, gdy okazało się, że ów kluczyk nie pasuje. Wpadliśmy w panikę. Zanim panika nas całkiem zjadła, skumaliśmy się, że po prostu się pomyliliśmy i próbowaliśmy do skrytki włożyć klucz od mieszkania, który akurat przebywał w tej samej kieszeni torebki. Podczas DSCN7608łapania bagaży obudziło się niemowlę, gdyż chwytając łożeczko przygniotłam mu nóżkę. Sytuacja przedstawiała się tak, że niosłam niemowlę z przodu, plecak z tyłu i łóżeczko oburącz też z przodu a Mąż resztę. Wybiegliśmy z windy i na tablicy przeczytaliśmy, że pociąg, który stoi na czwartym peronie nie jest naszym pociągiem o 17:05, ale pociągiem do Jeleniej Góry o 16:16 (a nasz też miał jechać przez JG). Mieliśmy 5 minut! Ten do JG był zatłoczony, ja pobiegłam z plecakiem, dzieckiem i łóżeczkiem obejrzeć inne perony czy się może nie pomyliłam a Mąż został odesłany do pociągu JG żeby go w razie czego zatrzymać. Ale ci z pociągu JG rzekli, ze nie są naszym pociągiem. Na żadnym innym peronie nie było naszego pociągu. Poziom paniki dorównywał poziomowi spocenia. W końcu zapowiedzieli, że ten nasz pojedzie wyjątkowo tego dnia z peronu piątego. Na peron piąty nie wjeżdżała winda. Gdyby nie panika, to można byłoby usłyszeć też, że odjedzie 20 minut później, ale panika zagłuszyła ten uspokajający komunikat i na pociąg biegliśmy. Bardzo spoceni i bardzo DSCN7633panikujący wbiegliśmy do bardzo mocno klimatyzowanego pociągu. Na szczęście nie przypłaciliśmy tego zdrowiem. Na uwagę zasługuje jedynie fakt, że nasze małe dziecko przespało tylko około pół godziny z niemal 4-godzinnej podróży i że z naszej części pociągu zniknęła większość pasażerów. Ludzie chyba nie przepadają za dziećmi. A potem znaleźliśmy się w Szklarskiej Porębie i tam nie było komarów a niemowlę gdy tylko rozpoznało swoje łóżeczko, to zasnęło jak na niemowlę przystało i wynagrodziło trud dźwigania mebla. O tym, czego zapomnieliśmy z domu, napiszę w następnym odcinku naszych górskich przygód.

*Konkretnie to był ten Mąż z szefem raz w Barcelonie i raz w Zielonej Górze, buahahaha.
**Właśnie wyszło na jaw, że nie powstały wpisy o Norwegii ani o Bydgoszczy a to takie rewelacyjne wyjazdy były. Pewnie jak tylko uporam się z cyklem wpisów o Chłopięcym Raju, to mnie zaprzęgną i do tego. I jeszcze o Kaszubach jak spędziliśmy lato- na szczęście jeden zbiorczy zadowoli moich mocodawców,tfu chlebodawców, mocy to ja nie mam. A w przypisie to mogę sobie pisać ile chcę. Bo mam tęęęmoooc.
***Z naszych studenckich pobytów w Krakowie słaliśmy paczki, bo zakupy w Dedalusie były nie do udźwignięcia. Dzisiaj, w dobie tanich przesyłek, rzecz nie do pomyślenia by robić duże stacjonarne zakupy.
****Milczenie Owiec tez czytałam ale tak dawno, że już nieprawda.

DSCN7362

DSCN7491

DSCN7372

DSCN7601

DSCN7421

DSCN7527

DSCN7609

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s