Chwila dla siebie

DSCN7566Spędzamy ostatnio same urocze wieczory. Dzisiaj Staszek wybiegł Mężowi na klatkę z radosnym okrzykiem „tataaa”. Potem poszedł spać. Wczorajszy wieczór polegał na uzupełnianiu spisu wydatków na podstawie całej torebki pełnej paragonów, pisaniu reklamacji do sprzedawcy, u którego Mąż nabył dla mnie niespodziankę, a który to sprzedawca pomylił jedną cyferkę w numerze zamówienia i zamiast niespodzianki przysłał nam Hubala na diwidi. Wczoraj także frustrowałam się z powodu drukarki chcącej komplet pełnych tuszy do wydrukowania instrukcji na laborki i niedziałającej strony wydziału  zawierającej je (instrukcje, nie tusze). Przedwczoraj jednak spędziliśmy wieczór nad wyraz uroczo, bo w kuchni na pieczeniu ciasteczek oraz ciast. Ciasteczka były kruche z łezkami czekoladowymi, a łezki nabyliśmy na allegro, gdyż ręcznie kruszona czekolada się nie sprawdzała w takich wypiekach. Kiedy Mąż układał ciasteczkowe kulki na blachach, ja mieszałam recepturę na piernik Lolinki. Kulki nie rozpłynęły się w płaskie placki i pozostały ciasteczkowymi  kulkami. Piernik zaś jest najlepszym piernikiem Lolinki, jaki mieliśmy, gdyż zawiera tą samą doskonałą mieszankę przypraw, której użyłam przy swoim pierwszym pierniku,  a której to nie było w sklepach przez cały okres bożonarodzeniowy oraz jest (piernik, nie przyprawa) piernikiem Lolinki według tradycyjnej Lolinkowej receptury. Ponadto przykrył się błyszczącą polewą intensywnie czekoladową o doskonałej wręcz gorzkości. W domu wciąż i nieprzerwanie pachnie powidłem, piernikiem i ciasteczkiem (tak, nie za bardzo wietrzymy). Tej nocy, której powstały pierniki, Staszek wykazał swój instynkt i przebudził się, by dać znać, że poczuł zapachy, których woń zapewniła mu  aromatyczne sny. Zainteresowanym tonem wyrzekł „ah-ah”, po czym usnął ponownie. Staszek jest trochę dziwny i czasami się śmieje przez sen lub gada nie wiadomo co, ale bardzo sympatycznym tonem.

DSCN9595Dzisiaj, gdy podczas wspólno-rodzinnego oglądania serialu zapodałam Staszkowi rumianek (do picia), a sobie piernik (do jedzenia), zorientował się- nawet spojrzał wzrokiem wymownym jak ktoś, kto wie, że chcieli coś przed nim ukryć. Podszedł, stanął tyłem do mnie opierając się o krzesło, co oznaczało, że chce być wciągnięty na kolana i zostawszy wciągniętym, uzyskał dostęp do słodkiego talerza. Załapał się na ostatnią ćwiartkę plasterka, ale był to grubawy plasterek, więc skapnęło mu wcale niemało. Efekty dostępu sfociłam.

