Stąd do Sierakowic

DSCN9551Dwa dni temu zaczęłam pisać wpis o naszych świętach, naszych gierkach małżeńskich i naszych choinkach. Ale krótko przed północą przyszli goście, gdyż, o czym przeczytacie w dalszej części, prowadzimy dom nader otwarty. Wyobrażacie sobie gości, którzy przychodzą, gdy człowiek już zdjął wszystkie krępujące jeansy i gorsety? Kończyłam ów wpis wczoraj, lecz wówczas goście znów zawitali do naszej kuchni i chociaż to nie ja jestem osobą społeczną w naszym małżeństwie, to towarzyskie pogawędki Męża skutecznie uniemożliwiły mi pisanie. Mąż się emocjonował jak stąd do Wołomina albo przynajmniej jak stąd do Sierakowic i nie mogłam pozostać obojętna. Dziś jednak wracam do was z tym oto zachęcającym wstępem i słuchajcie czytajcie, gdyż powtarzać nie będę.

DSCN9561Oto krótki wpis o Świętach. Z istnienia tego wpisu wynika, że w tym roku Święta się odbyły. Bywało, że Święta odwoływane były zaraz po Wigilii albo dzień po i wtedy wpisów nie było, ale tym razem minęły w całości i nieodwołalnie. Mieliśmy pojechać na wieś, ale jakoś tak wyszło, że nie pojechaliśmy. Mieliśmy pojechać już w piątek, ale pomyśleliśmy, że pojedziemy  w sobotę, a w sobotę pomyśleliśmy, że już nie warto, zwłaszcza, że tak pada. Nie żałujemy, bo mamy pod nosem dominikanów, u których Msze są najlepsze, a to akurat ważne gdy trzeba iść do kościoła  przez trzy dni pod rząd. Mamy też 3 choinki, które stoją w linii prostej. Jedna u dzieci jest taka sobie, niska, słabo oświetlona i ma mało bombek. Nocą po kryjomu dowieszam po kilka, ale za dnia wracają do mnie, gdyż rada młodszych przyjęła, że bombek może być tylko tyle ile powieszono na początku. Więc biedna taka ta choinka. I przepłacona. Jest to fejka z Ikei. Normalnie kosztuje stówkę, nas kosztowała 40, bo taka promocja była i my ją wyczailiśmy, ale gdybyśmy poczekali z zakupem na 23. grudnia, to byśmy złowili ostatnią za 19,99, bo akurat przechodziliśmy obok, gdy ostatnia tyle kosztowała.

DSCN0025W przedpokoju stoi najładniejsza choinka ever. Tą to kupiliśmy najlepiej jak się dało. Rok temu w Obi daliśmy 30 złotych za przecenioną krzywą choinkę świerkową w doniczce. Była tak krzywa, że wymagała grubej warstwy kartonów pod sobą, żeby stać prawie prosto. W 2012 za świerk od znajomego leśnika przyszło nam zapłacić 50 złotych. Przez dwa kolejne lata inwestowaliśmy w jodłę, bo jodła taka burżujska i niewiele droższa niż wspomniane 50 złotych, lecz jodła wysychała marnie przed 2 lutego a jednak kosztowała i nie pachniała. Tej zimy postanowiliśmy mieć świerk wraz ze wszystkimi jego cechami. Świerki kosztują 5 dyszek, bo tyle ludzie dadzą. Byliśmy na targowisku i stoisk było kilka, jodły piękne i regularne za stówkę rozdawali. A świerki też kosztowały, bo ludzie zapłacą. Jeden pan nam rzekł, że jego świerki kosztują od 40 złotych do stu. Zasmuciło nas to, bo 40 to sporo, ale inny pan na to samo pytanie odparł, że u niego są za 25. Wszystkie świerki miał za 25, a wśród nich nasz taki regularny. Tanio. Przeszliśmy się jeszcze kontemplacyjnie i wróciliśmy a ten nasz dalej stał i czekał. Bardzo podejrzane. Gdyby było gdzie stawiać, to byśmy kupili więcej. Ale nie było gdzie stawiać, bo u nas na biurku stoi sztuczna fejka z Ikei za 60 zł (większa od tej dziecięcej i pierwotnie wyceniona na 149,99). I stoją sobie te nasze choinki w linii prostej, a sucharowaty żart matematyczny głosi, że przez trzy punkty można zawsze poprowadzić prostą jeśli będzie to DSCN0027prosta wystarczająco gruba.

Jeśli chodzi o wygląd choinek, to fejka z naszego biurka jest bajkowa i eklektyczna jak zawsze nasza choinka zwykła być gdy mieliśmy jedną. Są na niej bombki różowe i niebieskie oraz łańcuchy czerwone. I lampki kolorowe. Większość dekoracji nietłukąca, gdyż część potomstwa jest przekonana, że bombki to takie piłki. Większość dekoracji pochodzi z przecen w Obi. Lubimy przeceny. Ta sama część potomstwa, która myśli o bombkach jak o piłkach, to myśli też, że może bezkarnie zamieniać bombki między choinkami i robi to.

A wracając do przedpokoju, to dzięki posiadaniu przedpokoju nie musimy w tym roku wyłączać ogrzewania w pomieszczeniu choinkowym. A dzięki posiadaniu trzech choinek jedną mogliśmy przeznaczyć do bycia stylową. Nasza główna choinka jest złota i jest ładniejsza niż wszystkie złote choinki które mam w folderze ze złotymi choinkami na pulpicie.  DSCN9596Kupiliśmy sztuczne poinsecje i poprzyklejałam je pistoletem z kleju do wstążeczek i one choinkę zrobiły. Każdy, kto przychodzi, zachwyca się. A prowadzimy obecnie bardzo otwarty dom, otwarciejszy nawet niż nasze preferencje, więc zachwytom nie ma końca.

