Industrialnie

DSCN8939Cytrynna i Mąż wymaszerowali dziś w samo południe na spacer. Dziecko zostało kompleksowo obsłużone tak, aby na dwie godziny mu wystarczyło. Cytrynna w miarę dostępnych środków i swoich możliwości spróbowała przebrać się za damę. Ubrała kapelusz z przeceny w Top Secrecie, który zawiewał się z wiatrem i sukienkę, którą sama uszyła. Szli pod wiatr obserwując i fotografując wiosnę, ostatniego bałwana, pierwsze przebiśniegi, pierwsze pąki, pierwsze biedronki, pierwsze krokusy, pierwsze krzewy baziowe i takież drzewa. Także pierwsze koty marcowe. Z czasem doszli do opustoszałego TIRa i Cytrynna postanowiła zaprezentować na nim sukienkę na wypadek gdyby nie było lepszych sposobności. Z czasem doszli na ulicę Wiosny Ludów, która nazywała się tak apetycznie i wiosennie, że Cytrynna postanowiła ogołocić się do sukienki po raz kolejny i zapozować w nieco industrialnych plenerach. Niebo było bardzo niebieskie i chociaż fotografa mało interesowała gra świateł i profesjonalizm, modelka nadrobiła wszystko:)

kolaz1

prawie jak kowbojka

DSCN8988

od stóp do nóg

DSCN9001

DSCN9005

DSCN9007

DSCN9015

Reklamy

O krecie na łące

DSCN8177Uszyłam sukienkę. Zajęło mi to 4 wieczory, czyli bardzo dużo, ale efekt był zniewalający. Był. Zniewolił i przeminął. Do wczoraj byłam zachwycona i wniebowzięta, ale nic dziwnego, w końcu wczoraj ją skończyłam. W ledwo ukończonej, jeszcze ciepłej udałam się wraz ze Stasiaczkiem mimo mrozu do Ikei. Dobrze, że była ciepła, bo na dworzu tak było zimno, że aż dziecko w wózku stało co by tyłka sobie nie zmrozić. Dziecko nie uznaje rękawiczek, ale z tym staniem  w wózku to jednak pokazało, że ma instynkty. Jeździmy do Ikei co najmniej raz w tygodniu, bo tam sprzedają lampy, których nam ciągle mało. Jeździmy autobusami, gdyż tak jest sympatyczniej. Mąż jadący nam z naprzeciwka nawalił, bo przepuścił eskaemkę i przyjechał na styk. Na styk też dojechaliśmy do celu.

33Nie było już czasu na sesje zdjęciowe w nowej sukience na ikeowych kanapach, ledwo zdążyliśmy zebrać potrzebne lampy i już wracaliśmy, bo zamykali.  Sesja zdjęciowa odbyła się więc w domu. A w domu nie ma ani kanap z Ikei ani nawet wolnej ściany. Następnym razem spróbuję fotek na tle drzwi albo może na klatce schodowej, która zaimituje finezyjnego lofta. Tym razem jest jak jest.

Przedstawiam więc sukienkę-łąkę. Jest bardzo kwiecista, a ja jestem z niej zadowolona. Wykorzystałam górę modelu 125 z Burdy 5/2011, który podobał mi się od bardzo dawna. Przy pierwszej przymiarce odstawał gdzieniegdzie, ale ja przytomnie wyłapałam dwa takie miejsca odstawania i dokonałam w nich poprawek. Wszystko wydawało się ładnie przylegać. Dół jest po prostu przymarszczony.