Co zaś tyczy się ciasteczek, pragniemy powieźć je na wieś i spożywać przy kominku. Od tygodnia codziennie sprawdzamy prognozę pogody dla Gdańska i Kościerzyny i twardo wynika z niej, że któryś z dni weekendu w którymś z miast ma być pogodny i słoneczny. W międzyczasie przyszły nawet urocze buciki dla naszego synka co by miał dwie pary i mógł hasać w śniegu bez obaw, że nie będzie mógł hasać w śniegu za chwilę. Wyglądają jak funkiel nówki i pachną jak nowe buty dla dziecka. Pod domem stoi już przyprowadzone przeze mnie auto (zielony Lanos). Na klatce czekają w gotowości sanki (niebieskie). Jeden z portali pogodowych zapowiada na jutro pogodę wymarzoną, lecz na niedzielę istne wichury gotowe zmieść z powierzchni ziemi Staszka, Lanosa i pewnie nawet dom. Inny portal pogodowy DSCN7737zapewnia, że w niedzielę wcale nie powieje, a na pewno nie bardzo. Chyba nie pozostaje mi nic innego jak pakować pakunki by wyjechać jutro gdy tylko wszyscy zjedzą swoje śniadania, czyli … przed południem. A pakunków zawsze mamy pełen bagażnik i pełne to z siedzeń, na którym nikt nie jedzie i nawet gdy jedziemy na jeden dzień i gdy coś transportujemy i wracamy bez tego, to pakunków jest co niemiara. Prawdopodobnie odpowiada za to Staszek, bo w ciąży mieliśmy zawsze tylko walizeczkę z wszystkim, która robiła za szafę i której się nie pakowało, tylko przez cały pobyt wrzucało do niej co popadło, a w chwili wyjazdu zapinało się zamek. Gdy Staszek był na piersi, mieliśmy tylko plecak z laptopem i plecak z ciuszkami Staszka. Teraz mamy pełen bagażnik. I nie wozimy zapasów jedzenia, bo zawsze kupujemy w Lidlu bułeczki oraz mrożonkę. Ale bagażnik jest pełen. Być może odpowiada za to też Mąż, który wozi stertę książek na wypadek, gdyby czas był źle zagospodarowany. Na pewno nie odpowiadam za to ja, która już dawno temu pogodziłam się z tym, ze nie warto wieźć sobie książki ani szycia, boDSCN9605 ja i tak nie będę miała ani chwili dla siebie.

Z przychodni dzwonią też do nas panie i się upominają i doczekać nie mogą kiedy Staszek je odwiedzi. Akurat te panie, w przeciwieństwie do pań szatniarek z politechniki, nie pytają się z życzliwości ani naturalnej ludzkiej tęsknoty za Staszkiem, chociaż początkowo myślałam, że takie uczucia nimi kierują. Panie z przychodni chcą zaszczepić synka szczepem bakterii. Podobno od stycznia chcą. Jednej pani już powiedziałam, że jestem ułomna i bez Męża nie przyjadę a poza tym braliśmy antybiotyk i to ostatnie do pani przemówiło. Nakazała po antybiotyku czekać dwa tygodnie. Następnego dnia zadzwoniła druga pani niezależnie.  Do tej już antybiotyk nie przemówił. O tym, ze nie przemówiła ułomność, nieporadność i komplet lewych kończyn górnych i dolnych nie wspominam. Pani chciała się od razu umawiać na termin i powiedziała, że wcale że nieprawda, bo nie trzeba czekać dwóch tygodni, możemy DSCN9603przyjeżdżać od razu, a im szybciej tym lepiej, bo im grozi kontrola sanepidu i chcą mieć z głowy.

Natomiast w kwestii Męża i jego studentek, to przyjął dziś od nich projekty i nie umiał tego zróżnicować. Wszystkie dostały mnóstwo punktów, więcej niż nakazuje przyzwoitość (oceny wahają się od 98 do 120%). Ponadto po drodze do pracy przepocił koszulkę żeby nie być za atrakcyjnym. Celem przypodobania się żonie nie goli swego nieciekawego zarostu przed piątkiem i tłumaczy to studentkami, to znaczy tym, co by żona nie musiała zazdrościć, tak jak nie musi zazdrościć żona Maurycego. Niestety dzisiaj byłam w jego sali zajęciowej po termosik z herbatą, którą mi przywiózł i uważam za niezbędne włączenie czosnku od przyszłego tygodnia.

Reklamy

Prowadzę samochód do domu na Święta…

DSCN9745Przeżywamy właśnie „łajt krysmas”. Śnieg pada i zawiewa, mróz też zawiewa i wtłacza się do rękawiczek, do gałek ocznych, do nosów i wszędzie. Przeżyliśmy wprawdzie zeszłej zimy mrozy 35- stopniowe i w dniu zeszłorocznej rocznicy ślubu rozmrażaliśmy sobie rurę z wodą zanim uległaby ta rura rozsadzeniu. Rozmrażaliśmy też za pomocą grzejnika i farelki samochód, bo zamarzły mu pedały. Do tej pory jednak nie zdarzył nam się wspólny mróz i śnieg w okolicy Świąt.  Mrozi tak skutecznie, że nawet internet zamarza w przewodach i trzeba na nie regularnie chuchać, żeby jednostki internetu zwane magabitami płynęły. Mało tego, zimno rozsadziło nawet ruter, który zaniemógł i już nie rozdziela internetu na pokoje. Nie możemy się jednak w pełni cieszyć mrozem, bo mamy mnóstwo roboty.

