O osiołku Buridana i osiłku

DSCN7144Nasz osiłek spędził dziś cały wieczór na spożywaniu posiłku. Było nerwowo, bo po 20 wróciliśmy z kościoła przyprowadzając sobie gościa, a zawsze przed 21 osiłek stwierdza, że już ust nie otworzy, kładzie się na glebę i leży. Gość tonizował osiłkowe emocje. Podawano mu (osiłku, nie gościu) kaszkę, banana, mięso z rosołu i szyneczkę, bo cwaniaka post nie obowiązuje, a ja to na przykład się zwijam w oczekiwaniu na północ. Osiłek, dokładnie tak jak osiołek słynnego fizyka i filozofa Jana Buridana, nie był w pełni przekonany do żadnej opcji. Przyjmował lub nie przyjmował. Przyjęte oddawał z czasem. Typowo modelowo, a wiadomo, że rodzicom zależy jednak na tej kolacji, bo od niej być może zależy przespana noc. Tak naprawdę nie wiadomo od czego zależy. Może zależy od zębów, a może od wywietrzenia pokoju, a może od pragnienia, a  może tylko od nastroju. Czasem zależy od pieluchy. Poi się chłopczyka obficie przez cały dzień, żeby nie nadrabiał pragnienia wieczorem. Kupiło mu się szóstki na noc, ale i one nie zawsze wystarczają. Bodzianki mu się w kroku nie zapina, żeby nie uciskała i żeby w razie zlania się nie trzeba było przebierać góry. Na pewno sen nie zależy od muzyki. DSCN7140Nagrano osiłkowi składankę, która trwa całą noc, bo wieża ustawiona na „repeat all” po iluś odtworzeniach zwykłej płyty sumujących się do 3-4 godzin zwykła milknąć, a muzyka jest osiłkowym uszom potrzebna dla dobrego snu. Lubi sygnalizować dźwiękami, że muzyka przestała grać, a jeśli przyjdzie mu sygnalizować to w nie dość ciemnym pokoju, to się budzi zupełnie. Ale i całonocna składanka nie pomogła. Przeszukałam dziś wszystkie nie moje szafy i nie znalazłam zasłon które bym mogła dowiesić jako drugą warstwę. Prawdopodobnie jutro przed świtem przyjdzie nam powitać syna gotowego do zabawy. Wszak jesteśmy na liście subskrypcyjnej zmian jego położeń, pozycji i stanów.

DSCN7143Jest jednak cień szansy, że a nuż tym razem da pospać. Tym cieniem jest fakt, że poszedł spać późno. Stało się tak dlatego, że tata odprowadzał gościa. W tym czasie syn, którego na noc usypia tata wołał tatę aż w końcu się zniecierpliwił. Zniecierpliwienie go rozbudziło i gdy przyszedł tata, był pobudzony i gotów na wszystko. Pech chciał, że w pokoju z zabawkami nie paliło się światło, a paliło się w łazience. Osiłek poszedł do łazienki i począł odkręcać wodę nad wanną. Matka posiadająca zmysł oszczędzania odłączyła gaz co by nie leciała ciepła woda. Osiłek korzystał z zimnej. Matka uradowana, że jest chwila spokoju od dźwięków denerwującego się osiłka, podstawiła mu koszyk z zabawkami kąpielowymi pod nogi. Osiłek brał zabawki i wrzucał je do wanny. Najlepszą z zabawek jest jednak własne mydło w płynie, które można podstawiać pod kran i rozchlapywać strumień. Matka przekonana, że synowi nie grozi nic, zmniejszyła światło w łazience do takiego wyciszającego i poszła do kuchni, w której przebywał Mąż. Po chwili dołączył i osiłek. Śmiał się bardzo. DSCN7148Dołączył na chwilę i poszedł. Przychodził i odchodził. Wracał i znów szedł do łazienki. Matka próbowała go złapać aparatem, ale akurat padała bateria. Niemniej jednak udało się uwiecznić powody radości. Otóż osiłek łapał wodę (lodowatą) sitem (kąpielowym) i pił ją! Większość lądowała na piżamce, trochę na skarpetkach, ale pił.

A gość, który nas odwiedził to nasz bogaty, ciężko pracujący przyjaciel, który nie ma rodziny i może inwestować w siebie. Inwestuje i spełnia marzenia. Aktualnie nabył lampę błyskową. Poprzednią wypłatą zakupił obiektyw i teraz będzie focił sukienki Cytrynny w miarę ich powstawania na profesjonalnych sesjach. A powstawać będą. Nawet dziś Cytrynna spędziła pół przedpołudnia na szyciu i gdyby nie egzamin, to by uszyła…

Reklamy

Jak pozytywnie

DSCN7017Wpisy Cytrynny są zawsze pozytywne, nawet kiedy są o przykrych rzeczach. Ale ten nie będzie o Staszku wolącym swoją babkę od swojej matki, ani o Staszku przejawiającym przejawy ADHD ani nawet o wrzodach Męża czy obowiązkowym wuefie na studiach. Będzie o Staszku, który skończył dziś półtora roku i jest ufny, wesoły i mówi „mama”.

