Nareszcie jasno

DSCN2537Wpis mógłby mieć alternatywny tytuł „Morda w kubeł” albo „Mordka w kibelek”, gdyż Staszek z rańca wziął misi drewniany łepek i pobiegł wrzucić go do KLOPA na oczach bezradnej babci. Miś miał łepek powleczony papierem i nie przetrwał tego w dobrym zdrowiu, a był to najbardziej roześmiany i radosny spośród sześciu misich łebków w pudełku. Wciąż jednak pozostaje najradośniejszym misiem z pudełka. Nie było to jednak najważniejszym wydarzeniem tego dnia, więc tytuł wpisu nie będzie informował o misiu i incydencie Staszki.

Najważniejsze dzisiaj było pójście do Wiżyn Expresu, który jest miejscem absolutnie najlepszym w okolicy, zaraz po Madisonie oczywiście. Bo Lidl nie jest w okolicy i do tego w inną stronę.  Nie poszliśmy tam jednak by terapeutycznie mierzyć okulary i strzelać głupie miny do zdjęć, lecz by zdobyć nowe okulary na wzór starych. Stare okulary, choć mająDSCN2482 zaledwie pół roku i wcale nie są zmachane, wymagały pilnej wymiany, gdyż stare okulary miały fotochrom i nadawały się li i jedynie na lipiec oraz sierpień. Mąż mój nosił jednak zabójcze fotochromy także zimą i w listopadzie, gdy należy łapać światło dzienne. On z oczywistych względów nie łapał nawet pojedynczych promyczków, chyba że zdjął okulary, czego z kolei nie powinien robić bo ma dużą różnicę między oczami i powinien ją redukować non-stop. Wbrew powinnościom jednak robił i bez brylek chodził ile wlezie, gdyż pogoda dopisuje, mamy chłodną wiosnę tej zimy i czasem nawet świeci coś sympatycznego. Nie jesteśmy oczywiście rozpustni i chcieliśmy po prostu nowe szkła wstawić do jeszcze starszych oprawek (Anno Domini 2008). Owe jeszcze starsze oprawki i konieczność ich zdobycia przerwały nam niegdyś miły wyjazd, o czym napiszę około lutego. A przerwały ponieważ ktoś komuś usiadł na okularach prastarych, których nikt w Kościerzynie nie chciał już lutować.

GdyDSCN2478 zatem udaliśmy się do Wiżyn Ekspresu, liczyliśmy, że zmierzą poprzednie okulary i na za tydzień będą nowe. Przeliczyliśmy się. Oni zadzwonili do Wiżynu w Galerii Bałtyckiej, gdzie fotochrom zrobiono i pobrali parametry okularów z fotochromem. Odradzili oprawki stare, chociaż są to najlepiej na świecie kojarzące się oprawki (szedł w ich do Ślubu), ponieważ na tych też już kiedyś ktoś usiadł i groziło, że nie zlutują po rozcięciu. Mieli jednak 50%-ową promocję na WSZYSTKIE oprawki i pozwolili przebierać w nich jak w ulęgałkach. Wybraliśmy wstępnie pewne oprawki i poszliśmy usypiać Staszka. Jak widać, nowe oprawki są śliczne, ciemnogranatowe, proste z niebieskim środkiem i maja gabaryt dziecięcego łóżeczka. Gdy przyszła moja mama, zostawiliśmy jej Staszka i poszliśmy zakupić okulary. Odwiedziliśmy jeża i wróciwszy po Staszka, poszliśmy odebrać gotowe okulary. Po godzinie (!). Mąż, założywszy je, poczuł przypływ jasności. Wzruszał się radośnie i dziękował wiżonowemu personelowi za poprawienie swej jakości życia. Okazało się także, że nie trzeba ich już wyginać, jak to robiono z poprzednimi, bo są nadspodziewanie wygodne. Mało tego, okazało się, że pomylono etykietki i DSCN2536okulary są o 30 złotych tańsze niż podliczono. Co więcej, zupełnie za darmo pozaginano i podokręcano moje okulary, których od kilku miesięcy nie stosowałam, ponieważ Staszek mi je zepsuł! Teraz mogę patrzeć w ekran i czuć refleksy, a gdy pochylam się, by spojrzeć na polegującego na dywanie Męża, nic nie zsuwa mi się z nosa.