Od rana dziś robimy różne rzeczy. DSCN9738Zupełnie rano poszliśmy do kapucynów na Mszę i skontrolować sytuację. Otóż ksiądz Piotr obiecał dzieciom, że jutro na pasterce rozlosuje 3 siatki prezentów. Jesteśmy niemal pewni, że dwie trzecie z tego to nasi odratowani przyjaciele. Po Mszy, przemarznięci aż po zatoki i po policzki i po gałki oczne poszliśmy do pobliskiego Madisona, który szczęśliwie był czynny. To wspaniałe, że w pobliżu kościołów w okresie zimowym są miejsca, gdzie można skorzystać z toalet, pogrzać łapy pod suszarką, a nawet napić się barszczu z kołdunami. Nie wiem po co te sklepy dookoła, ale miejsca ciepła i ciepłego posiłku są cudowne!

DSCN9715Wróciwszy, postawiliśmy naszą choinkę zdobytą po znajomości  w stojaku i owinęliśmy sześcioma łańcuchami najróżniejszych światełek. Czynność ta miała miejsce już dzisiaj ze względu na to, że choinka musiała stanąć na stole, aby nie powaliło jej dziecko, a na tej wysokości owijanie lampkami byłoby utrudnione. Reszta strojenia odbędzie się zgodnie z tradycją- na ostatnią chwilę. Ze stawiania choinki jest tylko jedno dobre zdjęcie.

Następnie wrócił synek i uśpiliśmy go, zjedliśmy bigos, który zapewniła babcia i przystąpiliśmy do procesu robienia pierniczków. DSCN9590Gdy zabrakło przyprawy pierniczkowej, masę ciastową wzbogacaliśmy wiórkami kokosowymi. W ten sposób powstało sporo pierniczków  i mnóstwo kokosanek o świątecznych kształtach. Dziurki robiliśmy słomką. Jutro spróbujemy zdobyć gdzieś wstążkę do nawleczenia ciasteczek. Oprócz ciasteczek na choinkę powstało tez kilka misiów i króliczków do przechowywania i admirowania.

Kolejnym questem było zdobycie ostatnich trzech torebek przyprawy do piernika w mieście. Uśpiwszy dziecko i zostawiwszy mu elektroniczną nianię do ewentualnej opieki, zeszliśmy do piwnicy farbować szyszki. Później upiekliśmy 3 pierniki Lolinki (mój blog jest aktualnie drugim, trzecim, czwartym  i piątym wynikiem wyszukiwania googli jeśli chodzi o piernik Lolinki). 4 pierniki, które mieliśmy do tej pory rozeszły się z ochami i achami nawet w towarzystwach międzynarodowych i pozaeuropejskich i przyniosły mi dobrą famę w tychże. Tym razem Mąż omyłkowo i bez pomyślunku wsypał cukier do mąki zamiast do jajek. Baliśmy się, że zamiast piernika wyjdzie nam omlet, ale ciasto przed DSCN9705upieczeniem wyglądało mimo wszystko dobrze. Niestety ja również chciałam przedobrzyć i do ciasta dodałam kilka łyżek powideł. Ponadto, ponieważ akurat dzisiejszy piernik ma być popisowy, zależało mi na nieprzypaleniu go. W efekcie mamy zakalec, a nawet 3, bo przecież piekły się razem i efekt domina zadziałał.

W tej chwili Mąż, który jest naszym nowym operatorem maszyny, szyje ozdoby, które będziemy dowieszać systematycznie aż do 2 lutego. I to szyje bez trzymanki! Moczymy też grzyby, bo liczymy, że jutro uda się zdylatować czas i gdzieś tam w zagiętej czasoprzestrzeni ulepić uszka. Grzyby moczą się w mleku, co jest procesem ich ulepszania. Bo schnąc, wyparowały wodę, a teraz pobierają mleko. Jutro musimy też udać się w miejsce odległe odebrać dawno kupioną książkę dla taty, o której ja regularnie zapominałam przez cały zeszły tydzień. Musimy też ugotować barszcz, bo przecież ja robię najlepszy.