Porzucając choinki i to, co pod nimi się znalazło, dochodzimy do soboty. Przy sobocie postanowiliśmy skorzystać, że starszy syn wyszedł, a młodszy akurat zasnął i udaliśmy się do pokoju potomstwa, w którym nie dość, że jest dywan (w przeciwieństwie do salonu), to jeszcze był ten pokój akurat wolny (w przeciwieństwie do sypialni) i rozłożyliśmy się tam z grą Carcassonne. Po raz pierwszy w Misim domku, gdyż dawno dawno DSCN9709temu grę zarzuciliśmy. Musieliśmy zarzucić, gdyż była przeraźliwie nudna. Mamy dwie wieże i nie stosowaliśmy reguł z żadnego dodatku, albowiem owe reguły generowały złe emocje. A ileż można układać kafelki pokojowo?

Nadchodzi jednak sylwestrowa noc i być może przyjdzie nam pograć, więc pomyśleliśmy, że sobie urządzimy taki sparing, że dołożymy reguł z dodatków i poćwiczymy. Włączyliśmy przede wszystkim dodatek opactwo i dodatek zamki. I złe emocje się posypały. Nie z mojej strony oczywiście, bo ja jestem dojrzała i mi na punktach już nie zależy aż tak jak kiedyś. Ale Mąż, który zawsze był dojrzalszy, okazał się nie wytrzymać napięcia związanego z odebraniem mu punktów za okazałe i obszerne DSCN9929miasto. Sytuację uratował mały Ursus, który cichaczem skończył swoją drzemkę i bezceremonialnie wparował do pokoju gier. Przez chwilę dawał się powstrzymać przed przemarszem przez planszę, ale ani ścieżka książek w salonie, ani skrzynia aut brata go nie zachęciły. Wzgardził nawet pozostałymi pięcioma kolorami pionków z naszej gry. Jedyne, co go interesowało, to czerwone i zielone ludziki, których akurat używaliśmy. Wyobrażacie sobie mojego dojrzałego Męża, który mówi, że chamstwo, żem brzydka i różne takie podobne wrzuty? To zawsze były moje kwestie. Nawet go pytałam, dlaczego tak brzydko się zwraca do ukochanej osoby i czy na punktach mu tak zależy, a choć słowa te zrobiły na nim jakieś wrażenie, to na punktach dalej zależało.

Kolejnego dnia drzemki małego Ursusa znów próbowaliśmy grać i gdy miałam 100 punktów przewagi, bo za coś tam zgarnęłam je potrójnie, a potem jeszcze zbudowałam zamek pod mężowskim miastem, znów nadszedł potomek i cała radość gry wyparowała. Więc dzisiaj czytamy sobie o feblikach i słabostkach dla odmiany. Bo ja wprawdzie wiem już kto jest tym Feblikiem, ale Mężowi jak się na głos nie przeczyta, to on sam nie da rady. On ma oczka tylko do pracy.

DSCN9988

DSCN9932

DSCN9933

DSCN9937

 

DSCN9942

DSCN9979

zeszłoroczna krzywa choinka

Reklamy

Niedzielny kierowca

DSCN4146Kiedy Cytrynna i Mąż poszukiwali wehikułu dla siebie, widzieli oferty niejednego takiego, którym „dziadek tylko do kościoła jeździł”. Cytrynna ze swojego dzieciństwa z kolei pamięta tłumy samochodów napierających na kościół i próbujących do  niego wjechać. Współcześnie cytrynnina rodzima parafia ma nawet frontowe wejście z parkingu. Ona sama nie ma aspiracji na jeżdżenie tylko do kościoła, jest taka fajna za kierownicą, że powinna jeździć cały czas za wyłączeniem jazdy do kościoła, bo kościoły są tak blisko, że nie ma co.

Wczoraj jednak, kiedy miała odbyć dwie podróże, okazało się, że ich zielony mustang nie odpala. Szczęśliwie zbiegło się to w czasie z propozycją najlepszego znajomego, że w jedną z zaplanowanych podróży zabierze on swoich przyjaciół. Już już mieli odmawiać i się wdzięczyć, że może to oni jego, bo przecież po drodze i och, ach, ale chcąc nie chcąc musieli skorzystać z tej jakże miłej oferty. Tym sposobem znów jechali turkusową limuzyną z beżowym wnętrzem.DSCN4119

Celem wczorajszej wyprawy było położone na obrzeżach mieszkanie W., w którym regularnie odbywają się spotkania planszówkowe. R. przywiózł Smallworld, a W. miał Bang. Gdy chłopcy grali w to pierwsze, Cytrynna sprytnie wycofała się do opieki nad Stasiem, bo gra miała mnóstwo zasad i była bardzo kolorowa, zbyt skomplikowana jak dla matki małego dziecka. Później, gdy jeden chłopiec sobie poszedł a postanowiono grać w Bang, musiała Cytrynna wziąć udział w rozgrywce jak ten przysłowiowy dziadek do brydża czy innego pokera. Tym sposobem Staszkowi pozwolono być samopas i to okazało się zgubne. Cwaniak wziął się za żucie jednego kafelka growego i zdestruował go. Przez to nieszczęsne wydarzenie małżeństwo czuje się zobowiązane odkupić właścicielowi grę.W efekcie posiądzie własną grę, a odda tylko jeden kafelek. Właściciel wprawdzie zapewnia, że kafelek jest nieistotny, ale wiadomo- nie można folgować i korzystać z kurtuazyjnych zapewnień. Staszek wczoraj sprzeniewierzył 6 dyszek i tylko faktowi, że małżeństwu gra się nawet spodobała, DSCN4145zawdzięcza, że nie sprzeniewierzył ich bezpowrotnie. W ferworze około-Stasich wydarzeń nikt nie zauważył, że wszystkie rozgrywki we wszystkie gry wygrał Mąż.

Z kolei poranną wycieczkę z dnia wczorajszego musiała rodzina zamienić na przejażdżkę tramwajową, która Staszkowi do gustu nie przypadła. Marzł biedaczek tak, że poliki mu  purpurowiały a na ręce łaskawie pozwolił wsunąć niekrępujące ruchów rękawiczki. I nawet dwa czisy w Maku jedzone przez każdego z większych i oddawane także DSCN4086mniejszemu nie uratowały sytuacji w drodze powrotnej. Podróż z wujkiem to był jednak o niebo lepszy komfort. Zwłaszcza, że Stasiaczek ma sympatyczną zabawkę kupioną na wagę przez mamusię. Jest to lusterko śpiewające, które rozjaśnia ciemność dziecka w ciemnym samochodzie. I mama śpiewa razem z lusterkiem. „Mirror, mirror, help me find…”.

