Prezent bez opakowania

DSCN8888Merlin przysłał mi właśnie spamiarską wiadomość o swojej najnowszej ofercie, w której to zamierza zaoferować naiwnym prezenty bez opakowań. Widoczną od razu wadliwość takich podarków rekompensuje niskimi cenami. A biedni naiwni ludzie kupią prezenty bez pudełek i zdziwią się otrzymawszy je, bo przecież myśleli, że ‚bez pudła’ znaczy ‚trafiony’. A wcale nie- bez pudła zajmuje po prostu mniej miejsca w magazynie i z tej racji może być tańszy. Bo buble, jakie się sprzedaje współcześnie największą część swojej ceny zawdzięczają przechowywaniu i transportowi*.

Staszek-Szkoda-Czasu-Na-Sen ostatnie dwa dni raczył zasypiać o PÓŁNOCY, po dwóch a czasem więcej godzinach polegiwania, wyciszania się, przytulania i co tam jeszcze. Wczoraj do tego wszystkiego był wesoły i był jednocześnie Staszkiem-Opowiedzcie-Mi-Jakie-Mieliście-Plany-Na-Wieczór. DSCN8881A my co wieczór rezygnowaliśmy z wszystkiego, nie robiliśmy nic. Nie szyliśmy, nie piekliśmy, jedynie graliśmy krótko w Carcassonne a i tak szliśmy spać o piątej. Każdego dnia próbując się przesunąć bliżej północy, kończyliśmy bliżej rana.

Od lat nikt nie respektował, że ja 12 grudnia obchodzę imieniny. Imieniny były zastrzeżone dla dorosłych. W końcu jednak znalazłam Męża, a on ma rodzinę, która imieniny respektuje, miałam więc dziś imieniny i dostałam kwiaty. Ot, takie rodzinne domowe imieniny, o których ktoś pamiętał. A całe lata upominania się o imieniny w domu nic nie dawały. Mąż z okazji imienin żony zabrał ją do Pizza Hutu na środową promocję dwóch pitc w cenie jednej na wynos i chociaż raz dostałam dość kalorii, gdyż na co dzień skąpi mi się posiłków, abym nie zgrubła za bardzo. Nie jestem tu dobrze karmiona. Ponadto o 20, znienacka, bez ostrzeżenia, zjawił się R., który tym samym opuścił szczęki nasze do ziemi i zaskoczył. Przyszedł z Rafaellem, które bardzo lubię, na chwilę złożyć tylko życzenia.DSCN8915 A wcale nie miał blisko ni po drodze. Przyszedł, bo pamiętał. To takie miłe. Potem jeszcze Maurycy Teo nominował mój blog do jakiejś dziwnej gry w zbieranie gwiazdek i poinformował o tym miłymi słowami. Nie wiem, o co chodzi, ale słowa informujące były miłe i aż nie wiem teraz, kto aktualnie przoduje w rankingu na najlepszego znajomego. Ja ogólnie lubię zbierać różne rzeczy, ale nie radzę sobie ze znajdowaniem umiaru w zbieractwach.

Idę szyć sample choinki. Mąż mi odrysował już kilka, a jest duże parcie na choinki. Choinki będą prezentami pod choinki. I będą takie ładne, że nie będą potrzebowały opakowania. Bo opakowania się daje, by odwrócić uwagę od gorszej zawartości.DSCN8802

A propos gorszej zawartości w opakowaniu, to Polski Bus oferuje bardzo dobrą zawartość w foliowej torebce. Wyrzucając okropny mężowski plecak, który w końcu po latach zepsuł się, natrafiłam na nieco tylko zapleśniały rogalik drożdżowy oferowany w ramach cateringu w podroży do/z Warszawy. I to wcale nie naszej podróży październikowej, lecz Męża samotnej podróży wrześniowej. Rogalik miał tylko DWIE plamki pleśni.

*E, to taki mój żart, może kiepski. Mąż kazał dorobić przypis, bo sam pomyślał, że jak to, przecież książki to akurat pudełek nie mają.
DSCN8869

Reklamy

Motywy chodzą grupami

Mój Mąż ma takie motto życiowe, które głosi, że motywy chodzą co najmniej parami, ściślej mówiąc, motywy chodzą grupami. Jeśli pojawi się coś rzadko spotykanego (np. słowo lub nazwa miejscowości), to nierzadko zdarza się, że w krótkim czasie pojawi się ono ponownie. Nie jest to żadna prawidłowość, raczej zwykła statystyka, bo nawet rzeczy niezwykłe przewijają się, a jedynie kwestia ich zauważenia. Jeśli coś było nietypowe, to prędzej zwróci się uwagę na ponowne tego wystąpienie niż gdyby ktoś mi powiedział, że zjadłby jajecznicę w dniu, w którym ja rano jajecznicę jadłam/właśnie robić chciałam. Niemniej jednak kiedyś Mąż zwerbalizował to jakoby motywy chodziły grupami, potem kilka motywów poszło grupami i od tego czasu każde zauważone przez nas zgrupowanie motywów cieszy nas, gdyż jest potwierdzeniem postawionej tezy. Matematyk wie, że tezy nie udowadnia się przykładami.
Weźmy na przykład Warszawę. Warszawa jako motyw jest ogromna i coś na pewno da się przypasować. Otóż kiedy my byliśmy w Warszawie, dostaliśmy oboje eski od A., że jednak nie przeprowadza się on do Krakowa, lecz do Warszawy. To już jest dobre sparowanie motywu. Sam fakt przeprowadzki nie jest taki dobry, bardzo liczyliśmy na to, że będzie mieszkał w Krakowie, skoro w Gdańsku mieszkać nie może i że będziemy mieli pretekst do jeżdżenia do Krakowa.