DSCN9761

Choinki z filcu

DSCN9112Choinki tak naprawdę nie są z filcu tylko czegoś o kilka klas lepszego, milszego w dotyku, bardziej miękkiego i szlachetnego. Osobiście obstawiałabym, że to kaszmir albo wełna z merynosa, albo chociaż z szetlanda. Może jaki ambasador, a na pewno co najmniej flausz. Mieliśmy tej tkaniny nieduży kawałek o wymiarach 130×88  centymetrów i postanowiliśmy przeznaczyć go na szlachetne choinki podarkowe. Maszyna płynęła po tym cudzie techniki jedwabniczej niczym Staszek po lateksowym materacu. Jedynym problemem było namalowanie kresek na grubym materiale. Pisak do tkanin nie odznaczał się, kredki nie chciały. Kreda chciała, ale Mąż nie lubi kredy. Nie miał jednak dużego wyjścia i chociaz wzbraniał się słowami „ja tą kostką nie chcę”, choinki odmalował. Na razie pozszywano trzy, ale sfinalizowały się zaledwie dwie, gdyż nagle zabrakło perełek robiących za bombki. Choinki w miarę powstawiania stawały się coraz staranniejsze i lepiej wykonane, jednak każda ma jakiś drobny defekt, który czyni je wyjątkowymi unikatowymi choinkami z ręcznej manufakturki. Choinki będą podarkami od serca i DSCN9108to po nich widać.

Mąż, który jest wyjątkowo upierdliwy, każe poradzić twórcom choinek z bombkami, jak je robić. Otóż nie radzę przyszywać bombek przed zszyciem, gdyż maszyna może się natknąć na koralik pod stopką i zaniemóc. Nie radzę również przyszywania bombek przed wypchaniem choinki, gdyz nietrudno o przypadkowe połączenie warstw i wtedy wypychacz nie wypcha choinki należycie. Bombki najlepiej przyszywać na choince wypchanej. A zupełnie najlepiej na wypchanej i niezaszytej co by wprowadzić tam od spodu nić z supełkiem.

DSCN9184Dzisiaj, obudziwszy się z ręką w przysłowiowym nocniku (nocnika fizycznego jeszcze w domu nie mamy), poszłam do pobliskiej, bardzo porządnie zaopatrzonej pasmanterii po koraliki, gdyż koraliki z allegro nie doszłyby już na czas. Pasmanteria, chociaż bardzo dobrze zaopatrzona, perełek nie posiadała. Posiadała jednak inne koraliki w cenie 3,90 za woreczek. Do woreczka, zależnie od gabarytów, koralików wchodziło od 7 do 20. Nie ma głupich (misiów)! Podziękowałam i poszłam na dalsze poszukiwania. Pobliski sklep z tkaninami miał koraliki za 4 złote w sensownej już ilości, ale beznadziejne wizualnie. Nieopodal był jednak sklep indyjski z bransoletkami w przystępnej cenie 1 zł złożonymi z koralików ładnych i nadających się na bombki. Do koszyczka powędrowało ich 8. Sympatyczne.

Rozpatrzywszy DSCN910512* opcji spędzenia Świąt i wykorzystawszy to, że Mąż, z racji swojej choroby, cieszy się u wszystkich taryfą ulgową, wykręciliśmy się z rodzinnej Wigilii konsumpcyjnej. Wigilia, którą my będziemy mieli, nie zsumuje się do 12 potraw i nie będzie skupiona na prezentach. Staszek, owszem, swoje dostanie. I każdy coś dostanie, ale od serca, skromnie, handmejdowo i niskobudżetowo. Mam nadzieję, że będzie bardzo rodzinnie. Trochę smutno mi, że pierwszy raz ma być inaczej niż zawsze było, ale piernik Lolinki to zrekompensuje. Piernika Lolinki nie było jeszcze nigdy, a już sobie nie wyobrażam Świąt bez niego.

*3 możliwe miejsca Wigilii, 2 możliwe miejsca Świąt oraz opcja podróży do części rodziny w któryś dzień świąteczny lub brak tejże

Co ma piernik do wiatraka?

