Dziesiąty miesiąc ciąży

dscn5008Powoli dobiega końca 41 tydzień. I jak by nie liczyć, jestem w 10. miesiącu ciąży. W poprzednich ciążach sen z powiek spędzała mi niespakowana torba, ale tym razem torba czeka od tygodnia w przedpokoju i za każdym razem, gdy chcę się uczesać, sięgam do niej po szczotkę do włosów, a następnie pakuję ją z powrotem. Szczoteczkę do zębów kupiłam sobie nową, bo bym świra dostała gdybym miała z myciem zębów czynić analogicznie, ale na szczęście czeszę się nie częściej niż raz na trzy dni. A świra to dostaję od tego czekania. Mam za to inne obawy, które zapewne blokują poród i są to obawy o wiele grubsze niż niespakowana torba. Mianowicie boję się braku miejsc w najbardziej pożądanym szpitalu i w dwóch pozostałych oraz boję się porodu nocnego. Gdy rodził się Ursus, nocny poród uchronił nas przed brakiem miejsc, ale za to spowodował zarwanie nocy a ja się tak źle czuję po nieprzespanej nocy, że muszę się tego bać panicznie. Zresztą Mąż też chętnie przespałby noc. I rodziców szkoda budzić jak już zasną.

dscn5119Nawet przeprowadziliśmy anonimową ankietę smsową celem uzyskania pomocy przy wyborze imienia i ankietowani wybrali zupełnie inne imię niż my i przez to zupełnie nie wiadomo jak Pysia jak królik ma się nazywać. W czwartek miałam skurcze i myślałam, że rodzę, już nawet bolało i myślałam sobie, że bóle porodowe to nic miłego, ale się wyciszyły te skurcze i nie urodziłam. Tylko noc trochę zarwałam bo Pysia szalała a ja się trochę o nią martwiłam. Potem miałam nadzieje urodzić w piątek, bo pesel byłby ładny, taki harmonijny, wręcz palindromiczny przynajmniej na początku.

I nawet blender, mój porodowy podarek już od dawna jest w domu. Wczoraj jadłam na nim obiad, dzięki czemu miałam talerz na odpowiedniej wysokości i mniej mi spadało na brzuch*, ale pudełka otworzyć nie mogę, bo to prezent. A i fotela jak zamówić nie mogę tak nie mogę. Miałam nawet chwilę słabości i chciałam olać stówkę, ale stówka piechotą nie chodzi, poczekam.

dscn5054Wczoraj wsiadłam za kierownicę i zawiozłam nas na godzinkę na urodziny koleżanki. Bo jeśli ktoś widział na fejsie zdjęcie Męża za kierownicą, to muszę Was niestety zawieść, że był to fejk. Jako typowy facet najlepiej się czuję, gdy to ja prowadzę. A potem Mąż został w domu z dziećmi jako ta kurka domowa, a mnie wysłał na wieczorek filmowy, co było o tyle ryzykowne, że znów wsiadłam za kierownicę i to sama. A dzisiaj po Mszy zgłosiłam się na ochotnika żeby pójść na trzecie piętro po baterie do aparatu zanim pojechaliśmy z dziećmi na spacero-wycieczkę. I potem była ta spacero-wycieczka do parku i maczka, a Pysia dalej siedzi i nie wyłazi. W maczku zaszaleliśmy jak nigdy dotąd i każdemu skapnął zestaw, a dzieciom to i zabawki. A mnie to i cola, bo cola dobrze wywołuje poród, ale nie wywołała. A jeśli chodzi o samą spacero-wycieczkę, to Ursus postąpił dziś jak typowy dwulatek i gdy nikt nie chciał udać się w tą alejkę, którą on wybrał, to położył się na ziemi i rozgniewał.  Gniewał się spektakularnie, lecz krótko.

dscn5042A abstrahując od ciąży, porodu i suszi, to ktoś nagminnie zrzuca nam na auto kawałki cytryn. Czyżby moja blogerska anonimowość została naruszona? Do tej pory zdarzało się to gdy stawałam pod oknami z braku miejsc i myślałam, że ktoś tak ma, że mu wygodniej za okno niż do kosza. Ale kawałek cytryny za wycieraczką gdy samochód parkował zupełnie daleko od okien?

*Brudzę się przy prawie każdym posiłku, bo nie mogę usiąść dość blisko stołu i mi kapie lub spada na brzuch.Metodą na brudzenie jest podciągnięcie bluzki, z brzucha łatwo zetrzeć brud, ale z kolei łatwo o poparzenia. Mam jedno poparzenie brzucha od gofrownicy, bo akurat tak niefortunnie wystawał.

dscn5082

 

dscn5124

dscn5196

dscn5168

Reklamy