Jak pozytywnie

DSCN7017Wpisy Cytrynny są zawsze pozytywne, nawet kiedy są o przykrych rzeczach. Ale ten nie będzie o Staszku wolącym swoją babkę od swojej matki, ani o Staszku przejawiającym przejawy ADHD ani nawet o wrzodach Męża czy obowiązkowym wuefie na studiach. Będzie o Staszku, który skończył dziś półtora roku i jest ufny, wesoły i mówi „mama”.

Staszek wstał dziś o świcie, grubo przed wschodem słońca, bo z cudownego dziecka dającego się wyspać stał się ostatnio dzieckiem niewiele mniej cudownym, lecz absolutnie nie pozwalającym się wyspać. Próbowano swoim zwyczajem zmusić go gwałtem  do ponownego zaśnięcia poprzez przeniesienie z jego umiarkowanie ciemnej sypialni do doskonale wyciemnionej sypialni rodziców i wręczenie butelki z mlekiem oraz ciasne utulenie. Pił niesamowicie długo to swoje mleko, po czym rozpoczął monolog i wyrywanie się. Monolog był tak naprawdę przemówieniem, którego adresatem był tata. DSCN6988Poza dźwiękami nierozpoznawalnymi często powtarzał się zwrot „tata” oraz „ta-ta”. Długo trwający gwałt tym razem nie działał. Wypuszczono wrzeszczące dziecko i poprowadzono z powrotem do jego własnej sypialni, gdzie umieszczono w łóżku i wręczono zabawki. Po chwili dobiegł dźwięk tłuczonego szkła. To spadła pluszowa pałka od matki chrzestnej wydająca takiż odgłos. Po pałce rozpoczął się rozpaczliwy krzyk domagającego się zwrotu upadłej. Spać się nie dało. Wcale. Nikt nie mógł spać.

Potem był bardzo fajny dzień. Szczęśliwie rano padał śnieg i było zimno, więc powzięte rano postanowienie o niewychodzeniu z domu pozwoliło matce i synowi w tym domu pozostać. Jedynie Mąż pojechał do swojej pracy, ale on lubi śnieg i zimno. Dziecko było pogodne, wesołe, jadło, bawiło się, wskakiwało na łóżko i krzyczało, że na nim jest, odkręcało wodę w łazience i przychodziło pokazać, że ma mokre ręce. Podawało te ręce i dawało się prowadzić. Mówiło „mama”. Sielanka. Mama piła hektolitry herbaty i budowała z dzieckiem konstrukcje z dupelków.

DSCN7081Kiedy jednak dziecię zapadło w drzemkę, matkę ogarnęła depresja i niemoc. Nic fajnego nie może robić, bo ma w piątek egzamin, na który powinna się przygotować. Ale nie ma żadnej motywacji do egzaminu, bo po weekendzie zaczyna się nowy semestr, a w nim każdego dnia są jakieś zajęcia obowiązkowe. I wuef jest. A jak taka stara matka ma ćwiczyć na wuefie akurat w porze drzemki dziecka wśród młodych jędrnych dziewcząt? Matka by poćwiczyła, bo czuje, że potrzebuje, ale to jest pora drzemki dziecka, a nikt nie uśpi dziecka. I jeszcze te młode dziewczęta, co to nie rodziły i nie siedzą w domach i nie mają chorych tarczyc i nie grubną… I ten egzamin… Matka nie może zrozumieć momentów pędów i sił. To było w grudniu, a w grudniu nie chodziła na ćwiczenia, bo zajmowała się chorym Mężem.