DSCN9066W wiatraku mieli się zboża, albo przynajmniej mielono zanim zaczęto je mielić w młynie. A po zmieleniu zboże robi za mąkę, mąkę zaś dosypuje się do piernika żeby był ciastem, a nie tylko smakowitym płynem. Piernik może nawet być wieloziarnisty jeśli ktoś akurat nie ma mąki tortowej zwanej zwykłą.

Wczoraj wieczorem, w ramach terapii rodzinnej oczywiście upiekliśmy 3 pierniki, gdyż na tyle mamy blaszek i miejsca w piecu. Dwa z pierników zostały piernikami wieloziarnistymi, ponieważ zabrakło nam mąki zwykłej  a jako, że jesteśmy eko, to mieliśmy wieloziarnistą. Na to, że jesteśmy eko-rodziną wskazuje także fakt, że coraz częściej w torebce przypadkiem znajduje się szmaciana kraciasta siatka (zwana eko-torbą) i z lokalnego Kosa nie przynosimy foliowej reklamówki oraz drugi fakt- żeDSCN9065 zjadamy nieprzyzwoite wręcz ilości kaszy jaglanej, która niemal całkowicie wyparła chleb z diety. Ponadto używamy eko-żarówek światła dziennego i dezodorantów w kulce zamiast spreja.

Piernik, który nie musiał stać się wieloziarnisty, bo starczyło dla niego mąki, był piernikiem Lolinki. Zrobiliśmy tylko jeden, gdyż byłam nieco nieufna do przepisu z orzechami. Po spróbowaniu jednak okazało się, że pierniki powinny były być robione w proporcji odwrotnej. Wczorajsze prace skończyły się zbyt późno by degustować, ale dziś od południa nadrabiałam wczorajsze niedociągnięcia.

DSCN9092Wszystkie pierniki zostały przełożone powidłem, bo taki mam fetysz, że lubię dżem w pierniku. Pierniki wieloziarniste, które były mocno pancerne, miękły w folii nieruszone, co zaś tyczy się piernika Lolinki, to on również wymagał przełożenia dżemem żeby zaspokoić moje piernikarskie potrzeby. Ale nie zepsułam przepisu innymi modyfikacjami i nawet bakalie dałam. Ten piernik jest N_A_J_L_E_P_S_Z_Y. Jego konsystencja od razu nadaje się do spożywania, a dzięki dodatkowi kakaa nie trzeba już było piernika polewać polewami z czekoladą, które tuczyłyby niepotrzebnie. Mąż, po moich telefonicznych rekomendacjach, zarządził na wieczór powtórzenie. Piernik posmakował także mojej mamie, która wprawdzie Lolinki nie zna i pytała „skąd taka nazwa”, ale podejrzanie duże ilości z apetytem zjadła. Piernik wieloziarnisty, zdegustowany dzisiejszego wieczoru, okazał się być mocno lepki od horrendalnych ilości miodu, ale da się go zjeść w towarzystwie grubszej kromki piernika Lolinki.

Wieczorem przyszedł również sąsiad, który jest dość DSCN9081biedny by przysługiwała mu pomoc z Unii. Unia jednak nie zna się i zamiast mąki i cukru, dała sąsiadowi na Święta płatki kukurydziane. Sąsiad podzielił się, bo nie potrzebował ich tyle ile dostał a my, żeby nie przyjmować czegoś, co nam się nie należy, dokonaliśmy wymiany. Za czteropak płatków zapłaciliśmy jednym z pierników nie-Lolinkowych za to pełnoziarnistych.

Wieczorem jednak padłam na ryjek i zległszy ze Stasiem, który wypuszcza właśnie brakującą dwójkę i obwieszcza to światu wszem i wobec, zasnęłam. Nie wstawałabym już wcale, chyba że tylko w celu przebrania się w piżamę, ale niestety- kura domowa nie ma tak słodko. Mamy wiele zobowiązań, które trzeba wykonać, a skoro już wstałam, to i zgodziłam się zawiadywać pracami kuchennymi. Tym sposobem dziś wieczorem powstały 3 pierniki Lolinki i właśnie dochodzą. Jutro dwa z nich idą z Mężem do miejsc pracy. A jeden dla mnie za fatygę.

DSCN9091

DSCN9070