Krótka opowieść o tym, jak nie dotarliśmy w Bieszczady

DSCN9178Wpis ten powinien był powstać prawie miesiąc temu i wówczas byłby aktualny. Teraz aktualny w żadnym razie nie jest, ale wciąż ma szanse zachęcić kogoś do wyjazdu na wakacje. Nawet jeśli macie dzieci, stary samochód albo mało zarabiacie.

Właściwie to ja nic nie zarabiam. I nie oszczędzaliśmy przez cały rok z myślą o wakacjach, bo niby jak*. A samochód ma 17 lat i podczas tej podróży stuknęło mu 200 tysięcy.

Pretekstem do podróży był ślub kuzyna w okolicach Sandomierza. Pomyśleliśmy, że skoro już nas zaproszono, to szarpniemy się na prezent i pojedziemy. Wszak z Pomorza nie jechał nikt bardziej reprezentacyjny i lepiej obeznany z savoa vivrem od nas, więc mieliśmy szansę nie tylko wypaść relatywnie dobrze jako przedstawiciele Pomorza, ale i odnowić relacje rodzinne. Zdradzając przedwcześnie, że na ślub dotarliśmy i tym samym burząc napięcie, powiem, że przed kościołem stało jeszcze jedno auto na gdańskich numerach, ale później okazało się, że koleś je dopiero co kupił.

DSCN9181Jako, że Sandomierz leży rzut beretem od Bieszczad i praktycznie w linii prostej na drodze od nas do owych Bieszczad, pomyśleliśmy, że jest to niebywała okazja by odwiedzić tę osławioną krainę, o której poeci śpiewają takie ładne piosenki. Czy ktoś spośród romantyczniejszych czytelników nie chciał mieć bukowego domu, budzić się o 4 nad ranem i wędrować po zielonych wzgórzach nad Soliną? A kto z Was jako dziecko nie uczył się śpiewać o bieszczadzkiej ciuchci?  Jakimś cudem całą romantyczność naszego związku spędziliśmy w Tatrach jedynie słuchając piosenek o Bieszczadach. Ale przecież gdy ma się dzieci, można nadrobić takie zaległości, prawda?

We wtorek 19 lipca wyruszyliśmy. Był to idealny dzień na podróż, gdyż był pochmurny ale nawet gdyby taki nie był, to i tak jechalibyśmy tego dnia. Chciałam jechać o piątej rano, bo słyszałam, że jak ma się dużo do przejechania, to powinno się wyruszyć wcześnie**. Jednak dzień wcześniej zarwaliśmy noc, więc nie mogliśmy się spakować wieczorem. Padliśmy o 22 (też dobrze, bo przed podróżą należy wyspać się). I nastawiliśmy budzik na 6. Rano, oprócz DSCN9186pakowania i przygotowywania warzyw i owoców na podróż, czekało nas jeszcze zamawianie prezentu. Było niesamowicie sprytnym posunięciem, że zamówiliśmy prezent na adres pana młodego, dzięki czemu nie musieliśmy go ze sobą wozić i uważać. Upychanie tobołków w aucie nie należało do najłatwiejszych. Ale tu znów było sprytnie. Siatki z ubraniami i bielizną każdy miał osobne i opisane na wierzchu. Przez całą podróż mieliśmy dzięki temu porządek. Wyruszyliśmy o 10:30, ale tylna szyba była w pełni przejrzysta, co jak wiadomo jest istotne podczas wyprzedzania a ja na autostradzie wyprzedzałam ciągle, ale znów wyprzedzam fakty i burzę napięcie.

Mieliśmy do przejechania 778 kilometrów, więc uznaliśmy, że szarpniemy się na autostradę, żeby połowę przejechać szybko. Ogólnie uważam, że autostrada to jest super sprawa, bo to takie jakby ubezpieczenie od mandatu. Gazu w zbiorniczku mieliśmy na około 200 kilometrów, czyli słabo, bo mogliśmy mieć zapas na 300 km, a kto jechał ten wie, że na autostradzie drogo. My nie jechaliśmy wcześniej, więc nie wiedzieliśmy, że jak nie ma konkurencji, to ceny nie są konkurencyjne. Gaz na autostradzie był o dobre 30% (albo i jeszcze więcej) droższy niż na statystycznej stacji.

DSCN9191 Po drodze zatankowaliśmy gazu na dodatkowe 100 kilometrów licząc, że dalej będzie taniej. Ale kiedy zajechaliśmy na Lotos pod Kutnem, to okazało się, że ów Lotos jest jakby stacją widmem i sprzedaje tylko PB95 oraz ON gdyż chyba dopiero powstawał a chciał już zarabiać. A potem długo nie było stacji. A gaz przecież cały czas się spalał. Kiedy więc zobaczyłam reklamę Shella na drodze na Warszawę, pomyślałam, że zjadę, zatankuję po cenie poza-autostradowej i wrócę. To był gwoźdź do trumny dla naszej podróży w Bieszczady. Droga „na Warszawę” nie była zwykłym zjazdem z A1, lecz skrzyżowaniem z A2. A reklamowana stacja Shella okazała się nie chcieć nam sprzedać gazu, gdyż gaz właśnie im dostarczano i miało to potrwać jeszcze godzinę. Załamka! Byliśmy niby w połowie drogi, ale musieliśmy jechać tą niechcianą A2 co najmniej do następnego zjazdu a widzieliśmy na mapie, że A2 właśnie odbija w górę. Szczęśliwie nikt nie pobierał tam opłat, a już wkrótce pobierać będą, bo widzieliśmy znaczki. I szczęśliwie kończący się gaz wciąż był w pojemniczku. 14 kilometrów za feralnym Shellem zatankowaliśmy na stacji Bliska po cenie zupełnie konkurencyjnej. Po czym spytaliśmy GPSa co robić a on nam odpowiedział.