Teraz Mąż jest mniej chory i dziś nawet przyjechał wcześniej zająć się swoją zdruzgotaną żoną. Mieli pojechać do ikei, ale nie mieli skrobaczki do szyb, bo zniknęła. DSCN7031Rozmrażanie przy użyciu dmuchawy, odmrażacza w sprayu i gąbki zajęło tak wiele czasu, że nie opłacało się jechać do wcześnie zamykanej ikei. A potrzebują, bo jedną ze swoich lamp wywieźli na wieś i brakuje jej. Tymczasem dziś pojechali do pobliskiego Madisona i dłużej szukali miejsca parkingowego niż szliby tam pieszo. Zaopatrzyli się we wszystkie dostępne ciabatty z pomidorami (pieczonymi na miejscu specjalnie dla nich*), a Staszek zerwał się z ręki trzymającej go za kaptur i pobiegł przyzywać windę, bo zna drogę. Raz był pieszo i zna drogę! A w niedzielę to też się zerwał i pobiegł do zakrystii na Mszy, gdzie na dzieci czekają zabawki. Też raz tam się bawił i to jakiś czas dłuższy temu, a rozpoznaje! W dzisiejszym Madisonie to jeszcze na piętrze ze zwierzyńcem się zerwał i pobiegł do zwierzyńca i najpierw ucieszył się króliczkami z wystawy, a potem wbiegł do środka i zaczął molestować ryby, które są najbardziej w głębi! Matkę przeraża to, jak syn wszystko rozpoznaje i to, że nie chodzi, tylko biega, ale ojca wszystkie te fakty radują.

Cytrynna poleca:

DSCN7112Cytrynna poleca bobodent, na ząbkowanie. Chyba pomaga dziecku, bo od niedawna na jego widok samo otwiera buzię i daje sobie smarować niczym ktoś kto zna środek i ufa, że mu pomoże. Matce pomaga na pewno, bo matka ząbkuje ósemkami prawymi obiema i smaruje się i odczuwa ulgę. Cytrynna poleca też czekoladę milka wiśniową. W osiedlowym sklepie jest akurat w promocji i bardzo pomaga na trudy życia codziennego. Miała być do rozpuszczenia, ale zeszła zanim poszła do garnka.

*Pani spytana, czy będą, powiedziała, że mogą być i że nawet pomidorowe mogą być i były po 10 minutach, bo akurat rozgrzewała piec.

DSCN7008

Reklamy

Dom uciech czyli jak Staszek został swoim własnym ojcem

DSCN9241

„Witajcie w moim domu uciech”

Wbrew temu, co sugeruje tytuł, nie przytoczę tu tej  sympatycznej historyjki. Rzecz będzie o Staszku i jego ojcu z osobna.

Staszek, jak wiadomo jest satyrem, jest rubaszny i rozchełstany. Jeśli chce, potrafi uprzykrzyć życie. Ostatnio chce. Oczywiście nikt nie ma do niego o to pretensji, bo jest malutki. A robi to tak: budzi się w nocy i nic nie chce. Utulony zasypia. Zasypiają utulacze. Pół godziny później budzi się znów z przemoczoną piżamą. Pieluchy jakimś cudem, nie przepełniając się, przelewają się. W nocy. Są sugestie, że gdyby miał nocnik, to by było inaczej. Nie ma nocnika, a jak sama nazwa wskazuje, nocnik jest na noc (noc-nic). Czasem jakoś śpi, a czasem śpi tylko do szóstej, kiedy to budzi się z zapełnienia kolejnej pieluchy. A NIKT go ani jakoś specjalnie nie futruje piciem w nocy, ani nawet na wieczór nie jest pojony ponad miarę. On po prostu zatrzymuje dzienny mocz na noc,  bo jest malutki i ma immunitet na takie rzeczy.

Staszek bywaDSCN3836 też dziczyzną. Biega zupełnie niechaotycznie po terenie (mieszkania) i wskakuje na fotele, kanapy, łóżka, po których następnie przemieszcza się z dzikim chichotem. Nierzadko staje sobie na samym brzegu i leci w tył, gdzie zawsze złapią go ręce matki. Może powinny raz nie złapać, to by się nauczył dyscypliny. Ale matka dzięki oscypkom prosto z Zakopanego przyniesionym dziś rano przez listonosza i przepuszczonym przez mikrowelkę ma werwę i jakoś znosi i bieganinę i stres. Na ogół matce udaje się nawet powalić ofiarę na kanapę zanim ta powinie nóżki i się zwali. Wówczas ofiara chichocze głośno i robi fikołki. Jest sympatycznie. Czasem w biegu pędzi na choinkę (stojącą na stole) by zerwać z niej ciasteczko. Staszek wie, że należy zjadając ciastko, móc je jednocześnie zachować. Ma na to sposób – nigdy nie je tego, co ma w ręce, jeśli do drugiej nie zapewni  sobie tego samego. No chyba, że to kanapka. Jednak wczoraj pobiegł na choinkę olewając czytającą mu na głos wpis na jakimś blogu matkę. Pobiegł i zanim niczego złego nie podejrzewająca matka dołączyła, choinka (duża, od blatu aż po sufit a mamyDSCN3877 dość wysokie mieszkanie) zamiast stać na stole, leżała w Stasim łóżeczku a na podłodze pałętało się mnóstwo spadłych ciastek i jakiś septyliard igieł. Misja ciastko wykonała się sama w nadpodziewanym wymiarze.