Staszek wstał dziś o świcie, grubo przed wschodem słońca, bo z cudownego dziecka dającego się wyspać stał się ostatnio dzieckiem niewiele mniej cudownym, lecz absolutnie nie pozwalającym się wyspać. Próbowano swoim zwyczajem zmusić go gwałtem  do ponownego zaśnięcia poprzez przeniesienie z jego umiarkowanie ciemnej sypialni do doskonale wyciemnionej sypialni rodziców i wręczenie butelki z mlekiem oraz ciasne utulenie. Pił niesamowicie długo to swoje mleko, po czym rozpoczął monolog i wyrywanie się. Monolog był tak naprawdę przemówieniem, którego adresatem był tata. DSCN6988Poza dźwiękami nierozpoznawalnymi często powtarzał się zwrot „tata” oraz „ta-ta”. Długo trwający gwałt tym razem nie działał. Wypuszczono wrzeszczące dziecko i poprowadzono z powrotem do jego własnej sypialni, gdzie umieszczono w łóżku i wręczono zabawki. Po chwili dobiegł dźwięk tłuczonego szkła. To spadła pluszowa pałka od matki chrzestnej wydająca takiż odgłos. Po pałce rozpoczął się rozpaczliwy krzyk domagającego się zwrotu upadłej. Spać się nie dało. Wcale. Nikt nie mógł spać.

Potem był bardzo fajny dzień. Szczęśliwie rano padał śnieg i było zimno, więc powzięte rano postanowienie o niewychodzeniu z domu pozwoliło matce i synowi w tym domu pozostać. Jedynie Mąż pojechał do swojej pracy, ale on lubi śnieg i zimno. Dziecko było pogodne, wesołe, jadło, bawiło się, wskakiwało na łóżko i krzyczało, że na nim jest, odkręcało wodę w łazience i przychodziło pokazać, że ma mokre ręce. Podawało te ręce i dawało się prowadzić. Mówiło „mama”. Sielanka. Mama piła hektolitry herbaty i budowała z dzieckiem konstrukcje z dupelków.

DSCN7081Kiedy jednak dziecię zapadło w drzemkę, matkę ogarnęła depresja i niemoc. Nic fajnego nie może robić, bo ma w piątek egzamin, na który powinna się przygotować. Ale nie ma żadnej motywacji do egzaminu, bo po weekendzie zaczyna się nowy semestr, a w nim każdego dnia są jakieś zajęcia obowiązkowe. I wuef jest. A jak taka stara matka ma ćwiczyć na wuefie akurat w porze drzemki dziecka wśród młodych jędrnych dziewcząt? Matka by poćwiczyła, bo czuje, że potrzebuje, ale to jest pora drzemki dziecka, a nikt nie uśpi dziecka. I jeszcze te młode dziewczęta, co to nie rodziły i nie siedzą w domach i nie mają chorych tarczyc i nie grubną… I ten egzamin… Matka nie może zrozumieć momentów pędów i sił. To było w grudniu, a w grudniu nie chodziła na ćwiczenia, bo zajmowała się chorym Mężem.

Teraz Mąż jest mniej chory i dziś nawet przyjechał wcześniej zająć się swoją zdruzgotaną żoną. Mieli pojechać do ikei, ale nie mieli skrobaczki do szyb, bo zniknęła. DSCN7031Rozmrażanie przy użyciu dmuchawy, odmrażacza w sprayu i gąbki zajęło tak wiele czasu, że nie opłacało się jechać do wcześnie zamykanej ikei. A potrzebują, bo jedną ze swoich lamp wywieźli na wieś i brakuje jej. Tymczasem dziś pojechali do pobliskiego Madisona i dłużej szukali miejsca parkingowego niż szliby tam pieszo. Zaopatrzyli się we wszystkie dostępne ciabatty z pomidorami (pieczonymi na miejscu specjalnie dla nich*), a Staszek zerwał się z ręki trzymającej go za kaptur i pobiegł przyzywać windę, bo zna drogę. Raz był pieszo i zna drogę! A w niedzielę to też się zerwał i pobiegł do zakrystii na Mszy, gdzie na dzieci czekają zabawki. Też raz tam się bawił i to jakiś czas dłuższy temu, a rozpoznaje! W dzisiejszym Madisonie to jeszcze na piętrze ze zwierzyńcem się zerwał i pobiegł do zwierzyńca i najpierw ucieszył się króliczkami z wystawy, a potem wbiegł do środka i zaczął molestować ryby, które są najbardziej w głębi! Matkę przeraża to, jak syn wszystko rozpoznaje i to, że nie chodzi, tylko biega, ale ojca wszystkie te fakty radują.