Dzisiaj, gdy Staszek był u babć na obiedzie tak zdrowym, że mama by nigdy takiego nie zrobiła, bo mama wierzy, że większość zdrowia zapewnia duża ilość snu, a dopiero resztę te obiady u babć, rodzicom przyszło zająć się zmarzniętym akumulatorem zieloniutkiego. Jest to wyjątkowo dobry akumulator, bo zieloniutki dobrze używa swoich akumulatorów. Z pierwszego korzystał niezawodnie przez 12(!) lat, a teraz ma drugi, który państwo sprawili mu na swoją pierwszą rocznicę ślubu. Drugi akumulator też nigdy nie zawiódł, bo państwo, żyjąc na wsi,  wyjmowali skrzyneczkę zawsze, gdy nie planowali podróży i trzymali ją w cieple. Cytrynna opanowała wykręcanie do perfekcji. Tym razem jednak wyglądało na to, że w końcu i ten nowy niezawodny zawiódł. A nie mógł sobie stać taki zawiedziony, bo nadchodził poniedziałek a miejsce zaparkowania było miejscem płatnym poza weekendem.

DSCN4299Tutaj na scenę wchodzi sama Cytrynna i resztę opowie w pierwszej osobie jako uczestniczka opisywanych zdarzeń.

Żal mi było moich zgrabiałych łapek, które są takie suche, bo nie lubię ich smarować, gdyż kremy się nie wchłaniają. Łapki marzły na samą myśl o zdjęciu rękawiczek i wykręcaniu nieszczęsnego akumulatora. Już nawet zaplanowaliśmy gdzie akumulator umieścimy, żeby Stasia nie skusił. Już zaczerpnęliśmy informacji, skąd zdobyć prostownik (z samochodu taty na parkingu u pana Leszka, prawe drzwi). Nie posiadamy własnego prostownika, ponieważ nigdy nie był nam potrzebny i uważamy go za rzecz zbędną. Pomyślałam jednak, że wsiądę i spróbuję odpalić, bo przecież stoi już pół dnia na słońcu i to nie kosztuje i a nuż odpali. Odpalił oczywiście. Za pierwszym razem, jak zawsze. Być może miał wczoraj grypę jako i mama moja oraz mama matki chrzestnej, obie zupełnie niezależnie. Nikt nie ma do zieloniutkiego pretensji, ale na wypadek gdyby wczorajsze niedomaganie było niedomaganiem akumulatora należało jechać go rozjeździć.

Należy jeszcze czytelnikom wiedzieć, że akurat mieliśmy prawie 3 godziny, bo mieliśmy iść do kina na randkę małżeńską jak nasi znajomi z Warszawy. Pozakinowe miejscaDSCN4227 randkowe także znajdują się w promieniu 5 minut pieszo. Innych, średnio odległych miejsc randkowych nie znamy, bo nie bywamy. Znamy jeszcze tylko Sopot, który znajduje się 14 km od celu do celu. Skoro samochód odpalił, to ruszyliśmy bez zbędnego zastanawiania. Lanos próbował mnie zniechęcić do siebie tak jak w dniu zakupu, gdy na dużym skrzyżowaniu nie chciał dać sobie wrzucić trójki, ale zatrzymałam się i dwa razy przećwiczyłam WSZYSTKIE biegi i on zrozumiał, że ja wiem, co robię i był już posłuszny. Jechałam i jechałam, zmieniałam pasy, rozpędzałam się, by zdążyć na zielonym lub turlałam się powoli na widok czerwonego, by w efekcie nie redukować biegu do jedynki, lecz ruszyć za ślamazarną kolumną z dwójki. Delektowałam się pustymi pasami i możliwością ich płynnego zmieniania. Mąż się trochę utemperował i tez rozumiał, że należy chwalić. Gdzieniegdzie bąkał, że chyba zmieniam pas choć nie zmieniałam, ale na drogach zwężonych o pokłady śniegu mogło mu się zdawać. Było bardzo sympatycznie. Bez trudu znalazłam drogę na której już raz pilotowałam, a którą ze dwa razy jechałam też jako nie-pilot (jechaliśmy potocznie zwanym pasem nadmorskim, bo inaczej-po prostej to żadna atrakcja).

Okazało się, że nie będzie żadnych problemów z parkowaniem i nie musimy się skrycie zakradać na tyły urzędu miejskiego, w które wtajemniczył mnie dziadek-geodeta i stały bywalec DSCN4149tegoż urzędu. W niedzielę nawet w Sopocie parkowanie nie kosztuje. Zrobiłam pętelkę by wrócić na przeoczone miejsce i wysiedliśmy. Odwiedziliśmy Carrefour, w którym kiedyś kupiliśmy multum wody, gdy Stasio był jeszcze świeżynką nieujawnioną. Poszliśmy na Monciak. Szliśmy prędko w dół chcąc szybko osiągnąć pijalnię czekolad, ale zatrzymały nas gofry w atrakcyjnych cenach. Pożywieni popędziliśmy na molo, bo wydawało się, że jest ciepło. Rzeczywiście było cieplej niż dwa tygodnie temu i cieplej niż w kwietniu, bo nie wiało. Wiatr od morza (znany z „Ludzi bezdomnych” słynnego pisarza erotycznego) nie wiał, bo morze zamarzło. Zamarzło do połowy. Połowy mola. Ptaki szlachetnych typów siedziały i czekały na zostanie nakarmionymi. Ludzie szli przez molo prosto w morze, a im głębiej w morze, tym bardziej jednak wiało. Gdy moje policzki zrównały się kolorami z czapeczką, zawróciliśmy. Poszliśmy do Montblanka na czekoladę. Ja wzięłam oczywiście białą, bo deserową to robię w domu i nie jest gorsza, biała to taki niby frykas. Następnym razem muszę pamiętać, by jednak zasknerzyć i wziąć czystą, bo dodatki przyćmiewają czekoladzie smak.