Staszek potrafi na dźwięk domofonu podejść do drzwi wejściowych i powiedzieć ‚ele’, co przypomina imię babci, która czasem przychodzi. Potrafi na pytanie o kotka pójść w miejsce, w którym ostatnio kotek był (np. pod kanapę w innym pokoju) i wskazać  kotka duplo leżakującego pod kanapą. Potrafi go też wskazać, gdy ów kotek znajduje się w pojemniku DSCN4386z klockami. Jest bystry i zadziwia. Gdy mowa o tym, że jest malutki, pokazuje, że jednak jest duży. W każdym domu podchodzi do szafki z łyżeczkami i stoi pod nią tak  długo wołając „a-a-a”, aż mu się łyżeczki nie poda. Nade wszystko jednak upodobał sobie słowo „tata”, co jest oczywiście zrozumiałe. W końcu cieszy się na tatę wracającego, w końcu to tata go usypia. Hipotezowaliśmy, że określenie tata jest tak często w użyciu, ponieważ jest określeniem czegoś fajnego jako takiego. Jest. Jest określeniem czegoś najfajniejszego dla niego. Staszek, gdy otoczenie mówi „Staszek”, odpowiada „tata” i pokazuje na siebie. Chyba więc myśli, że to on jest ojcem. Może myśli, że Stasio i tata to to samo? Na tej podstawie dąży do sypiania z matką. Ten dziwak Freud coś by o tym powiedział.

DSCN4392Ojciec: Stasiu, nie wiem, czy ci pozwolimy już spać.
Matka: Jak to?
Ojciec: Ktoś musi być leserem, a mamy trzy osoby. Jak Stasiu zaśnie, to ktoś z nas będzie musiał być leserem, a wtedy ten drugi sam nic  nie zrobi.

Pierwsze zdjęcie przedstawia oczywiście Stasia w roli właściciela domu uciech. Jak przystało na właściciela domu uciech, ubrany jest niechlujnie. Jest także brzuchaczem i trzyma w dłoni długopis do notowania numerów pokoi. Uśmiech oczywiście jest rubaszny. Kołnierz został postawiony ale nikt go nie zapiął. No i nie ma butów, bo w końcu jest „u siebie”. To jednak chyba tutaj różni się od ojca wyraźnie i sam musi to przyznać. Ojciec cały czas jest świadom, że nie jest u siebie.

Staszek wzywający łyżeczkę

Staszek wzywający łyżeczkę

Staszek skaczący z kanapy

Staszek skaczący z kanapy

 

Rodzic zaradny, rodzic niezaradny

DSCN1800Przeżyliśmy 3 doby gorączki naszego dziecka. Gorycz tego nieszczęścia osłodzona była pełnym wsparciem rodziców, którzy cierpieli jeszcze bardziej, pomagali kąpać, mierzyli temperatury raz po raz i to termometrem bezdotykowym, czołowym w postaci pistoletu. Termometr jest wadliwy i temperaturę wody mierzy jako tako, ale w ustawieniu ‚body’ już sobie nie radzi i wykrywa gorączki u każdego, z kim się zetknie. Tata na przykład cały czas walczył z temperaturą 37,9, ja jako chłodna i oziębła z natury miałam tylko 37,2, ale Stasiaczek to cały czas trzymał poziom i ciepło. Grzał pościel niczym piecyk a na urządzeniu pomiarowym efekty pomiarów nie spadały poniżej 39, trzymając się jednak na ogół w okolicy 40. Nie należy jednak wzdychać z ulgą na podstawie wiedzy o zawyżaniu, bo przyszedł i moment, że ledwo przytomne dziecko pozwoliło sobie załadować pod pachę termometr owulacyjny, a on to dopiero pokazał. Pokazał, że 40 i jeszcze, że 0,3 dalej. Całe 40,3!