Mąż dostał więc dzisiaj nowe okulary, a do mnie przyjechała nowa deska do prasowania. Podobno jest stabilna, ale boję się ją rozpakowywać, by się nie zawieść. Do tej pory miałam deskę po mamie Męża, która nie prasuje  i był to antyk (deska, nie mama), który na swej maksymalnej wysokości był wciąż ekstremalnie niski i bardzo niestabilny. DSCN2502Niedawno uratowałam też przed pójściem na śmietnik deskę po koleżance, która miała ładny wzorek (deska, nie koleżanka) i wydawała się być stabilna, ale gdy przyszło co do czego, wcale stabilna nie była. Teraz mam prawdziwą i od samego początku własną deskę do prasowania, która jest wielka, niebieska i otwiera przede mną nowe horyzonty krawieckie oraz kurodomowe. Zwłaszcza, że Mąż, odkąd schudł i przycisnął go chłód, zakłada pod sweter prawdziwe koszule a nie tylko koszulki polo*.

Odebrawszy nowe okulary, poszliśmy na chwilę do P. , który mieszka nieopodal. Wiedzieliśmy, ze P. gości dziś u siebie R. oraz swoją własną dziewczynę. Dziewczyna nas unika, ale podobno od niedawna coraz częściej każe pozdrawiać. Nie zamierzaliśmy się pakować do mieszkania, chcieliśmy tylko pokazać nowe okulary. P. okazał się mieć grypę, ale obaj wraz z R. zabawiali nas w przedpokoju przez prawie 5 minut. Zagadnęłam także o towarzyszkę, z którą chętnie byśmy się przywitali, ale wówczas obaj chłopcy się skrzywili i odradzili to jako pomysł nie najlepszy. Skończyło się więc na przekazaniu pozdrowień dla tajemniczej dziewczyny P.

Jeszcze chciałam wspomnieć, że Stasiu ma obecnie fazę na klucze i z pewnością zostanie klucznikiem albo ślusarzem. DSCN2514Posiada nawet własny zestaw swoich do niczego nie pasujących kluczy i wkłada je do wszystkich dziurek w drzwiach oraz szafach. Otrzymał taki zestaw po tym, jak szczęśliwie ze mną, ale jednak, zakluczył się w pokoju. Ponadto jest Staszek słodziutki i ma taką pasję, że gdy zasiada na czyichś kolanach, np. celem zostania ubranym, zaczyna wierzgać głową, wybijać trzymającemu zęby, rozwalać wargi i podbijać oczy, a gdy próbuje się temu zapobiec, np. przytrzymując go ręką, ręka ta niechybnie zostanie zubożona o kawał mięsa a przynajmniej pogryziona boleśnie. No i lubi czekoladę.

*Mąż słynął z tego, że gdy wszyscy marzli, jemu było ciepło. Niejedną zimę przechodził w krótkim rękawku i miał zwyczaj zdejmować kurtkę po wyjściu ze sklepu na mróz celem schłodzenia do odpowiedniej temperatury. Teraz nosi 7 ciepłych warstw, a ze skórą wraz to i 8.