Cytrynna poleca:

DSCN7112Cytrynna poleca bobodent, na ząbkowanie. Chyba pomaga dziecku, bo od niedawna na jego widok samo otwiera buzię i daje sobie smarować niczym ktoś kto zna środek i ufa, że mu pomoże. Matce pomaga na pewno, bo matka ząbkuje ósemkami prawymi obiema i smaruje się i odczuwa ulgę. Cytrynna poleca też czekoladę milka wiśniową. W osiedlowym sklepie jest akurat w promocji i bardzo pomaga na trudy życia codziennego. Miała być do rozpuszczenia, ale zeszła zanim poszła do garnka.

*Pani spytana, czy będą, powiedziała, że mogą być i że nawet pomidorowe mogą być i były po 10 minutach, bo akurat rozgrzewała piec.

DSCN7008

Wypisz, wymaluj

DSCN8320Żyjemy w rodzinie żyjącej od lat w strachu przed grypą. Babcia co roku szczepi się przeciw grypie. Mama chowa pod poduszką homeopatyczny „lek” z wątroby kaczki. Trzeba uważać na grypę, unikać jej i bacznie wypatrywać objawów nadchodzenia, by w porę rozwiesić kaczo-wątrobiane zasłony i zatrzasnąć choróbsku drzwi przed nosem. My sobie po cichu kpimy z chorób, szczepionek i całego okołogrypowego biznesu. Spotka nas za to zasłużona kara.

Właściwie już spotkała. Zachorował nam synek, roczne zaledwie niemowlątko. Nic tego nie zapowiadało. Wyszedł z domu rano zupełnie zdrów, a po niedługim czasie wrócił zupełnie nieswój. Ledwo dychał i spać chciał bardzo. Wypisz, wymaluj grypa! Poszedł spać, lecz lulał niespokojnie, na brzuszku, cicho pojękując co i raz. Zbudził się szybko i patrzył na mnie swoimi maleńkimi oczkami pełnymi cierpienia, lecz nic nie powiedział. Patrzył tak i patrzył, a w ustach trzymał paluszek i po pewnym czasie lulnął znowu i lulał jeszcze trochę.

Gdy obudził się ostatecznie, wstał i dzielnie usiłował utrzymać pozycję pionową, lecz widać było, ile go to kosztuje. Ledwo pił, ledwo jadł i ledwo bawił się. W porze kolacji twardo odmówił kolacji, swoimi ulubionymi żurawinami częstując jedynie babcię. Na przyjście taty ledwo się ucieszył. Przy okazji wyszły na jaw niedopatrzenia do jakich doszło pod nieobecność matki- synek nabawił się odparzeń. Podczas smarowania odparzeń płakał tak rzewnie, że aż nos mu się oczyścił i mógł odetchnąć pełną piersią. Wieczór z wczesnego zrobił się późny i Lulątku zaczęło ocieplać się wszystko, co wcześniej ciepłym odczuwała jedynie matka. Skądinąd ta matka jakiś czas wcześniej zmierzyła temperaturę synka termometrem bezdotykowym i ów zanotował 40 stopni! Taki wynik z tego akurat termometru nie niepokoi tak jak powinien, gdyż ten termometr lubi zawyżać Stasiaczkom gorączki i już nie raz w podobny sposób straszył.

Zupełnie przerażeni stanem wnusia dziadkowie zupełnie niechętnie poszli, wymógłszy obietnicę, że rodzice nie zaniedbają ich wnusia. Wnusiowi zmierzono gorączki ponownie i znów zanotowano 40 stopni. Ojciec w tym czasie mógł poszczycić się 38,5 stopniami a matka zaledwie 37,7. Pod pachą synka jednak działy się niewiele niższe cuda i w ruch poszedł Ibufen. W samą porę, gdyż parę minut później wróciła martwiąca się babcia i mogła już obserwować pierwsze efekty działania leku. Synek wypił wodę słodzoną, wypił mleczko, po czym matka posmarowała zęby smarowidłem do zębów i wykryła przebicie się zaległej od dawna dwójki, prawdopodobnej przyczyny dzisiejszego ataku. Synek stygnie i grzeje rodzicom łóżko, ale wciąż co jakiś czas przypomina, że nie skończył. On się dopiero rozkręca. Jest słodki i rozkoszny, ale jeśli postanowi, że dziś nie śpimy, nie będziemy spali.