Zaprosiliśmy Stasiaczka do własnego łóżka, bo nie jesteśmy wyrodni i trzeba było to udowodnić. Po dwóch dniach odmawiania zdecydował się z zaproszenia skorzystać. Potrącany, budził się i kwęczał, ale skoro nie jesteśmy wyrodni, to lepiej niech się go potrąca i niech kwęczy niż gdyby miał spać zupełnie SAM w TAKIM stanie. Pod koniec pierwszej doby gorączkowania zgodziliśmy się na wizytę pani doktor, która oczywiście nic nie wypatrzyła w buzi ani w płucku nie wysłuchała. Pani doktor kazała zbijać gorączki i pozwoliła w ramach zapłaty dzwonić do siebie w sprawie konsultacji. Dała też receptę na antybiotyk na wszelki wypadek. Nie potrafiła powiedzieć, co dolega rodzinnemu skarbowi. DSCN2936Na karteczce z notatnika wpisała wprawdzie, że infekcja wirusowa i twardo wykluczyła zęby. Być może miał Stasiaczek popularną 3-dniówkę, ale nie opryszczył się dziś. Bardzo możliwe, że jednak szły zęby, bo pod osłoną gorączki przybyło ich kilka. Możliwe również, że miał jakiś stan zapalny, bo jechało mu z buzi gangreną (no dobra, kiepskie określenie, nie miałam przyjemności wąchać gangreny, więc nie wiem). Jadł tylko banany, pił tylko mleko i przytulał się obficie. Dziadkom bardzo podobała się forma przytulająca, której praktycznie nie doświadczają na co dzień.

Pani doktor ostrzegła, że rodzina będzie zamierać i umierać wraz z dzieckiem. Ja umarłam, przyznaję. Ze zmęczenia umarłam. Bo wsparcie wsparciem, ale nie można było o czymkolwiek innym nawet pomyśleć, a od myślenia o gorączce i biegania z termometrem, od prac domowych niepoprzetykanych herbatkami i od posiłków zjadanych ukradkiem w pośpiechu to trudno mieć siły witalne. Dodam jeszcze, choć to nieco nieprzyjemne, że dziadkowie w swoich dobrych chęciach to nawet tutki z ibuprofenem do buzi nie wetknęli, wskutek czego te 40,3 wyskoczyło. Czuli, że dziecko jest ciepłe, ale nie mogli, po prostu nie mogli podać wbrew woli. A nas nie było, bo akurat na drugim końcu miasta umawialiśmy Męża na gastroskopię.

Przeżyliśmy jednak gorączki, przeżyliśmy 3 dni i przeżyliśmy dobre chęci. Stasiaczka jeszcze coś poswęduje, ale już sobie z tym radzi. Na dowód swego ozdrowienia udał się nawet do kuchni, ściągnął ostatni już kawałek piernika Lolinki na ziemię, rozwinął go z folii i spałaszował. Dowodem, że wcale nie chorował jest fakt, że wczoraj rano, wstawszy z łóżeczka sięgnął na pobliską choinkę i najnormalniej w świecie wyżarł kawałek ciasteczka.