DSCN9196Wróciliśmy na A2 i pojechaliśmy nią w kierunku A1. Wróciliśmy na A1 i jechaliśmy nią dalej na południe czy gdzie tam akurat wiodła. Pomyśleliśmy, że zamiast do Wetliny w Bieszczadach udamy się do Szczawnicy w Pieninach***, która jest 100 kilometrów bliżej i do której dłużej jedzie się autostradą a krócej innymi drogami. A jazda autostradą była korzystna gdyż Lanos pędził po niej praktycznie sam. Z trudem udawało mi się nie przekraczać 120km/h, które stanowią moją comfort velocity.

Jakimś w ogóle nieplanowanym i niechcianym cudem trafiliśmy do Sosnowca, który z pewnością nie jest na drodze autostradami z Częstochowy do Krakowa. Nie wiem, czy zmęczenie nas jakoś tłumaczy. Mąż wprawdzie był pilotem, ale nie używaliśmy GPSa, bo GPS był w tablecie, a nie mamy ładowarki samochodowej do tabletu**** a  chcieliśmy by nam wystarczyło baterii blisko celu, gdzie oznaczenia dróg nie są takie precyzyjne. Słuchałam więc drogowskazów nad drogą i byłam pierwszym oraz drugim pilotem. Mąż był pilotem na urlopie. Wszak to on pracuje na co dzień.

DSCN9235W tym Sosnowcu wydawało się (na podstawie obliczeń), że jesteśmy 40 kilometrów od Krakowa, ale byliśmy dwa razy dalej. Ponieważ myśleliśmy, że jesteśmy blisko, to spytaliśmy miłego pana na stacji czy warto pchać się na autostradę, a on powiedział, że nie i że lepiej pojechać dziewięćdziesiątką czwórką na Olkusz. Byliśmy mu bardzo wdzięczni bo był taki miły i tak dobrze nam poradził. A trumna zabijała się dalej gwoździami.

Dziewięćdziesiątka czwórka wiodła przez wsie i trzeba było uważać. W Olkuszu odpoczęliśmy, zjedliśmy kolację i kupiliśmy sobie soczki oraz wodę w Biedrze. Wtedy też, chwilę przed 20-tą rozpoczęliśmy poszukiwanie noclegu. Nocleg się znalazł i to nie losowo wybrany z googli ale jeden z wstępnie wybranych jeszcze w domu. Ruszyliśmy dalej. Mąż oglądał nawigację i zażartował, że nawigacja ostrzega przed policjantami. Nie wiedziałam, że to żart i zwolniłam naprawdę. Policjantów też po chwili minęliśmy naprawdę. Z odpowiednią prędkością.

DSCN9255Bo wiecie, policjanci mają taką właściwość, że gdy widzą Lanos przekraczający prędkość dozwoloną o 20km i audicę przekraczającą prędkość o 50km to wolą zatrzymać Lanos, którego kierowca prawdopodobnie chętniej przyjmie mandat. Boimy się policjantów.

Jechaliśmy dalej, ale dziewięćdziesiątka czwórka ciągnęła się jak krew z nosa a aż do zmierzchu bałam się policjantów. Potem, chociaż GPS chciał nas skierować inaczej, posłuchałam drogowskazów i wjechałam na jakąś obwodnicę Krakowa, na której oczywiście musiały się odbywać roboty drogowe uwieńczone korkiem. Straciliśmy cenne minuty. A potem Zakopianka, którą zwykle pokonujemy autobusem, okazała się być zbyt kręta, by pędzić. Musiałam być ostrożna. GPSowi odbiło i w ogóle nie wiedział, gdzie jest Lubień, w którym mam zakopiankę opuścić. Musiałam ufać sobie. Kolejnym pechem, który nas spotkał był samochód kempingowy, który zjechał z dwupasmówki tuż przed nami i uparcie nie przekraczał 50km/h. Jechałam za nim tylko 10 kilometrów, ale wydawało się, że jest to wieczność. Na szczęście on pojechał prosto tam, gdzie ja skręcałam.

DSCN9279Reszta trasy przebiegła spokojnie. Zamiast podręcznikowych 700 km przejechałam 791, ale się udało. Na miejscu zamiast pokoju 3-osobowego czekał na nas apartament 3-pokojowy w cenie 35 złotych od osoby, czyli bardzo tanio. I pościel jak w domu.

BCD*****

*Ostatecznie nie wyjaśniłam tutaj, skąd nas stać na podróż mimo iż ja nie zarabiam i nie oszczędzaliśmy. Niech chociaż ten element buduje napięcie.

**W kolejnym odcinku poznacie Małgosię z Mazur, która to potwierdzi.

***Nie był to full-spontan albowiem do Szczawnicy zamierzaliśmy pojechać po ślubie kuzyna.

****Tak naprawdę to możliwe, że nie działa gniazdo zapalniczki.

*****Będzie ciąg dalszy

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s