Wróciliśmy do domu, bez przeszkód, bez ani jednego zgaśnięcia i z jednym tylko zaszarżowaniem na łuku i wirażu gdy się światło zmieniało na niekorzystne i DSCN4077szkoda było tracić pęd. W domu oczywiście syn nie spał, bo podobno nikt poza nami go nie potrafi uśpić. Z czasem zaobserwowaliśmy też, że magnetyczny miś z lodówki został zrzucony, a następnie pozbierany z kawałków i ukryty, ale osoby odpowiedzialne nie przyznają się i zrzucają winę na grawitację. Niemniej jednak jest bardzo sympatycznie. Staszek zdążył już zasnąć, obudzić się niezadowolony i ponownie zasnąć. A my mamy wszelkie szanse na publikację posta przed północą i rozegranie rozgrywki małżeńskiej w upragnione od wielu dni Carcassonne.

A bycie niedzielnym kierowcą polecam każdemu, kto chce nabrać pewności siebie. Ja jestem już tak pewna siebie, że bym i do Warszawy nas zawiozła, albo, nie bądźmy skromni, do Zakopanego też.

DSCN4240

DSCN4262

DSCN4225

Jakaś sobota wieczór, czy co?

DSCN2980Odkąd pamięć sięga nie mieliśmy tak przyjemnego dnia. Mąż wynegocjował z rodzicami, że od 11:30 do 15:00 oraz od 17:30 do 19:30 zajmą się Stasiaczkiem. Godziny powrotów były twardo ustalone, gdyż rodzice twierdzą, że nie potrafią synka uśpić oraz, bardzo wygodnie, że nie potrafią sporządzić kolacji. Dopołudniowe 3 i pół godziny to bardzo niewiele, ale jeśli dobrze się je zaplanuje, mogą być wystarczające. Wstępny plan przewidywał jazdę do Feszyn Hałs w Szadółkach, gdzie nigdy jeszcze nie byliśmy w okresie przecen, a miałam szansę dostać wiele tanich sukienek i może kubraczek na zimę, który nie byłby płaszczem po mamie ani po teściowej. Jedyny autobus odjeżdżał o 11:29 z przystanku odległego o około 10 minut drogi. Wybiegliśmy z domu o 11:27 ignorując informacje o przyniesionych nam zakupach. Szybko jednak przypomniało się nam, że bieganie robi Mężowi podobnie źle jak mi robiło na miesiąc przed porodem. Postanowiliśmy nie biec i zmienić plany. Przypieczętowaniem zmiany planów okazał się być brak karty pamięci w aparacie. DSCN3012Mąż wrócił się po kartę, bo lepiej nie pojechać i móc robić zdjęcia niż pojechać i nie móc robić zdjęć.

Pomyśleliśmy, że możemy pojechać pociągiem skm, skoro Mąż i tak ma bilet miesięczny a ja mam zapas bilecików w portfelu. Nie wiedzieliśmy, gdzie wysiądziemy, ale pojechaliśmy. Pojechaliśmy najdalej jak bilety pozwalały, bo aż do Sopotu. Sopot jest bardzo randkowy, mimo że Mąż tam pracuje, bo pracuje po stronie lewej, a wszystko inne odbywa się po prawej stronie (torów i głównej przelotówki). W Sopocie byliśmy tuż przed zrobieniem testu ciążowego i było bardzo fajnie. Miałam wówczas szarą kurteczkę, którą bardzo lubiłam, a w której wkrótce później zepsuł się zamek. Z powodu przedłużającej się reklamacji oddano mi pieniądze i mogłam sobie kupić kurteczkę niebieską, niby ten sam model, ale nowszy, tańszy i gorszy. Nostalgiuję za szarą kurteczką, a ponieważ motywy chodzą parami, to mijaliśmy sklep indyjski o nazwie Nostalgia, który w mojej wczesnej młodości bardzo mnie kręcił. Mimo upływu lat miałam jednak dziś tę samą czapeczkę, co przed laty. Czapeczka jest z Zakopanego i chociaż posiadam wiele nowszych, tę faworyzuję. I Męża też miałam tego samego, co wówczas.

DSCN3060W Sopocie poszliśmy do Maka na czisy, bo ja rano nie zdążyłam zjeść śniadania. Potem zaczęliśmy wędrówkę Monciakiem w dół. Pierwszym przystankiem była pijalnia czekolady Wedel, gdzie się grzaliśmy i gdzie pani będąca z mężem i córeczką wskazywała swemu mężowi mego męża za wzór do naśladowania gdyż ten mój zdjął ze mnie płaszcz. Tam też, korzystając z internetu w telefonie, przejrzeliśmy repertuar kin by zdecydować, że nie ma nic, co by nas mogło uraczyć. Powędrowaliśmy dalej w dół. Chcieliśmy pić kolejną czekoladę w belgijskiej czekoladowni, ale nikt z nas nie miał spustu na takie kalorie. Wsiedliśmy do windy w budynku informacji turystycznej, gdyż winda chroni od wiatru i roztacza widoki. Wjechawszy na trzecie piętro wysiedliśmy i okazało się, że jest tam lokal z tanią herbatą i widokami. Obserwowaliśmy morze, które nie zamarzło, lodowisko i wyświetlacz informujący o reklamach oraz dacie i pogodzie. Zastanawialiśmy się, DSCN3144czy jest -1,7 czy -17, bo wyświetlacz był częściowo ośnieżony. Wkrótce później jednak inny wyświetlacz poinformował, że według niego na dworze panuje -2, ale odczuwa się -9. Było to zgodne z moimi odczuciami. Rozgrzawszy się, zdecydowaliśmy nie iść nad morze, bo jednak zapas polarków z plecaka wyczerpał się a dalej wiało i przewiewało. Powędrowaliśmy w górę i akurat był czas wracać.