Mąż z kolei korzysta z dobrodziejstw jakie daje mu lek na wrzody i siedzi w pracy. Jada tam domowe obiady, które żona daje mu w garnku na cały DSCN1776dzień a czasem na dwa dni. Nie ma go tam, gdzie i tak by się nie przydał, a za to ile robi! Jest jednym z tych szczęśliwych i wypoczętych dzieciatych ludzi, którzy się w pracy uśmiechają i chętnie zostają do 20. Dziś na przykład poszedł z kolegami z pracy na wyżerkę do pewnej galerii, w której są „normalne ceny”. Galeria nazywa się Zatoką Sztuki i jest nad morzem. Było dwóch kolegów, dwie żony, jedno dziecko i mój Mąż. Wszyscy wydali razem 319 złotych. Kolega z żoną jedli za 100, ale część tej kwoty była już napiwkiem. Kolega z żoną i niemowlaczkiem zjedli za 180 i dołożyli 20 złotych napiwku*. Reszta wydanej sumy to posiłek mojego oszczędnego Męża. Makaron posypany parmezanem. Mąż jest taki zaradny.

*Obiad kolegi z żoną i dzieckiem oraz napiwkiem kosztował akurat tyle co gastroskopia wykonana prywatnie. Sam napiwek wyniósł tyle, ile zniżka na gastroskopię gdy opłaci się ją z 7-dniowym wyprzedzeniem.

Wypisz, wymaluj

DSCN8320Żyjemy w rodzinie żyjącej od lat w strachu przed grypą. Babcia co roku szczepi się przeciw grypie. Mama chowa pod poduszką homeopatyczny „lek” z wątroby kaczki. Trzeba uważać na grypę, unikać jej i bacznie wypatrywać objawów nadchodzenia, by w porę rozwiesić kaczo-wątrobiane zasłony i zatrzasnąć choróbsku drzwi przed nosem. My sobie po cichu kpimy z chorób, szczepionek i całego okołogrypowego biznesu. Spotka nas za to zasłużona kara.

Właściwie już spotkała. Zachorował nam synek, roczne zaledwie niemowlątko. Nic tego nie zapowiadało. Wyszedł z domu rano zupełnie zdrów, a po niedługim czasie wrócił zupełnie nieswój. Ledwo dychał i spać chciał bardzo. Wypisz, wymaluj grypa! Poszedł spać, lecz lulał niespokojnie, na brzuszku, cicho pojękując co i raz. Zbudził się szybko i patrzył na mnie swoimi maleńkimi oczkami pełnymi cierpienia, lecz nic nie powiedział. Patrzył tak i patrzył, a w ustach trzymał paluszek i po pewnym czasie lulnął znowu i lulał jeszcze trochę.

Gdy obudził się ostatecznie, wstał i dzielnie usiłował utrzymać pozycję pionową, lecz widać było, ile go to kosztuje. Ledwo pił, ledwo jadł i ledwo bawił się. W porze kolacji twardo odmówił kolacji, swoimi ulubionymi żurawinami częstując jedynie babcię. Na przyjście taty ledwo się ucieszył. Przy okazji wyszły na jaw niedopatrzenia do jakich doszło pod nieobecność matki- synek nabawił się odparzeń. Podczas smarowania odparzeń płakał tak rzewnie, że aż nos mu się oczyścił i mógł odetchnąć pełną piersią. Wieczór z wczesnego zrobił się późny i Lulątku zaczęło ocieplać się wszystko, co wcześniej ciepłym odczuwała jedynie matka. Skądinąd ta matka jakiś czas wcześniej zmierzyła temperaturę synka termometrem bezdotykowym i ów zanotował 40 stopni! Taki wynik z tego akurat termometru nie niepokoi tak jak powinien, gdyż ten termometr lubi zawyżać Stasiaczkom gorączki i już nie raz w podobny sposób straszył.

Zupełnie przerażeni stanem wnusia dziadkowie zupełnie niechętnie poszli, wymógłszy obietnicę, że rodzice nie zaniedbają ich wnusia. Wnusiowi zmierzono gorączki ponownie i znów zanotowano 40 stopni. Ojciec w tym czasie mógł poszczycić się 38,5 stopniami a matka zaledwie 37,7. Pod pachą synka jednak działy się niewiele niższe cuda i w ruch poszedł Ibufen. W samą porę, gdyż parę minut później wróciła martwiąca się babcia i mogła już obserwować pierwsze efekty działania leku. Synek wypił wodę słodzoną, wypił mleczko, po czym matka posmarowała zęby smarowidłem do zębów i wykryła przebicie się zaległej od dawna dwójki, prawdopodobnej przyczyny dzisiejszego ataku. Synek stygnie i grzeje rodzicom łóżko, ale wciąż co jakiś czas przypomina, że nie skończył. On się dopiero rozkręca. Jest słodki i rozkoszny, ale jeśli postanowi, że dziś nie śpimy, nie będziemy spali.