Przyszywałam go ściegiem 1,5 mm żeby się nie rozjeżdżał. DSCN8173Materiał jest z takich nieuwzględniających poprawek, bo każda wypruta nitka pozostawia po sobie włókna i zmechacenia. Niestety poprawki były i to w 1,5-milimetrowym, również nieuwzględniającym poprawek szwie. Na sam koniec odgadłam, który rękaw jest prawym, a którym lewym i prawidłowo je wszyłam, chociaż były to moje pierwsze rękawy w karierze krawieckiej. Ponieważ struktura materiału na to pozwalała, a ja za podszywaniem nie przepadam, to dół wykończyłam maszynowo. Z rękawami i dekoltem się jednak postarałam, żeby było ładnie i niewidocznie. Zamek też się zupełnie przyzwoicie przyszył i nie zacina się. Samego ustalenia długości dokonał Mąż z kawałkiem listwy podłogowej jako miarką. DSCN8169Moim zdaniem wcale nie jest równo, ale sama odmierzając odległość od pasa nie zrobiłabym tego lepiej.

Co jest nie tak? Dekolt! Już wczoraj przejawiał oznaki niedopasowania, albo wręcz luzu. Dziś z każdą minutą stawał się luźniejszy. Poza tym materiał pod wpływem kurtki skołtunił się tam gdzie się z kurtką stykał. Może błędem było przerabianie pseudo-fizelinowej zasłonki przypominającej agrowłókninę na sukienkę. Ale cóż miałam robić jak była taka kwiecista?

Zakładam sukienkę po raz pierwszy. Mąż: wyglądasz jak łąka. Gdybyś była łąką, to ja chciałbym być kretem.

DSCN8162

z przodu

 

bDSCN8161

z boku

Landrynka

staranne wykończenie wnętrza i niesprane jeszcze ołówko-ślady

Technicznie i o szyciu. Z cudnej słodkiej landrynkowej poszewki na kołdrę uszyłam sobie sukienkę prezentowaną w Burdzie 5/2011 (model 108b). Od samego początku fascynowały mnie te cięcia i w końcu sama je wypróbowałam. W materiale dominuje róż, ale jest i biel, i łosoś, i pomarańcz, i zieleń, i wrzos, i turkus, i żółty… W dobieranie wzoru na ciętym materiale nie bawiłam się, mimo że ilość na to by pozwoliła.

U Marchewkowej i jeszcze gdzieś (niestety nie pamiętam, gdzie) czytałam, że dekolt oryginału jest łódkowy, że na plecach dużo materiału zostaje i odstaje- ogólne wrażenie jakie z lektury wyniosłam, to że dekolt trzeba zmienić. Spróbowałam to zmienić i nie narzekam. Nie jest idealnie, ale ja sobie ledwo radzę z dotrzymaniem wykroju, zachowaniem symetrii i w ogóle, a o przerabianiu do tej pory nawet nie myślałam. Precedensem w moim szyciu jest, że szwy schodzą się dokładnie tam, gdzie powinny, a nie pół centymetra obok albo jeszcze gorzej. Zawdzięczam to dokładnemu pilnowaniu narysowanych linii. Zamek kryty jest całkiem ukryty i udało się go przyszyć równo i w talii i przy dekolcie, ale dla tej równości poprawiałam dekolt:)  Podkroje pach, w których też mieszałam, nie w pełni mnie satysfakcjonują, odnoszę wrażenie, że góra przypomina męską podkoszulkę, ale całość zaciera to nieprzyjemne wrażenie.

Jest to pierwsza z moich sukienek, w których chciało mi doprowadzić wnętrze do stanu oglądalnego. Odszyłam dekolt drugą stroną poszewki, równie słodką, chociaż mniej mi się podobającą. Materiału zostało mnóstwo na słodkie sukienki dla przyszłej córeczki lub córeczek. Poza dekoltem zupełnie nic nie musiałam zmieniać. Pierwsza przymiarka była jedyną potrzebną- następne odbywały się już tylko dla przyjemności. Z wykonania jestem absolutnie zadowolona, z samej sukienki na 4, bo nie ukrywa niezbyt płaskiego brzucha. Ale mogłam to sama przewidzieć. Nie przewidziałam.

Zdjęcia na niewyszukanym tle, bo zaczynało już padać.

ukryty zamek kryty

równo schodzące się szwy