Sopot nie jest może miejscem idealnym na randki, bo ilekroć tam jesteśmy, to albo jest zimno, albo są tłumy jak latem, ma w dodatku brzydkie stojaki na rowery i  gorsze choinki niż u nas. Choinka na głównym gdańskim deptaku jest duża i prawdziwa i można ją zmacać. Choinka z Sopotu jest ogrodzona i tylko ktoś tak długoręki jak Mąż może przechylić się przez barierkę. Wtedy jednak poczuje, że jest to choinka sztuczna, z najpodlejszych trocin sztucznochoinkowych i nawet nie jest drzewem, lecz sznurami trocin spuszczonymi wzdłuż drucianego stelaża udającego drzewo. Ale broni się Sopot sankami. U nas sanek nie widziałam, u nas śnieg momentalnie zamienia się w błoto, w Sopocie zaś jest tak zimno, że mają i śnieg i ludzie mogą wozić dzieci sankami. Maurycyteo pisał niedawno o sankach dla dzieci. DSCN3022My dziś widzieliśmy dzieci w sankach z kocykami, z pokrowczykami i do pociągania i do popychania. Nie znałam sanek do popychania. To jest super, że można dzidziunię popychać i nie trzeba włazić w zaspę ilekroć się spojrzy na taką dzidzię. Kupimy Staszkowi sanki do popychania i pojedziemy z nim do Sopotu.

Dojechawszy do Gdańska weszliśmy po drodze do Madisona, gdzie można kupić ciabatty z suszonymi pomidorami. Akurat ich nie było, ale miały dojść za 10 minut. W tym czasie poszliśmy do kapucynów, z którymi było ustalone, że zależnie od stanu synka możemy potwierdzić lub odwołać chrzest w zupełnie ostatniej chwili. Kapucyni są naprawdę w porządku, ale ich nadrzędna parafia- kościół pw. Świętej Brygidy to dopiero jest w porządku a nawet super. Wprawdzie kancelaria pracuje w nie najdogodniejszych porach, ale gdyby każdy tak pracował jak ta kancelaria to byłoby cudo. Spotkaliśmy się już z uprzejmością pań w urzędach, gdy towarzyszył nam Stasio, ale kancelaria była rozumiejąca, wyrozumiała i idąca na rękę w każdej sytuacji, nawet bez Stasia i żaden ze spotkanych tam księży nie był tak protekcjonalny jak nasz domowy proboszcz czy proboszcz ze wsi. Zaczęlibyśmy regularne DSCN3113chodzenie do Brygidy, ale chodzimy już do kapucynów, którzy są jej kościołem rektorskim i bardzo ich lubimy. Ponadto kapucyni mają sympatyczną i nieszkodliwą scholę dziecięcą, a wiem z doświadczenia, że w Brygidzie śpiewa pani organistka, która nieco nie najlepiej rezonuje z moimi bębenkami.

Skończywszy z sympatycznymi kapucynami wróciliśmy po bułki i zakupiliśmy ich 13. Większość została zamrożona. Tak rzadko się trafiają. W domu Stasiaczek Lulaczek został uśpiony, a my zjedliśmy obiad i zaplanowaliśmy, co zrobimy, gdy wstanie. Po przebudzeniu Lulaczka mieli wrócić rodzice na dalsze dwie godziny opieki.  Rozważaliśmy pójście do Cafe Południk 18, gdzie graliśmy raz w Carcassonne, gdy jeszcze nie mieliśmy własnego, ale uznaliśmy, że mają za mało dodatków na zaspokojenie naszych wyuzdanych już potrzeb. Wzięliśmy więc własną grę i poszliśmy szukać innej kawiarni. Chcieliśmy sympatycznego lokalu z dużym stolikiem, jednak z nieznanych przyczyn DSCN3174(jakaś sobota wieczór czy co?) wszędzie były tłumy i tłumy potrafiły nawet dwuosobowo zajmować duże stoły. W sympatycznym Cafe Retro, gdzie kiedyś oblewaliśmy (herbatą) przyjazd mojej maszyny nie było dużych stolików. Oferowano nam, że zadzwonią, gdy się jakiś zwolni, ale nie mogliśmy czekać. Nasz zegar tykał. Nie grymasząc więcej zdecydowaliśmy się na sprawdzoną Pikawę, gdzie jest najlepsza znana szarlotka i gdzie wprawdzie nie było dużego stołu, ale mogliśmy za to wybrać między jajowatym oraz nieco mniejszym-kwadratowym. Wzięliśmy ten jajowaty na samym środku głównej sali, bo Mąż łaknął zgiełku. Graliśmy póki starczyło kart, inicjując dziś kolejny dodatek-rzekę i spóźniając się nieco na żądaną godzinę. Wygrałam oczywiście ja, bo Mąż buduje długie drogi zamiast skupić się na odbieraniu mi miast jako ja czynię. Niestety jaki stół taka gra- była jajowata. W wielu miejscach trzeba było rezygnować ze wspaniałych DSCN3165możliwości, bo nie było gdzie dokładać kart. Ale za to całość była zwarta w przeciwieństwie do naszej klasycznej gry na dywanie.

Stasiaczek po powrocie nie chciał jeść ani jaglanki, ani kanapki ani nawet przygotowanej przez nas manny. Dziadkowie z kolei nie chcieli pójść nie pomógłszy przy kąpieli, której nasze dziecko nie znosi. Obiecaliśmy im jednak, że najpierw nakarmimy Stasiaczka. Akurat nagrywał się sympatyczny stary polski film, który mieliśmy oglądać dziś wieczorem, jednak około 20:50 zdecydowalismy się dołączyć do lecącego już „masz wiadomość”. Żadne z nas nigdy tego filmu nie widziało, chociaż też jest bardzo stary i  pewnością leciał w niejednym autokarze pędzącym przez noc ze szkolną wycieczką. Synek również chętnie oglądał, gdyż od czasu swej choroby jest zapalonym telewidzem. Natomiast film nagrany zostanie nam na jakiś inny wieczór, w którym telewizja nie zapewni takich miłych atrakcji.