Prezent bez opakowania

DSCN8888Merlin przysłał mi właśnie spamiarską wiadomość o swojej najnowszej ofercie, w której to zamierza zaoferować naiwnym prezenty bez opakowań. Widoczną od razu wadliwość takich podarków rekompensuje niskimi cenami. A biedni naiwni ludzie kupią prezenty bez pudełek i zdziwią się otrzymawszy je, bo przecież myśleli, że ‚bez pudła’ znaczy ‚trafiony’. A wcale nie- bez pudła zajmuje po prostu mniej miejsca w magazynie i z tej racji może być tańszy. Bo buble, jakie się sprzedaje współcześnie największą część swojej ceny zawdzięczają przechowywaniu i transportowi*.

Staszek-Szkoda-Czasu-Na-Sen ostatnie dwa dni raczył zasypiać o PÓŁNOCY, po dwóch a czasem więcej godzinach polegiwania, wyciszania się, przytulania i co tam jeszcze. Wczoraj do tego wszystkiego był wesoły i był jednocześnie Staszkiem-Opowiedzcie-Mi-Jakie-Mieliście-Plany-Na-Wieczór. DSCN8881A my co wieczór rezygnowaliśmy z wszystkiego, nie robiliśmy nic. Nie szyliśmy, nie piekliśmy, jedynie graliśmy krótko w Carcassonne a i tak szliśmy spać o piątej. Każdego dnia próbując się przesunąć bliżej północy, kończyliśmy bliżej rana.

Od lat nikt nie respektował, że ja 12 grudnia obchodzę imieniny. Imieniny były zastrzeżone dla dorosłych. W końcu jednak znalazłam Męża, a on ma rodzinę, która imieniny respektuje, miałam więc dziś imieniny i dostałam kwiaty. Ot, takie rodzinne domowe imieniny, o których ktoś pamiętał. A całe lata upominania się o imieniny w domu nic nie dawały. Mąż z okazji imienin żony zabrał ją do Pizza Hutu na środową promocję dwóch pitc w cenie jednej na wynos i chociaż raz dostałam dość kalorii, gdyż na co dzień skąpi mi się posiłków, abym nie zgrubła za bardzo. Nie jestem tu dobrze karmiona. Ponadto o 20, znienacka, bez ostrzeżenia, zjawił się R., który tym samym opuścił szczęki nasze do ziemi i zaskoczył. Przyszedł z Rafaellem, które bardzo lubię, na chwilę złożyć tylko życzenia.DSCN8915 A wcale nie miał blisko ni po drodze. Przyszedł, bo pamiętał. To takie miłe. Potem jeszcze Maurycy Teo nominował mój blog do jakiejś dziwnej gry w zbieranie gwiazdek i poinformował o tym miłymi słowami. Nie wiem, o co chodzi, ale słowa informujące były miłe i aż nie wiem teraz, kto aktualnie przoduje w rankingu na najlepszego znajomego. Ja ogólnie lubię zbierać różne rzeczy, ale nie radzę sobie ze znajdowaniem umiaru w zbieractwach.

Idę szyć sample choinki. Mąż mi odrysował już kilka, a jest duże parcie na choinki. Choinki będą prezentami pod choinki. I będą takie ładne, że nie będą potrzebowały opakowania. Bo opakowania się daje, by odwrócić uwagę od gorszej zawartości.DSCN8802

A propos gorszej zawartości w opakowaniu, to Polski Bus oferuje bardzo dobrą zawartość w foliowej torebce. Wyrzucając okropny mężowski plecak, który w końcu po latach zepsuł się, natrafiłam na nieco tylko zapleśniały rogalik drożdżowy oferowany w ramach cateringu w podroży do/z Warszawy. I to wcale nie naszej podróży październikowej, lecz Męża samotnej podróży wrześniowej. Rogalik miał tylko DWIE plamki pleśni.