DSCN2438

Reklamy

Okulary

Zupełnie o czym innym miałam zamiar pisać dziś wieczorem, ale sytuacja wymusiła zmiany. Naciskano na nas, żeby Mąż zrobił sobie drugie brylki- fotochromy, odkąd zmienił oprawki 3 lata temu. A szkoda, ze zmienił, bo patrzcie sami, jaki był słodki i anachroniczny, a jaki modny zrobił się po zmianie. Musiałam go na nowo zaakceptować.  Drugie miały być mu potrzebne w razie awarii (te poprzednie rozpadły się w punktach, w których były już lutowane i nie dało się tego naprawić!), nie może przecież zostać bez okularów, 3 lata temu został a ma niesymetryczne oczy i to źle. Babcia ma zaćmę i jaskrę, więc uważa te okulary z fotochromem za bardzo ważne. Babcia ma też „swoją” okulistkę, do której jedzie przez całe miasto, bo jest najlepsza i ma praktykę w szpitalu. Do tej swojej okulistki wnuka chce umówić od trzech lat właśnie, już przy robieniu poprzednich okularów chciała, żeby potwierdzić diagnozę. Ja akurat miałam talony na prawie darmowe badania w Vision Express, więc inny lekarz za złotówkę potwierdził ówczesną diagnozę i temat przycichł, ale co zimę (bo kierowca a śnieg i odblask) i co lato (bo lato i słońce) obie z mamą naciskały na fotochrom. Mąż potrzeby nie czuł. Przed pójściem do korporacji był na badaniu rutynowym, które stwierdziło, ze okulary obecne wciaz się nadają. Ale trafiła się okazja, moja mama miała zniżkę do VE w wysokości 159 na ramki i 99 na szkła. Można się też było za darmo przebadać bo korporacja dala ubezpieczenie w Medicoverze. Skorzystaliśmy. Babcia złowieszczyła, że ten lekarz na pewno nie ma praktyki szpitalnej, ale wrażenie na całej starszyźnie zrobiło to prywatne ubezpieczenie. „Och, jak on ma dobrze„, zachwycali się. Jeszcze tego samego dnia wybraliśmy tanie ramki , szkła miały być w ciągu tygodnia. Zwykłe kosztowałyby 300, fotochrom 600! 200 dawała korporacja w ramach socjału a 300 rodzice jako ze to oni naciskali na fotochrom, a tyle właśnie wynosiła różnica między wymuszonym fotochromem a zwykłymi. Nas bolało jedynie, że przez nasze ręce przechodzą takie pieniądze i to wcale niepotrzebnie. Mąż potem powie,  że on był okularom przeciwny od początku. Ale cóż, naciski nasilały się, musieliśmy.

Gdy przyszedł czas odbioru, Mąż chciał mieć mnie koniecznie przy sobie, wiec sam odbiór opóźnił się tydzień, bo nie pasowało. Zarozumiała blondyneczka dwojga nazwisk wyciąga okulary z szuflady i podaje, Mężowi źle, mówi że trzeba dogiąć, blondyneczka cały czas krzywo patrzy i mówi ze się nie dogina, bo osie, bo odległości, a Mężowi ewidentnie lewe oko źle leży, tj. szyba jest dalej oka niż w przypadku prawego. Po jakimś czasie powtarzania w kółko tego samego blondyneczka wzywa koleżankę, koleżanka bardziej otwarta, ale też nie rozumie w czym rzecz, mówi ze okulary dobre, proste. Po chwili Mąż dochodzi do wniosku, ze zagięcie to jedno, a sama szybka zła. Porównują z obecnym okularem i się okazuje ze z 1,5 na 0,5 zmieniono, pogłębiając jeszcze różnicę miedzy szybkami. Chcą zaoferować badanie u nich mające zweryfikować receptę, już proponują termin gdy wymyka im się, ze za pol ceny czyli 45 złotych. My dziękujemy, oni się naradzają i oferują za złotówkę. Bierzemy. Następnego dnia ich lekarz stwierdza, ze złe okulary, ze powinno być więcej i bez cylindra. Na razie nic z tym nie robimy. Mówimy w domu, ze może potwierdzilibyśmy nową receptę jeszcze u lekarza babci, mama i babcia napalają się na to strasznie, ale my mamy priorytety. Dzwonimy do Medicoveru.

Mąż współczesny

Oni naradzają się kilka dni i zapraszają na badanie mające zweryfikować błąd ich lekarza przez innego ich lekarza. Badanie to odbyło się dziś rano. Pierwsze badanie wykazało znaczną różnicę, wiec pani doktor zakropiła, zbadała komputerowo, pomiar bliższy przepisanemu, zakropiła ponownie, kazała odczekać, zbadała trzeci raz i wynik był już bardzo bliski przepisanemu. Zabrali nowe okulary do zbadania mocy i będą się naradzać. W razie czego i tak czeka nas  ponowne badanie. Nadmienię, że to dzisiejsze kosztowało Męża cały dzień pracy na politechnice, bo zakropienie, mimo obiecanego efektu dwugodzinnego, jeszcze wieczorem nie pozwalało czytać.

Babcia bardzo się emocjonuje tematem i pyta, po co szedł Mąż na to dzisiejsze badanie zamiast do jej lekarki, nie straciłby całego dnia i już miał zapisane okulary. Tak się babcia emocjonuje, że dzwoniła już kilka razy i temat drążyła. Mam nadzieje, że Mąż prześpi noc mimo wieczornego poruszenia.