DSCN3042

Błoto pośniegowe

DSCN1093Zakończyliśmy właśnie dwudniowy pobyt na wsi. Stasiaczek wyleczył się całkowicie z tego kaszlu, którego nie miał. Pobyliśmy z rodzicami, postresowaliśmy się w nocy, gdy synek budził cały dom informując, że zaraz się zleje. Od najmłodszych swoich dni zawsze wiedział kiedy się zleje i ostrzegał o tym z kilkuminutowym wyprzedzeniem. Mimo najstaranniejszego na świecie zakładania pieluch nie potrafię tego wyeliminować. Teraz wróciliśmy do domu, który tymczasowo mamy w Gdańsku. Siedzimy pod naszą choinką i delektujemy się jej piernikowym zapachem. Jesteśmy bliscy przesunięcia pory snu z piątej na drugą, ale nie jest to jeszcze stabilne.

Mąż, wśród całej sterty drobiazgów, znalazł po choinkę takiego oto hendmejda, zaczętego dwa lata temu i w większości zrobionego ręcznie a jedynie wykończonego maszyną niedawno, bo zabrakło mi entuzjazmu przy wszywaniu koronki i hendmejd leżał i czekał na okazję. DSCN1597

Znalazł też sporo książek, aDSCN1579 książki stanowią dla nas nie lada problem, gdyż nie mamy już na nie miejsca. Głównym kosztem książki jest miejsce na jej przechowywanie. Książki leżakują w szafach za swetrami, w szafkach i na regałach oraz na półkach wiszących i nad nimi. Zajmują wszystkie pawlacze, mają swoją półkę mojego projektu i niemal w całości mojego wykonania pod biurkiem, niektóre musiały nawet trafić do pawlacza w łazience. Niektóre znalazły schron u babci, inne obciążają slaby drewniany strop na wsi. Wiele nie przyjechało jeszcze z panieńskiego pokoju. Książki mają gorzej i ciaśniej niż my. Dzisiaj zapadła decyzja o odesłaniu kolekcji książek gazety wyborczej  na wieś i zrobieniu za swetrami miejsca na coś bardziej potrzebującego. Z kolei cenne miejsce pod biurkiem zajęły aktualnie nieprzebrane ilości klocuszków w ilości 38,5 kg kupione za bezcen i zupełnie dobre jeśli chodzi o ich wybór i stan. Coś wspaniałego, ale nie do przebrania przed emeryturą ani do ogarnięcia.

DSCN0840Z powodu pewnego kwasu, który rozlał się 25-ego o poranku właściwe Święta zaczęły się u nas dopiero pod wieczór. W efekcie czynności i podróże zaplanowane na ten dzień przesunęły się o całą dobę. 26-ego w moim rodzinnym mieście przyszło nam jeść obiad, który jeść mieliśmy dzień wcześniej. Pogoda jeszcze dopisywała i chłopcy wybrali się na spacer. Starszy chłopiec wypuścił młodszego na błoto pośniegowe i zadowolony był, że młodszy w błocie taplał się. Wrócili obaj ubłoceni i zadowoleni, a ja jako matka odkryłam wówczas, że błoto pośniegowe jest tym, czym jest błoto pośniegowe gdy ze śniegu przemienia się w błoto. Ubranka synka i jego obuwie cuchły psią kupą! Starszy chłopiec tłumaczył się, że nie pomyślał iż ktoś może nie sprzątać po psie. DSCN0591

W czwartek pogoda nie dopisała i nieco padało, ale nie przeszkodziło nam to w zostawieniu Stasiaczka bardzo szczęśliwym dziadkom i pojechaniu do Kościerzyny, która jest najlepszym miastem świata. Każde miasto powinno być budowane na planie Kościerzyny. Korzystając z braku wózka, który stanowi pewne ograniczenie jeśli chodzi o wchodzenie do sklepów, weszliśmy do każdego sklepu. Z Kościerzyny przywiozłam sobie również jedyną słuszną herbatę, która jest tylko w Kościerzynie, w Leklerku (to z kolei daleko i nie po drodze) oraz bywa u Piotra i Pawła, ale drogo.

W dniu dzisiejszym odbyła się seria spacerów wykorzystujących lekki tylko przymrozek i świetliste słońce. Stasiaczek, jak to on, zawiódł matczyneDSCN1053 oczekiwania co do wypuszczenia go na łono natury i krótko po wyruszeniu zasnął. Tym samym korzystał z dobrodziejstw świeżego powietrza nie stresując się, że ktoś mu wcisnął rękawiczki na łapki, a jednocześnie zorganizował sobie dzień tak, by mieć dwie drzemki dzielące dzień na trzy równe części. Mistrz! No ale wstał już o ósmej wypuszczając sobie strumień moczu na brzuch!

Rozwinęliśmy także swoje rozgrywki w Carcassonne. Stopniowo wprowadzamy reguły z poszczególnych dodatków i potrafimy nawet walczyć przeciwko sobie o miasto. Kluczem do radości z rozgrywki wzbogaconej o konkurencję jest niesumowanie punktów podczas gry, lecz zapisywanie ich tak, by nie było widać, do ilu się sumują.

Brodacz (w tej roli Mąż) osiągnął już apogeum tego, co mógł osiągnąć w kwestii zarostu. Uparcie odmawia ogolenia się przed nowym rokiem, kłaki sterczą mu na boki i przypomina świętego Mikołaja, a trochę też sąsiada ze wsi. Ani to ładne, ani apetyczne.

DSCN1121

DSCN1079

Prezent bez opakowania

DSCN8888Merlin przysłał mi właśnie spamiarską wiadomość o swojej najnowszej ofercie, w której to zamierza zaoferować naiwnym prezenty bez opakowań. Widoczną od razu wadliwość takich podarków rekompensuje niskimi cenami. A biedni naiwni ludzie kupią prezenty bez pudełek i zdziwią się otrzymawszy je, bo przecież myśleli, że ‚bez pudła’ znaczy ‚trafiony’. A wcale nie- bez pudła zajmuje po prostu mniej miejsca w magazynie i z tej racji może być tańszy. Bo buble, jakie się sprzedaje współcześnie największą część swojej ceny zawdzięczają przechowywaniu i transportowi*.

