Luty miesiącem Misi!*

DSCN1445Pamiętacie jak zostałam foczką? Jak mi politechnika zafundowała semestr basenu? Skakałyśmy z foczkami w wodzie w rytm takiej muzyki, że brak słów (dlatego nie ma tu zgrabnego sformułowania). Prawdopodobnie kilogramy gubiłam na potęgę a zdrowia mi przyrastało, ale niewiele już pamiętam z tamtego czasu. To było wieki całe i jedną ciążę temu. Potem obiecano mi, że po porodzie znów pójdę na basen. Tyle razy musiałam się wstydzić przed doktorem, którego żona po trzech porodach jest zgrabna, że gdyby mi nagle wypadła pochwa, to już bym ze wstydu do doktora nie szła, lecz czekała rok na wizytę w Enefzecie.  Ale gdy przyszła jesień i niby można było iść na basen, wkroczyliśmy na ścieżkę remontu Misiego Domku, potem się wprowadziliśmy, potem Mąż zasuwał żeby z czymś tam zdążyć a ja szukałam lodówek i innych brakujących rzeczy wieczorami w internetach, potem powalił nas rotawirus, potem Mąż pisał doktorat żeby zdążyć z nim na lipcową radę wydziału (zdążył na wrześniową), potem rozpoczęło się przedszkole i nowa sytuacja życiowa sprawiła, że nikt nie myślał o mnie. A potem odezwały się moje plecy i wtedy zauważono, że nie dość, że pokrzywiona to jeszcze grubawa jestem i że przecież już półtora roku wcześniej miałam na ten basen pójść.

Jednocześnie Mąż planował zakupić sobie karnet na bliski jego pracy basen, na który już kiedyś chodził. Bo i Mąż ma pokrzywione plecy. Karnet kosztował 1500 złotych na rok i był nielimitowany. Mąż nie kupował karnetu, gdyż nie nawykł do wydawania tak dużych sum pieniężnych samodzielnie. Ponadto nie bardzo chciał startować z karnetem na cały rok gdy tak rzadko bywał w pracy (Mąż ma dwie prace i ta, która nie jest przy basenie zajmowała tyle czasu, że gdy już pojawiał się w tej obok basenu to wyjście na basen nie było możliwe, bo ludzie z całego świata, od Meksyku po Indie go rozchwytywali. Więc Mąż postponował wydatek. Dzwoniliśmy regularnie na basen pytać, czy promocja się może nie kończy. ZDSCN1446apewniali nas że na razie nie kończy, że do końca roku potrwa. ,

A potem przyszły wydarzenia, które kazały nam zapomnieć o basenie na kilka dni i wtedy właśnie promocja się zakończyła.6 stycznia zdjęli ją ze strony! Mąż zauważył to siódmego i zaraz tam poszedł, ale pracownicy mieli związane ręce. Pani dzwoniła do szefa, a szef pozostał nieubłagany. Mówił, że pozapromocyjna cena (1800 zł/rok) i tak jest na granicy opłacalności i że niet. Następnego dnia próbowała szefa przekonać pani, która pracuje tam najdłużej i też niet. Tym sposobem Mąż pozostał bez basenu.

Zatrzymajmy się na chwilę na rozumowaniu szefa. Gdyby Mąż był jedynym klientem i trzeba było płacić pracownikowi za obecność na basenie podczas wizyt Męża i sprzątanie po Mężu lub wymieniać wodę w basenie co wizytę bo Mąż miałby pchły lub onanizował się do basenu co jest ostatnio modne na Zachodzie, to rzeczywiście taki Mąż nie opłacałby się jako klient. Ale Mąż byłby jednym wielu klientów i byłby obsługiwany zbiorowo, więc mieć o jednego klienta więcej lub go nie mieć, to chyba jednak jest interes szefa. Chyba, że szef osiągnął granicę progu podatkowego i Mąż miałby sprawić, że szef musiałby zapłacić wyższy podatek, wtedy należałoby zwrócić szefowi honor a jednocześnie nakazać mu zamknąć kasę basenu jeszcze w styczniu.