Z kolei Mąż. Mąż udostępnił dziś na fejsie takie oto coś. Liczba 96 komentarza nie wymaga. A jeszcze udostępnił to, kiedy ja akurat poruszałam motyw motywów parujących się.

Ale, ale… innym motywem jest Carcassonne, gra familijna, w którą graliśmy dwiema familiami podczas odwiedzin u pewnej warszawskiej familii:) Rozmawiałam potem z Mężem o grze, jej dodatkach, naszych pomysłach i ja zasięgnęłam googli żeby sprawdzić jej cenę, tak orientacyjnie. A należy jeszcze dodać, że sama nazwa była mi od początku znajoma, myślałam, że gdzieś u kogoś grę widziałam. Nie widziałam. Google wyjaśniły skąd moja znajomość nazwy. Otóż jest to miasteczko we Francji. Informacja ta zadziałała na mnie niczym silny bodziec na człowieka ogarniętego amnezją. Mianowicie wiele lat temu moja babcia przywiozła mi z Francji ogromny ołówek zakończony dzwoneczkami z nadrukiem zamków i tym podobnych. I na ołówku widniała nazwa miasteczka, w którym musiał zostać zakupiony. Ale to wszystko nic jeszcze. Jedną z naszych warszawskich atrakcji było odwiedzenie Taniej Książki na Koszykowej. I tam właśnie znalazło się powieścidełko o tematyce nieporywającej, które jednak swym tytułem potwierdza, co robią motywy. Bo czyż nie chodzą grupami?

Walking in the winter wonderland

Oto post będący zapowiedzią cyklu postów o Warszawie. Na dowód, że rzeczywiście byłam w Warszawie, załączam moje zdjęcie pod Pałacem Kultury i Nauki.

Głównym celem mojego pobytu w stolicy było przerwanie pięcionocnej rozłąki z Mężem, bo 5 nocy to już z 5 razy za dużo. Byłam więc na jedną noc. Przespaliśmy ją w akademiku na pojedynczym łóżku pod mikroskopijną kołdrą i na jednej poduszce, dość dużej i to w dodatku bez poszewki, gdyż przydzielono do niej za małą. Ogólnie wielkie fuj. Łóżko było bardzo wąskie, ale nie miało żadnego rowka na środku, więc nikt się nie zapadał i daliśmy radę, a ja nawet jestem wyspana.

Jazda autobusem to był strzał w dziesiątkę, bo w autobusie dawali herbatę(x2), rogalik, herbatniki i w drodze powrotnej nawet lody. Wszystko z dolnej półki, ale jakże miłe to w podróży. Dla kontrastu pociągi podobno wczoraj miały zerwane trakcje i wielogodzinne opóźnienia, ale nie sprawdzam poprawności tej plotki.

Moja jazda na jedną noc to najoptymalniejsze wyjście z możliwych, a mianowicie:
1. Gdybyśmy wszyscy pojechali, to niezadowolone byłyby obie strony naszych rodziców a i my czulibyśmy okropny kwas (ostatnio moje ulubione słowo- odkąd prezydent budyń pojawił się na naszej Mszy i chodził po całym kościele robiąc piar), a prawdopodobnie przytłoczyłoby nas to bardziej niż przytłoczyło w ciągu jednej doby, ale o przyczynach przytłoczenia będzie jeden z zapowiadanych wpisów (zadowolonych-niezadowolonych 0:3).
2. Gdyby sam Mąż pojechał, kobiety które za anulację wyjazdu odpowiadają czułyby się głupio, a my byśmy tego nie przeżyli. Moja mama byłaby usatysfakcjonowana (zadowolonych-niezadowolonych 1:2).
3. Ja pojechałam bez Staszo i na krótko- kobiety mogły sobie wyleczyć poczucie winy, my mieliśmy noc dokładnie w połowie a tylko moja mama się za nas wstydzi, od egoistów wyzywa, wyrzuca różne fałszywe zarzuty, które mnie nie ruszają, ale na które nie odpowiadam mimo posiadania ripost, bo nie jestem taka żeby się mścić  (zadowolonych-niezadowolonych 2:1).
Chyba możliwa byłaby jeszcze opcja, że nie jedzie i Piotr, wtedy względnie zadowolonych byłoby 3, ale ta opcja nie mogła nawet być rozpatrywana.

A oto banany znalezione w całodobowym o drugiej w nocy. W sumie to bananów w samym sklepie szukać nie trzeba było, ale całodobowy z czymś innym niż alkohol i stare drożdżówki, to już sztuka. Żeby w stolicy, przy jednej z głównych ulic (tak głównych, że jest nawet w Monopolu i to zielona!) nie było czynnej ni gastronomi, ni spożywczaka! Bulwers! Nasz nielubiany Gdańsk to jednak jest pod tym względem w porządku. Znaleziony w końcu całodobowczyk puszczał akurat sielską zimową muzę, która dzięki swemu niedopasowaniu do pory roku, wpasowała się w tytuł wpisu.

Chodzi mi po głowie mnóstwo piosenek o odwiedzonym mieście, zwłaszcza w wykonaniu Kuby Sienkiewicza, ale Staszo śpi i chyba nie podzieliłoby mojej ochoty, woli ani zachęty do posłuchania.