Staszek-Szkoda-Czasu-Na-Sen ostatnie dwa dni raczył zasypiać o PÓŁNOCY, po dwóch a czasem więcej godzinach polegiwania, wyciszania się, przytulania i co tam jeszcze. Wczoraj do tego wszystkiego był wesoły i był jednocześnie Staszkiem-Opowiedzcie-Mi-Jakie-Mieliście-Plany-Na-Wieczór. DSCN8881A my co wieczór rezygnowaliśmy z wszystkiego, nie robiliśmy nic. Nie szyliśmy, nie piekliśmy, jedynie graliśmy krótko w Carcassonne a i tak szliśmy spać o piątej. Każdego dnia próbując się przesunąć bliżej północy, kończyliśmy bliżej rana.

Od lat nikt nie respektował, że ja 12 grudnia obchodzę imieniny. Imieniny były zastrzeżone dla dorosłych. W końcu jednak znalazłam Męża, a on ma rodzinę, która imieniny respektuje, miałam więc dziś imieniny i dostałam kwiaty. Ot, takie rodzinne domowe imieniny, o których ktoś pamiętał. A całe lata upominania się o imieniny w domu nic nie dawały. Mąż z okazji imienin żony zabrał ją do Pizza Hutu na środową promocję dwóch pitc w cenie jednej na wynos i chociaż raz dostałam dość kalorii, gdyż na co dzień skąpi mi się posiłków, abym nie zgrubła za bardzo. Nie jestem tu dobrze karmiona. Ponadto o 20, znienacka, bez ostrzeżenia, zjawił się R., który tym samym opuścił szczęki nasze do ziemi i zaskoczył. Przyszedł z Rafaellem, które bardzo lubię, na chwilę złożyć tylko życzenia.DSCN8915 A wcale nie miał blisko ni po drodze. Przyszedł, bo pamiętał. To takie miłe. Potem jeszcze Maurycy Teo nominował mój blog do jakiejś dziwnej gry w zbieranie gwiazdek i poinformował o tym miłymi słowami. Nie wiem, o co chodzi, ale słowa informujące były miłe i aż nie wiem teraz, kto aktualnie przoduje w rankingu na najlepszego znajomego. Ja ogólnie lubię zbierać różne rzeczy, ale nie radzę sobie ze znajdowaniem umiaru w zbieractwach.

Idę szyć sample choinki. Mąż mi odrysował już kilka, a jest duże parcie na choinki. Choinki będą prezentami pod choinki. I będą takie ładne, że nie będą potrzebowały opakowania. Bo opakowania się daje, by odwrócić uwagę od gorszej zawartości.DSCN8802

A propos gorszej zawartości w opakowaniu, to Polski Bus oferuje bardzo dobrą zawartość w foliowej torebce. Wyrzucając okropny mężowski plecak, który w końcu po latach zepsuł się, natrafiłam na nieco tylko zapleśniały rogalik drożdżowy oferowany w ramach cateringu w podroży do/z Warszawy. I to wcale nie naszej podróży październikowej, lecz Męża samotnej podróży wrześniowej. Rogalik miał tylko DWIE plamki pleśni.

*E, to taki mój żart, może kiepski. Mąż kazał dorobić przypis, bo sam pomyślał, że jak to, przecież książki to akurat pudełek nie mają.
DSCN8869

Sielskie życie

DSCN8541Mijany na ulicy kiosk skusił wystawą. Na wystawie błyszczyło się i czerwieniło czasopismo o apetycznym tytule „Sielskie życie”. Czasopismo zdaje się oferować wszystko to, czego pragniemy, czyli sielskość i rodzinność, ale de facto promuje snobizm i wykorzystywanie funduszy, których się nie posiada na udawanie tego, czego się nie ma. My mamy 3-osobową rodzinę, dziecko lubiące lampki, Męża uwielbiającego lampki i mnie posiadającą Maszynę Do Szycia. Baza jest niezła. Na dziecko liczyć za bardzo nie można, ono co najwyżej podrze papierowy łańcuch albo rozsypie po okolicy wypełniacz do poduszek, ale można dziecku zapewniać łańcuchy do darcia i wypełniacz w workach do rozsypywania, a ono odpłaci się okrzykami zadowolenia.

 Robimy więc, co możemy by było świątecznie. Gromadzimy przyprawy do pierników i miody oraz blaszki, których 3 mieści się w piekarniku na raz. Z tychże składników pewnego wieczora, być może nawet dzisiejszego, powstaną 3 bochny piernika na pożarcie.DSCN8302

 Posiadany łańcuch papierowy własnej roboty o tradycji dwuletniej rozdarty przez dziecko na 3 nierówne części już zawisł. Część lampek też rozwiesiłam w miniony czwartek. Inne lampki upatrzono na sezonowym straganie z chińszczyzną świecącą. Wczoraj w sklepie papierniczym zakupiliśmy 100 arkuszy papieru kolorowego na nowy łańcuch. Niestety, zestaw kolorów, jaki sklep oferował, nie pozwala jeszcze rozpocząć prac. Wymagany jest jeszcze jakiś żywy kolor szósty. Ciekawostka: kupujemy klej. Pani mi pokazuje kleje do wyboru jakbym znała się na rzeczy. Ja, co bardzo podoba się Mężowi, DSCN8563zmuszona jestem powiedzieć: „nie znam się na tym, znałam się 10 lat temu”. To straszne jak starość uderza w człowieka nagle i z półobrotu. Pewnego dnia idzie człowiek do sklepu i nie zna się na klejach do papieru. W moich czasach był czerwony klej Henkela i on był najlepszy.

 Odwiedziliśmy pasmanterię i wydaliśmy małą fortunę na złote nici, złote sznurki, czerwoną koronkę, złotą taśmę ząbkowaną. Złotej muliny nie kupiliśmy tylko dlatego, że twierdzę iż gdzieś mam sprzed lat. Obym miała ją rzeczywiście. Mąż mówi, że najwyżej kupimy, ale serce pęka na myśl o wydawaniu kolejnej fortuny. Złote nici (12,90 zł/35m) są 41 razy droższe od nici niezłotych (4,50zł/500m). Wobec takiego faktu oraz drugiego faktu, że nić złota z wierzchu i nić niezłota od spodu się w szyciu maszynowym nie sprawdziły oraz w obliczu DSCN8567trzeciego faktu dotyczącego strat nici przy szyciu maszynowym pozostaje złotem zdobienie w sposób ręczny. Wypróbowałam jednak nić żółtą i ona świetnie się sprawdza w haftowaniu wzorków na czerwieni.