DSCN1449Motyw szefa basenu skojarzył mi się automatycznie z sytuacją z dzisiaj. Mianowicie dzisiaj jak to przy niedzieli, nasza rodzina zawitała do Maczka. Poszliśmy oblewać albo raczej objadać nowy zakup, który zasadniczo jest tematem tegoż wpisu, ale jeszcze tego nie widać. W Maczku zamówiliśmy między innymi frytki. Do małych frytek potrzebne są dwa keczupy, a nawet dwa i pół. My dwa keczupy dostaliśmy do dwóch porcyjek frytek. Od razu poprosiłam o więcej keczupu, wszak nigdy nie skąpili i to keczup a nie sos barbaki, więc naprawdę no. Zresztą pamiętacie, że frytki to tylko takie łyżeczki do keczupu, no nie? Wówczas pan spojrzał na moją tacę i rzekł, że do jednej porcji przysługuje jeden, a każdy następny kosztuje zeta! Zeta! Kumacie? Gdyby nie nasza zapobiegliwość, to kasa wydana na drugie frytki byłaby kasą zmarnowaną, bo frytek bez keczupu zjeść się nie da, ale jesteśmy zapobiegliwi akurat w sam raz i wprawdzie nie mieliśmy w torebce butelki keczupu marki Włocławek, ale za to mieliśmy w aucie 3 brakujące szaszetki keczupu marki Maczek. Postawą pana jestem zbulwersowana i mam nadzieję, że mu te złotówki zarobione na dilerowaniu keczupem rantem w gardle staną. Oczywiście poza tym życzę panu bardzo dobrze.

Byliśmy dzisiaj w outlecie. Dawno temu kupiliśmy Mężowi w outlecie buty i pękły mu podeszwy na piętach i wpadały kamienie przez te dziury. Buty wymieniono od ręki na nowe w kwietniu, lecz te znów pękły, a nam nigdy nie było po drodze. Czasem byłoby po drodze w niedzielę, ale Mąż nie uznaje niedzielnych zakupów (czym bardzo utrudnia życie). Tym razem jednak nas przycisnęło, bo po raz kolejny uznano naszą reklamację i musieliśmy ją DSCN1460sfinalizować przed końcem miesiąca. Byliśmy więc i Mąż zmierzył wiele butów, a dzieci w tym czasie wysypywały kredki i było bardzo fajnie. Ostatecznie dopłaciliśmy 80 zł i Mąż ma teraz buty z inną podeszwą, która być może nie pęknie od razu. A gdyby nawet pękła, to nowa gwarancja liczy się od dzisiaj i w ogóle się nie zmartwimy. Ale to nie buty byliśmy objadać. Gdybyśmy objadali buty, zrobilibyśmy to w innym Maczku i z pewnością nie musiałabym naruszać naszej samochodowej rezerwy keczupu.

Otóż gdy 7 stycznia zdjęto promocję, a 8 stycznia szef odmówił po raz drugi, rozpoczęliśmy przeszukiwanie okolicznych basenów pod kątem lepszej oferty. I znaleźliśmy. Tyle że w ogóle nie na rękę osobie niezmotoryzowanej. Ale za to dla kogoś z autem jak ja to spełnione marzenie. Tyle że ja to z kolei nie mam czasu za bardzo. Czas bez dzieci to mam właściwie tylko nocą. Mam auto, którego nie ma Mąż, ale to on ma to coś, czego nie mam ja, a co jest kluczowe. On, nawet gdy jest zarobiony po pachy, to jednak ma to minimum swobody, o którym ja mogę jedynie pomarzyć. Ale Mąż jest bardzo dobry i mnie kocha.

DSCN1461Mieliśmy kupić talon na 10 wejść na aqua aerobik ważny przez miesiąc. Żebym zrzuciła to nieliczne sadło, o którego istnienie się mnie podejrzewa, a którego nikt nie widział. I żebym zregenerowała obolałe plecy. Promocja obowiązywała do dzisiaj. Wczoraj jednak zajrzawszy do internetów ponownie natknęliśmy się na coś dużo lepszego. Otóż odkryliśmy promocję nielimitowanych wejść na basen, aqua aerobik saunę i siłownię również ważny przez miesiąc i niewiele drożej. Bardzo się wahałam, bo już te 10 pojechań to wiele, ale Mąż bardzo chce żebym była najładniejsza, najzgrabniejsza i najlepiej wnosiła zgrzewki wody na trzecie piętro, więc niniejszym ogłaszamy luty miesiącem Misi!

Na basen będę jeździła na 21:15, chyba że Mąż wróci wcześniej. Mam więc szanse wypełnić wszystkie domowo-dzieciowe obowiązki. Chyba że czasem ktoś popilnuje młodszego dziecka w dzień i że ospa jednak nie przyjdzie, to może czasem pojadę w dzień.

Czy widzicie na poniższym zdjęciu ten wuszer na zajęcia indywidualne z trenerem? Mąż, zanim kupił, upewnił się, że trener będzie mężczyzną. Mąż by chciał, żebym do basenu wchodziła w stroju dwuczęściowym. Mąż chyba widzi we mnie też kobietę a nie tylko swoją personalną kucharkę i opiekunkę jego synów.

*Wybrano luty, bo jest najkrótszy…

DSCN1463

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s