*E, to taki mój żart, może kiepski. Mąż kazał dorobić przypis, bo sam pomyślał, że jak to, przecież książki to akurat pudełek nie mają.
DSCN8869

Kubuś Puchatek i koszatniczki

Jako że dnie teraz takie krótkie, a Staszo w ciągu dnia jeszcze to skromne światło słoneczne przesypia, zabraliśmy wieczorem synka na doświetlanie światłem sztucznym do galerii bałtyckiej. Udało się przy okazji kupić bibułki-foremki do muffinów oraz papier do pieczenia. Papieru do pieczenia szukałam w karfurze po całym dziale agd przez bez mała pół godziny, aż w końcu odnalazłam go na wyjściu z tegoż działu. Na bibułki natknęłam się przypadkiem i już pakowałam do koszyczka dwie 30-tki w cenie 13 groszy za bibułkę, gdy wypatrzyłam inne, większe i ekonomiczniej zapakowane bibułki w ilości 100 i cenie dwa razy niższej za sztukę. Te droższe bibułki były wyeksponowane na szczycie półki, a ponadto stręczono je dodatkowo w dziale słodyczy i dodatków do ciast. Ktoś mniej spostrzegawczy by się nabrał i przepłacił. Bulwersujące!

Była to także sposobność do zakupu promocyjnego mleka, zjedzenia promocyjnej pitcy w telepitcy i popodziwiania króliczków. Podczas ostatniego wyjścia na króliczki Staszo spało i nie skorzystało. Bardzo chcielibyśmy mieć w przyszłości króliczki, rybki i kotka. Jak ktoś ma króliczka, to ma fajnie.

Staszo chyba podziela nasze chęci. On lubi wszystko, co żyje, nawet własną matkę, której namiętnie wyrywa włosy i wygryza dziury w twarzy. Przy okazji, dziś o świcie, po 3 godzinach naszego snu okazało się, że synek ma już tabun zębów na tyłach.Tym samym wkrótce chyba przestanie ząbkować.

Gdy nadeszła godzina 21, z trudem oderwaliśmy synka od klatki z koszatniczkami, ale trzeba było. W drodze powrotnej zgubiłam bilet całodobowy. Ponadto zajrzeliśmy na ulicę zawierającą nasze wymarzone mieszkanie i zrobiliśmy rekonesans. Ulica jest jednokierunkowa i bardzo apetyczna. Trochę smaczek psuje obecność czynnego do późnych godzin nocnych sklepu monopolowego, ale mieszkanie nie straciło statusu wymarzonego.

Udało się też przeprowadzić od dawna planowaną sesję zdjęciową w przebraniu Kubusia Puchatka.

Atak odparty

Wczorajsza ofensywa samotnego partyzanta nie powiodła się. Zamierzał być nieugięty, pokrzykiwał, a nawet śmiał się. Wyraźnie manifestował swój bunt przy odkładaniu do łóżeczka, wstawał i zasypiać nie zamierzał, a było już po drugiej i rodzice też mieli ochotę się położyć. Już nawet rozważali, co jeśli zaśnie, ale zbudzi się ponownie i inne mało przyjemne możliwości. Matka nie zamierzała iść na zbyt miękką kanapę, nikt nie dopuszczał myśli o przeniesieniu frontu do rodzicielskiej sypialni i wpuszczeniu doń wojownika. Nikt też nie zamierzał przesiedzieć całej nocy nad syneczkiem skłonnym przysnąć na kanapie i budzącym się na każdą próbę przeniesienia do łóżeczka. Nie przekonywały go oklepane teksty matki, że we własnym łóżeczku będzie mu najlepiej na świecie. Kozaczył potężnie, ale w końcu okazał się być cienkim bolkiem*, który ugiął się pod pręgierzem ibuprofenu. Co będzie tej nocy?

*bolek piszemy małą literą, gdyż nie jest to imię królów polskich, którzy dosyć potężni byli, lecz sformułowanie określające rybę karpiowatą gatunku boleń, która już cienką może być i jako cienka nadaje się co najwyżej dla kota. Źródło tej informacji znajduje się  TU.