 Odwiedziliśmy sklep z tkaninami zwany lumpeksem i okazało się, że nikt nie zainteresował się tym, na ochłapy czego czekaliśmy cały tydzień. Przyszło nam więc nie przebierać w ochłapach, lecz dokonać wyboru spośród samych cymesów. Nie ograniczaliśmy się zbytnio. Do domu przynieśliśmy 4 kg przeważnie nowiutkich tkanin w świątecznych kolorach i wzorach oraz kilogram ozdób z ceramiki.

Co najważniejsze, otworzyłam niedawno uporządkowanąDSCN8560 szafę (szafę uporządkowałam niedawno, a otworzyłam wczoraj!) z zapasami własnymi i wydobyłam z niej wszystko czerwono-podobne i zielono-podobne. Z sobotnią pocztą (tak, poczta chodzi u nas w soboty, sama się zaskoczyłam i padłam) przyszło także 1,8 kg wypełniacza. Nie spodziewałam się, że to tak dużo, ponieważ sprzedawca twierdził, ze 0,9 kg starcza na 4 PODUSZECZKI. Paczka była zgrabną kulką, a po rozprzężeniu jej, nadymała się przekraczając dwukrotnie gabaryt dziecka.

 Plan jest by stworzyć nieskończone ilości szmacianych choinek, medalionów, gwiazdek i co tam jeszcze się da w rożnych kolorach z przewagą czerwieni tak, aby starczyło na dwie zapełnione do granic możliwości choinki dziecioodporne. Mam niemal pewność, że synek z chwilach złości lub zupełnie serdecznie ale z nieporadności wytłukłby nam bombki szklane, które posiadamy z połączenia tradycji dwóch rodów ukoronowanych jedynakami. A Święta nie są jednak DSCN8319od tego, by złościć się na dziecko.

Mamy więc sprzęt, mamy surowce, mamy zdesperowanego Męża z chęciami do czegokolwiek, który nawet by i do maszyny zasiadł, zwłaszcza gdy patrzy jakie to fajne. Chęci mam i ja. Na jakieś pomysły też powpadałam. Jest kilka problemów. Jeden to moje dwie lewe rączki, których efekty można zaobserwować na powstałych sampelkach. Jeden z widocznych sampelków miał być choinką! Drugi problem to brak energii wynikający z tego iż na dworze piździ i wieje chłodem! Trzeci, być może najpoważniejszy z problemów to to, że 6 grudnia obdarowano nas grą Carcassonne i to z trzema dodatkami oraz kompletem minidodatków i ona pochłania więcej wolnego czasu niż go mamy. Mam poważne obawy sądzić, że ten ostatni może okazać się barierą nie do przeskoczenia.

Sampelki niewydarzone

Sampelki niewydarzone

Sample choinka

Sample choinka

DSCN8551

Motywy chodzą grupami

Mój Mąż ma takie motto życiowe, które głosi, że motywy chodzą co najmniej parami, ściślej mówiąc, motywy chodzą grupami. Jeśli pojawi się coś rzadko spotykanego (np. słowo lub nazwa miejscowości), to nierzadko zdarza się, że w krótkim czasie pojawi się ono ponownie. Nie jest to żadna prawidłowość, raczej zwykła statystyka, bo nawet rzeczy niezwykłe przewijają się, a jedynie kwestia ich zauważenia. Jeśli coś było nietypowe, to prędzej zwróci się uwagę na ponowne tego wystąpienie niż gdyby ktoś mi powiedział, że zjadłby jajecznicę w dniu, w którym ja rano jajecznicę jadłam/właśnie robić chciałam. Niemniej jednak kiedyś Mąż zwerbalizował to jakoby motywy chodziły grupami, potem kilka motywów poszło grupami i od tego czasu każde zauważone przez nas zgrupowanie motywów cieszy nas, gdyż jest potwierdzeniem postawionej tezy. Matematyk wie, że tezy nie udowadnia się przykładami.
Weźmy na przykład Warszawę. Warszawa jako motyw jest ogromna i coś na pewno da się przypasować. Otóż kiedy my byliśmy w Warszawie, dostaliśmy oboje eski od A., że jednak nie przeprowadza się on do Krakowa, lecz do Warszawy. To już jest dobre sparowanie motywu. Sam fakt przeprowadzki nie jest taki dobry, bardzo liczyliśmy na to, że będzie mieszkał w Krakowie, skoro w Gdańsku mieszkać nie może i że będziemy mieli pretekst do jeżdżenia do Krakowa.

Z kolei Mąż. Mąż udostępnił dziś na fejsie takie oto coś. Liczba 96 komentarza nie wymaga. A jeszcze udostępnił to, kiedy ja akurat poruszałam motyw motywów parujących się.

Ale, ale… innym motywem jest Carcassonne, gra familijna, w którą graliśmy dwiema familiami podczas odwiedzin u pewnej warszawskiej familii:) Rozmawiałam potem z Mężem o grze, jej dodatkach, naszych pomysłach i ja zasięgnęłam googli żeby sprawdzić jej cenę, tak orientacyjnie. A należy jeszcze dodać, że sama nazwa była mi od początku znajoma, myślałam, że gdzieś u kogoś grę widziałam. Nie widziałam. Google wyjaśniły skąd moja znajomość nazwy. Otóż jest to miasteczko we Francji. Informacja ta zadziałała na mnie niczym silny bodziec na człowieka ogarniętego amnezją. Mianowicie wiele lat temu moja babcia przywiozła mi z Francji ogromny ołówek zakończony dzwoneczkami z nadrukiem zamków i tym podobnych. I na ołówku widniała nazwa miasteczka, w którym musiał zostać zakupiony. Ale to wszystko nic jeszcze. Jedną z naszych warszawskich atrakcji było odwiedzenie Taniej Książki na Koszykowej. I tam właśnie znalazło się powieścidełko o tematyce nieporywającej, które jednak swym tytułem potwierdza, co robią motywy. Bo czyż nie chodzą grupami?